środa, 17 grudnia 2008

Type of The Year

Time w swoich corocznych rankingach niebezpiecznie osuwa się w stronę absurdu, żeby nie powiedzieć wprost głupoty: TOP 10. Animal stories, scandals, bank slogans ……, dalej: najgłośniejsze rozstania i najbrzydsze kiecki etc etc. Słowem: Tabloidyzacja mediów.

Tymczasem w kategorii BEST USE OF TYPE …. winner is … Gotham!!!!
Nowojorczycy dostają spazmów. Patriotyzm lokalny bierze górę. Manhattan szaleje……

Statuetkę odbierze Sir Scott Thomas, dyrektor artystyczny kampanii Baracka Obamy, ewentualnie Tobias Frere-Jones, twórca tejże. Z pewnością za dużo ostatnio pisałam scenariuszy eventów, ale przed twórcą Gothama jak i dyrektorem kreatywnym kampanii wyborczej (Boże, czy u nas kiedykolwiek będą takie fuchy) chylę czoła nie tyle ja, co całe tabuny projektantów.



Spójna wizualnie kampania wyborcza przy zdecentralizowanym systemie wspierania to nie lada wyzwanie. Żaden z oponentów Obamy nie dorobił się takiego inteligentnego systemu identyfikacji wizualnej. Początkowo podobno był projekt użycia czcionki Gill Sans, wykorzystywanej np. na stronie BBC, ale ta okazała się zbyt europejska. Tymczasem Gotham inspirowaną liternictwem szyldów Nowego Jorku, zwłaszcza Manhattan Port Authority odzwierciedla nowoczesność i ukłon w stronę amerykańskiej historii. Czyli cechy bardzo sexy dla każdego kandydata.

Font od razu opanował wszystkie materiały obamowskiej kampanii wizualnej, słowo CHANGE umieszczone zostało konsekwentnie na każdym skrawku papieru. Ba! Także na samolocie i mundurach obsługi. Obama to dobry mówca. Świadomy siły języka senator Obama najwyraźniej czuje siłę słowa nie tylko mówionego ale i pisanego.


A Gotham?

Powstała w 2000 roku, przynajmniej w swojej podstawowej formie, teraz to całą rodzina. Jej autor 2000 roku, Tobias Frere-Jones początkowo miał zamiar wyłącznie dokumentacyjny: zgromadzić dowody rękodzielniczych szyldów, sprzed epoki masowej produkcji. Rozpoczął studia nad liternictwem na budynkach w Gotham City, poczynając a może skupiając się zwłaszcza na szyldzie stacji Port Authority na Manhattanie. Okazało się, że szyldy od lat 30 to 50, gubiąc XIX szeryfy adaptowały się do form neonowych rurek. I choć nie ma zdecydowanych dowodów, że projektanci tych czasów korzystali z podobnych wzorów, podobne liternictwo pojawia się niezależnie w miejskim krajobrazie może jako wyraz pewnej epoki.


Kolaż z szyldów Nowego Jorku

wtorek, 25 listopada 2008

Adaptacje

.. budynków czyli jak to robią w Holandii. 2 budynki pokościelne władze miasta w Maastricht zaadaptowały na nowo. Dla mnie mistrzostwo.

Kościół dominikański.






Otwarta w 2006 księgarnia w kościele nie zdewaluowała jego funkcji ale przywróciła mu blask. Od rewolucji francuskiej czyli ponad 2 stulecia niszczał, wykorzystywany jako magazyn. Księgarnia (książki są boskie!), to dla mnie zwrócenie przestrzeni sferze sacrum. No i oczywiście genialnie rozwiązany projekt. Wnętrze zaprojektowała firma Merkx and Girod z AmsterdamuMetalowy ruszt nie przytłacza przestrzeni, tylko ją wydobywa, pozwala oglądać malowidła na sklepieniach.


W apsydzie kościoła ulokowano bar, ze stolikami w formie krzyża. Postmodern design? Raczej słaby żart.

2. Hotel w piętnastowiecznym opactwie







Mistrzostwo formy, aranżacji wnętrz. Surowej architektury i cosy mebli sygnowanych Progetti, Eames czy Verner Panton Projekt z 2005, autorstwa Henka Vosa i Ingo Maurera (to autor lamp i projektant oświetlenia. Skoro pracował przy hotelu, widać światło było jak istotne było to dla właścicieli. Światło i przestrzeń – tym jest architektura. Co na to holenderscy konserwatorzy zabytków?
Prawo holenderskie zabrania ingerencji w tkankę historyczną obiektu. Wszystkie nowe elementy muszą być tak użyte, żeby mogły zostać zdemontowane bez szkody. "It's possible to take everything away," says Vos—who suspects that the Kruisherenhotel is probably not the final incarnation for this historic site. "Later generations may want to use it as a church again." To samo z księgarnią.

Sustainable is..trendy?

Sezonowe mody nie omijają języka, to jasne. Ostatnio zawrotną karierę robi w prasie anglojęzycznej: sustainability. U nas jeszcze nie na masowo, ale pewnie kwestia czasu. Na razie w dizjanie, w ekonomii, przede wszystkim ekologii. 2+3D poświęca cały artykuł SUSTAINABILITY DESIGN. W oparciu zresztą o 100 % SUSTAINABILITY jako jednemu z hasłem tegorocznych targów 1OO % DESIGN. W magazynie Metropolis znalazłam 4 różne reklam z wyboldowanym tagiem sustain: Partners in sustainability (laminaty), Fluent in sustainability (podłogi), It’s sustainable (and uncompromising, as well as distinctive) to Gebert, ceramika łazienkowa. Dalej fornir (stylish, sculptural, stately and sustainable).

Co jest jeszcze sustainable? Wszystko to co eko, sustainable development, agriculture, design, banking, city and community, fishing fashion and forestry i trade, transport and tourism.

Zrównoważony? Odpowiedzialny? Jasne, na poziomie świadomości ekologicznej, ale na poziomie leksykalnym brzmi na wskroś mieszczańsko. Oczywiscie zyczylibysmy sobie takiej mieszczanskosci w polskiej rzeczywistosci.

Teraz już wiem, jakim komplementem obdarzyć T.

Honey, You are so sustainable (???)

czwartek, 13 listopada 2008

Idzie nowe

Fast Company październikowi numer poświęciło w całości wzornictwu (projektanctwu jak wikipedia ostatnio napisała, dołączając do grona moich cytatów słomo-mowy, obok sytych pierogów i tete a tete na określenie spotkania live w 10 osób. Takie tam małe niezręczności, drobne foyer*)

*cytat z Żaby, nie mój żałuje ;-)

W FC, czarownica Li Edelkoort (za pomocą holenderskiego ziela, kto wie) przepowiedziała trendy na kolejne sezony:

Up: życie na wsi i postępujące wsiowienie miast (we sensie agrokulturowej architektury, hodowania grządek, K., pewnie w projektowaniu ogrodów też się sałata pojawi? Jak w baroku. Czy już jest?). Pokochamy eco więc jedzenie z miast lepsze niż na wsiach.
Cóż, na razie nas ta wsiowość mi się jawi czym innym, zachwaszczaniem języka polskiego np.

Co jeszcze?

2. Androgeniczne celebryty, fuj to takie wielkomiejskie.

3. Zwierzęta (kiedyś wyszły z mody?) w postaci modnych rozrywek typu pasanie owiec. Wieszczę lukę dla agencji typu incentive.

4. Architektura modernistyczna, ale kameralnie, w pudełkach na ludzką skalę.

5. Woale, chusty, turbany i .. burki? Fashionista ręka w rękę (w rękawiczce) z fundamentalistą.

6. Grzyby jako the most eco drugs.. dziwaczność, ekscentryczność, spadek po campie (a propos, wczoraj na Roisin mało kto zrozumiał konwencje, przytupując raźno przestępując z nóżki na nóżkę, nibynóżkę)


Co leci na łeb na szyje? Lofty, otwarta przestrzeń, nagość i wulgarność, brak intymności na każdym polu a przede wszystkim: Incognito Luxury. Say bye bye to big logos. Wypruwanie metek. Oj łatwo się pokazać nie będzie, ale bedzie powod do spekulacji i zakładów ;-)



Ja osobiście (rozpoczynając w ten sposób zdanie, widzę aprobatę w oczach domorosłych astrologów) z powodu „nadchodzącego kryzysu”, (to nazwa własna, na ustach wszystkich, bo przecież już jest), i z potykając się w pół drogi o hasło no brand wieszcze styl ala zubożały arystokrata. Pokrywa się to z czymś co ostatnio nazwano librarian chic, a czego zwiastunem był tłustowłosy, do niedawna, Marc Jacobs (wygląda teraz jak Beckhamian Guy, co kompletnie przeczy mojej teorii).

niedziela, 26 października 2008

Wystawa w MNW

Nowo otwarta wystawa w Muzeum Narodowym Orientalizm w sztuce jest byle jaka. Podzielona tematycznie wg. gatunków: pejzaż, portret, sceny batalistyczne, harem, etc nie wnosi nic nowego. Jest dowodem na to z polska myśl muzealnicza, z braku pieniędzy, być może, na pewno z braku wyobraźni, przez ostatnie lata nie przeewoluowała w żadnym kierunku. Wiele wystaw broni się artefaktami, ta nie. Większość to prowincjonalni malarze landszaftów, wśród których Brandt, Kossak i Gottlieb to prawdziwe perły. Zbiera z polskich muzeów przykłady zainteresowania Wschodem ale na poziomie masowej wyobraźni i rodzącej się popkultury, takich artystów dla ubogich produkujących masowo mity i banały o Bliskim Wschodzie. Niestety nawet tego nie formuje w myśl. Otrzymujemy zbiór tematycznie pogrupowanych podrzędnych treści. Może kuratorom przydałby się antropolog kultury, który zręcznie odcedziłby wyobrażenia o Wschodzie Zachodu i skonfrontował to z myślą Wschodu samą w sobie. Bylejakość wystawy boli, bo temat jest wyjątkowo wdzięczny, nie tylko ze wzrostem zainteresowania Arabią po 11.09. Na Zachodzie moda zaczęła się wraz z odsieczą wiedeńską, najpierw pawilony ogrodowe w stylu tureckim, potem szał Byronomanii. U nas chociaż raz wcześniej: trudno nie zauważyć związków kultury sarmackiej z kulturą turecką, potem stepy akermańskie i bakczysaraj nocą. Ale nawet na gabloty z sonetami Mickiewicza widać nie znaleziono sponsora czy jak.

wtorek, 14 października 2008

holenderskie ładno narodowe

Holenderskie .. cebulki, wiatraki, fajanse … czasem marihuana. A jeśli powiedzie się plan holenderskiego rządu, jeszcze holenderskie wzornictwo. Strategię, by się promować przez sztukę przyjął i konsekwentnie realizuje również Berlin. Mówi się: Bóg stworzył świat, a Holendrzy Niderlandy. Mając własny kraj w portfolio, można nie mieć kompleksów. Kto od wieków wyrywa kraj naturze, kształtuje i formuje go na własną modłę, kreatywnosc musi mieć we krwi. Podobno w XVII wieku, w samym Amsterdamie żylo blisko 3 000 malarzy na 200 tys. mieszkańców, których obrazy z kolei, szły zagranicę w milionach sztuk. (obecnie to 45 000 ludzi związanych z projektowaniem w 16 mln. kraju) Historia pokazuje zatem, że eksport kreatywności nie jest dla Holendrów niczym nowym. Holenderski rząd oferuje wsparcie finansowe wielu stowarzyszeniom, inwestując tym samym w rozwój sztuki, także użytkowej. Kreatywność, innowacyjność, wiedza (knowledge economy) czyli wartości intelektualne (których nie da się łatwo outsoursować do Chin) sprzedawane pod hasłem „holenderskiego dizajnu”.

No właśnie, hasłem? Są kraje, których wzornictwo wydaje się oddawać kwintesencje charakteru narodowego. Wzornictwo: skandynawskie, włoskie, paryski szyk. Alessi jest włoski do szpiku, tak jak włoskie wzornictwo jest w typie Alessi. Ikea jest szwedzka, a BMW niemieckie. Holandia, będąc jedną z kolebek awangardy, jest naturalnie predestynowana do posługiwania się hasłem „nowoczesności i innowacyjności”. Z drugiej strony wydaje się, i jest to cecha wspólna dla marek Północy, korzysta z lekcji protestanckiej szkoły powściągliwości. Widzimy rzeczy bardziej praktyczne, niż te łechtające zmysły (pomijając zmysł inteligencji), naznaczone silnym piętnem indywidualizmu. Architektura Koolhaasa, wzornictwo Boom czy Droog Design.

środa, 1 października 2008

Easy-going Kobenhavn









Powściągliwą ale dość monumentalną, jak na to mieszczańskie miasto, architekturę wypełnia drobny nieustannie przemieszczający się sztafaż, złożony z dzieci i rowerów, dzieci na rowerach, młodych ludzi na rowerach z dziećmi na rowerach i bez….Skala pantonów od antracytu, przez szarości, szare zielenie, szare błękity…właściwie bez magenty. Starców też właściwie nie ma, albo dobrze zakonserwowani biegający alejkami wzdłuż jeszcze bardziej wiekowych lip.

Patrząc na ilość sklepów z wzornictwem, właściwie można zaryzykować stwierdzenie, że mieszkańcy Kopenhagi zajmują się głównie urządzaniem swoich domów. Nic więc dziwnego że potem je ekshibicjonistycznie eksponują przechodniom i sąsiadom. (W domu na piętrze, na przeciwko okien hotelowych, mieszkały białe nogi w czarnych skarpetach, miały klonowy parkiet, półkę z drogimi winami i rower do ćwiczeń, przychodziły późno i wychodziły wcześnie). Ilość dzieci w Kopenhadze też może zdradzać zamiłowanie do interior design. Ładni i świetnie ubrani Duńczycy jakoś pozbawieni są seksapilu, może więc robienie dzieci (a jest ich mnóstwo) jest pretekstem do częstych zmian wystroju w dziecięcych pokojach?

Kopenhaga niedawno wygrała ranking prestiżowego Monocle na the most liveable city all over the world (most designed also). Coś jest na rzeczy, miasto jest mieszczańskie, tak jak masło jest maślane więc jest swoją kwintesencją? Przyjazne, dobrze zaprojektowane, w ludzkim wymiarze, przeznaczone do mieszkania, nie zwiedzania ani lanserki. Nie jest też zbiorem rezydencji dla kadry rządzącej. Bynajmniej. Zakladam, ze burmistrz miasta jezdzi do pracy metrem.

Zastanawiam się nad genezą tzw. skandynawskiego wzornictwa. To projektowanie bardzo lekkie i dowcipne. Z witzem. O ile lekkość można tłumaczyć w duchu ewolucjonistycznym surowością skandynawskiej przyrody. O tyle żart i polot, nie wydaje się być kwintesensja charakteru narodowego.

I jeszcze jedno kopenhaski look. Pewnie to kwestia całorocznego klimatu, że Dunki doskonale godzą jesienne burki z dobrym wyglądem: wellies i cieple szale versus nasze polbuty i jesionki. W Polsce jakoś nie potrafimy się uporać z przejściową pogodą. Polacy chodzą w zimowych kurtkach do poznej wiosny pocąc się w tramwajach, a na rowerach, jeżeli już, to popylają w dresach, brr.

Sciąga:
http://www.copenhagenize.com
http://www.flickr.com/photos/16nine/collections/
http://www.copenhagencyclechic.com/

niedziela, 21 września 2008

Maski Hazoume






Dostalam kiedys propozycje od P. zajac sie pisaniem o sztuce na afryka.org. Kompetencji nie starczylo, a proby przysowjenia sobie kompendium sztuki afrykanskiej, ograniczyly sie do poznania kolekcji Jeana Pigozzi'ego. Warto bylo nawet to, bo to jedna z najciekawszych pewnie kolekcji na swiecie. Gromadzi wspolczesnych, raczej zyjących artystów z kontynentu. Sporo wsrod nich tak zwanych "naiwnych" albo "nieprofesjonalnych". Wsrod kolekcji pelno assamblazy i ready made. Tak jakby troche z niedostatku czy bardziej niecheci do marnotrawienia. Romuald Hazoume oczywiscie odwoluje sie do syntetycznych form masek Yoruba, sam zreszta z tego plemienia pochodzi. Wspolczesne kanistry to nie tylko podobienstwo formy, umiejetnosc korzystania z tego czego pod dostatkiem ( kanistrów, nie wody?), ale tez komentarz do skladowania w Afryce zachodnich smieci. Sam zresztą Hazoume powidzial w wywiadzie: I send back to the West that which belongs to them, that is to say, the refuse of consumer society that invades us every day"

sobota, 20 września 2008

komplement, rzecz nie prosta

T. uważa, że przyjmuje na siebie kulturową rolę błazna. Pod miną wesołka i kokietki troszczę się o rzeczy zasadnicze. To duży komplement , biorąc pod uwagę interpretacje literackie tej postaci. Coś jest na rzeczy, biorąc pod uwagę ile rzeczy uchodzi mi na sucho… Kwestia odwagi? Potrzebna na wojnie, w życiu codziennym wystarczą jaja.

T. nazwał mnie też foksterierem, pijąc do nieustannej gotowości do zabawy słowem i riposty: „rzuć piłeczkę, rzuć piłeczkę” (no bo przecież nie chodziło o fakturę moich włosów)...

Gorgeous grandmas







Shirley Bassey (ur. 1937) Miriam Makeba (ur. 1932). Nie powinno się wypomniać wieku, zwlaszcza taaakim damom. Obie nadal koncertujące, występ Shirley Bassey z ubieglego roku z Glastonbury, Miriam Makeba też z 2007, choć na pewno koncertuje i w tym. jakosc video trochę gorsza, szkoda. NIe są posągowe, są piękne, seksowne. I prawdziwe, prawda?

ps. Nie tylko ten pan na jednym z klipów sie poplakal.

piątek, 12 września 2008

Mordor

Reklamy jesiennych ramówek TV zdominowały pejzaż Warszawy. Połączenie nazw mord i outdooru, jest kluczem do interpretacji. Jeżeli dodamy do tego przepalone gęby z minami, które mają dodawać ekspresji paniom Ch.i F., to rzeczywiście skojarzenia są uzasadnione. Plus dominująca, z tarasu PKiN-u, czarna wieża TVP. Rzeczywiście wygląda na to że mieszkamy w mieście trolli.

Warszawskie metro wprowadziło nowy nośnik w postaci infoscreenów. Zawieszone na wysokości wzroku, zasysają beznamiętne i puste twarze tych, którzy nie zdążyli wsadzić nosa w gazeta lub książkę (zwykle bezpłatne Metro, które również podsyca nienawiść proletariatu donosząc o nabyciu przez Lisów nieruchomości na Florydzie).

poniedziałek, 8 września 2008

books




Staram się nie kopiować bezmyslnie tresci innych blogow i nie pompować sztucznie bańki blogosfery. niech więc będzie to rozwinięcie poprzedniego wpisu. Zdjęcia pochodzą z blogu Elle South Africa (link obok), z bienale papieru z Amsterdamie.
Te poniżej to rzeźba z praskiej Biblioteki Narodowej. Ksiązka to glównie tresc, prawda ale i forma...


sobota, 6 września 2008

proud of being the owner







Czy pokazywanie wlasnej biblioteki jest formą ekshibicjonizmu? Ja zawsze odszyfrowuje na zdjeciach magazynow wnetrzarskich grzbiety książek. Zdjęciach zagranicznych, polskie zwyle zawierają nędzną pólkę kilku albumów Taschena. I album Kamasutry podarowany przez znajomych na imieniny. Ksiązki z ramą mebli tworzą tak piękne uklady, mondrianowskie, przecinajace się piony i poziomy. Można i pewnie tlumaczyć w duchu dialektyki abstracjonistow. Ciezkie poziome, bierne albumy, prezentujące na kredowym papierze leniwie reprodukcje malarstwa, to móglby być element żeński. Istnieje serwis spolecznosciowy dla podobnych fanatykow http://www.bookrabbit.com/

niedziela, 17 sierpnia 2008

ogrodki działkowe

Zastanawiałam się wielokrotnie nad fenomenem ogródków działkowych. Opustoszałe, peryferyjne, w położeniu i jeżeli chodzi o ważność. Zauważalne tylko jako miejsca pod inwestycje, zamieszkałe przez zdziczałe koty i gołębie, a uprawiane przez starców, zachowujących pozory aktywności. Byłyby idealnym tłem dla rozgrywającego się horroru. Dobrego, oddającego w sposób symboliczny beznadziejność i utopijność ergo pewną fikcyjność tego świata lub taniego klasy B, ze mordowanymi w domach z dykty emerytami.

W eseju o ogródkach działkowych Rick Poynor (ha! Wystarczy wpisać w google magiczne słowo allotments by zobaczyć że nie jestem osamotniona. Może jakiś serwisik społecznościowy?) przywołuje levi-straussowski termin „bricolage”. Kultura odpadów, nieświadome artystyczne działania, konstruowanie gotowych, pokracznych dzieł sztuki z odpadów, strachy na wróble, plastik, stare opony, stare okna, dykta. Utopijne w swojej koncepcji miejskiego ogrodnika, dlatego idealnie pasują do wschodnio-europejskich idei urbanistycznych. Na Zachodzie powstały jednak jeszcze przez wojną, na bazie nowych teorii urbanistycznych, dobrze wypadających tylko w sferze myśli i urojeń, jak lecorbusierowskie bloczyska.

Jaka jest przyszłość ogródków działkowych? Wydawałyby się reliktem starych czasów, tymczasem na Zachodzie podobno renesans, może na fali kultury retro, może z powodu mody na żywność organiczną. Faktem jest, że jako relikt starego, powinny zostać wzięte pod ochronę. Stare bielone jabłonki, z powykręcanymi konarami powinny zostać wpisane na listę dziedzictwa narodowego, inaczej dzieci przestaną wierzyć w bajki (bracia Grimm pisali o rosnącej przy drodze jabłoni?). Ewentualnie można je oddać pod przestrzeń działań artystycznych. Oczywiście bez wycinania. Letnie ogródki pod spadającymi ulęgałkami? Czemu nie.

piątek, 8 sierpnia 2008

zulawski

Recenzje recenzji mogę stać się nowym trendem w rozmowach i blogach ;-)(przynajmniej moim, rośnie półka książek nieprzeczytanych). Piątek, a zatem Kultura. Wywiad i recenzja wywiadu-rzeki z Andrzejem Żuławskim. Recenzent narzuca mu rolę trickstera, nie wiem czy od końca słusznie. Trickster pajacuje, Żuławski mimo że prowokuje, jest zawsze very serious. Nie zawsze się z nim zgadzam ale cenię z odwagę. (To ta sama miłość, co w stosunku do Majchrzaka). Cieszę się z tego wywiadu, tym bardziej w kontekście pisaniny pudelków srelków o relacji Żuławski - Rossati. Zarzuty formułowane na starym archetypie: starca wykorzystującego nieświadomą młódkę. Słabe, ale pop kultura najwyraźniej innej roli dla blisko 70 –letniego faceta nie widzi, prócz złego zgreda, który ma do zaoferowania tylko hajs.

opaski dla fanow olimpiady

W poniedziałek 11 sierpnia, z okazji rozpoczynających się Igrzysk Olimpijskich Pekin 2008, do "Polski" dołączony zostanie prezent dla Czytelników - olimpijska opaska na rękę z hasłem "Cała Polska kibicuje". Opaski "Cała Polska kibicuje" dołączone zostaną bezpłatnie do wszystkich tytułów "Polski". Cyt za wirtualnemedia.pl

Kpina? Prowokacja? Ignorancja? Zalecalabym większą wrażliwosć, biorąc pod uwagę, że już tradycją stało się wykorzystywanie opasek w kampaniach społecznych.

środa, 6 sierpnia 2008

pielgrzymka

Przez Warszawę przeszła piesza pielgrzymka do Częstochowy. Nie z tego świata. Starzy przebierańcy w wiatrówkach z second handu, młodzież rodem z przystanku Woodstock i dziarsko maszerujący młodzi mnisi (ładni, zapewne też równie nudni). Zardzewiałe kijki narciarskie, tandetne gitary i inne artefakty powyciągane zza meblościanek. Analogicznie musiały wyglądać wyprawy krzyżowe, zwłaszcza te tzw. ludowe, oddolne, którym zabrakło finansowego (lub politycznego) wsparcia. Zbieranina, która nie może się odnaleźć w rzeczywistości. Dlatego musi jej szukać gdzieś beyond.

wtorek, 29 lipca 2008

Li Edelkoort



Most Mo's influential people? Li Edelkoort na pewno. Przy okazji napisze dla niej laurkę, teraz trend na 2008. Spelniajaca sie przepowiednia o estetyzacji rzeczywistosci. Spelniony sen Oscara Wilde'a. Mowia o nas rzeczy, ciuchy, wnętrza, dlatego my sami mowic już nie musimy, jestesmy czescią większej kreacji.
Przewidywanie trendow jest fascynujacą rzeczą, bo to praca kreatywna ale bazująca na naukowym kontencie, analizie i badaniach socjologicznych.



Dobra nazwa na bloga o designie

time

Time jak zawsze celnie dobiera topiki, dobrze rozgrywając piłkę pomiędzy ciekawym contentem a atrakcyjnością ala celebrity łamane na publicity. Szczególnie łatwo daję się zwieść rankingom (Top 10 Green Ideas, 10 Ideas That Are Changing The World) uzupełnianym przez artykuły typu “znani o znanych” (Our list of the 100 most influential people described by other influentials etc). W najnowszym short lista peacemakerów i inny brillant topic „What do writers read when the don’t want to work?” Co mamy? Książki na lato czytane przez Annie Proulxa, Doulgas Prestona, Nelsona Demille’a i innych autorów bestsellerów z pogranicza sensacji i thrillerów. Przepraszam, większości nie znam... I know, ignorancja nie jest czymś, czym należy się chwalić.

środa, 23 lipca 2008

po renowacji Trakt Krolewski wyglada zagranicznie. Otwarte perspektywy ulic, odtworzone kulisy potwierdzają, że architektura to sztuka zamykania w forme swiatla i przestrzeni.

Morfina

Koniecznosc oswojenia przestrzeni, zagojenia korytarzy powietrznych wyznaczonych ruchem kociego ogona, zrosniecia sie pustki poprzerywanej pomrukami i dzwiekiem lapek w kuwecie.... odzwyczajanie

wtorek, 15 lipca 2008

shofar



zalegle ale cudowne. muzyka i wywiad rowniez

czwartek, 10 lipca 2008

sekretne zycie pralki

za duzo koncertow? Po wczorajszym Jill Scott (doskonalym!) pralka chodzi w rytm Timber Colcuta: (.....) tata tatata tata ( ........) (cholera jak to zapisać)

erykah

Najlepsze kreacje Eryki:



na żabę?



czy na Kermita? To mial byc raczej jakis berberyjski wojownik ale przez te rękawiczki...



klasyka



nie najszczesliwsze ale ciekawe.













I jedno z najlepszych, choć zdjecie nie oddaje tego. Inspiracje mundurem armii amerykańskiej z czasow wojny secesyjnej? Cos w ten deseń. Generalnie respect za kreatywne cytaty z historiii kultury. Mistrzyni Erykah.

wtorek, 8 lipca 2008

Opener

Roisin Murphy

4 koncert Roisin w Polsce. I 3 taki sam. Jak zawsze perfekcyjny. Pierwszy był dawno, pod płytę z Matthew Herbertem, ze stepowaniem na kejsie i ciuchami z szafy babci ekscentryczki. Na Openerze jak z matrycy Roisin odcisnęła kolejny koncertdo plyty Overpowered. Te same przebieranki, w podobne beretki, cytaty z kina lat 40 w geście i stroju. Estetyka zamierzonej sztuczności, ironia, zabawa niby campowa ale subtelniejsza. Ale masowa produkcja, Nie szkoda wozić te same ciuchy? W celu spójności, jasności przekazu? Lodowata Roisin, boksująca się z chórzystkami i cieniem komercji ;-). Daje z siebie wszystko ale/i nie pozostawia niedosytu.

Jay-Z

Król hip hopu? Nie ubierałbym Jaya-Z w gronostaje, mimo że on w białym futerku pewnie czułby się znakomicie. Właściwie trudno się do czegoś przyczepić, koncert doskonały w swoim rzemiośle. Popkulturowa Ameryka zakapturzonego Jaya-Z, sypiącego hitami, miażdżącego dźwiękiem i obrazem zderzona z wizją New Amerykah czarnej królowej.

Erykah Badu

Tym się różnił jej występ na Openerze od innych, czym różni się sztuka od rozrywki. Artyści zaangażowani w politykę zwykle przypominają naiwnych klakierów, nie porównując jak Scarlett Johansson śpiewająca dla Obamy. Zwykle. Samozwańcza królowa New Amerykah, śpiewająca o innych per „my people”, zaangażowana, rozpolityczniona. Erykah tęskniąca za Afrykah. Rozpoczęła koncert ubrana w płaszcz koloru indygo, czym przypominała master teacher z muzułmańskiej medresy, ze swoją drum machine, niczym tabliczką z wersetami koranu,.. Wake up we miss you… they call you indigo, we call you AFRICA. By przeobrazić się w dziewczyną z getta w różowej bluzie.. z napisem. STOP versus CIĘCIE. Ujęcie sneakersów, branded by Puma (produkt placement?) STOP. Kamera wraca na twarz. Różowy make up .. .i fryzura, właściwie fryzurah, coś w stronę masajskiego wojownika, a dla złośliwych szamanki z planu gwiezdnych wojen, zaciśnięta pięść z drobnej dłoni. KLAPS! Obywatelka Post-am-erykah What am I talking about / everybody know what the songs about / they be trying to hide the history / but the know who we are / do you know to see / everybody rise to next degree / raise your hands high if you agree / just say YES SIR-REE …(Na Jay-u Z było to raczej “put your hands up in the air”).





Nad Babimi Dołami zaświtało. Good Moooorning. God bless the Queen, parafrazując szalejących po sąsiedzku starszych panów z Sex Pistols.

poniedziałek, 16 czerwca 2008

Góra

Żmigród – dwuczłonowa kulminacja o powierzchni 2,2 ha w Sandomierzu, u stóp wzgórza miejskiego. Wyższa północna część wzgórza 177 m , południowa o 10 m. niższa, Obiekty o podobnej nazwie występują w Opatowie, Lublinie, w dolinie Wisłoki i wreszcie na pograniczu Ślaska i Wielkopolski, Usytuowane są zwykle na dawnych szlakach komunikacyjnych, mimo nazwy „gród” nie ma przesłanek mówiących za tym, że istniały w tym miejscu grody czy obiekty obronne. Wszystkie te obiekty natomiast były miejscami kultu i nie było na nim osadnictwa.

Najwięcej interpretacji Żmigrodu wiąże się ze światem dawnych wierzeń. To właśnie tu są najbardziej wydajne źródła i cieki wodne na krawędzi Wyżyny Sandomierskiej i doliny Wisły. Do stóp góry spływają wody z miejskiego wzgórza. (…) Żmigród wyznacza zatem granicę pomiędzy wyżyną a kotlina, środowiskiem lądowym i wodnym, ośrodkiem osadniczym i peryferią. Żmij w wierzeniach słowiańskich jest opiekunem ogniska domowego, włada piorunami i walczy z potworami wodnymi. W mitologii Słowian południowych owa istota ornito-morficzna pojawia się w postaci ognistej smugi lub ptaka o solarnym charakterze, np. orła lub koguta. Przeciwieństwem żmija jest smok, istota akwatyczna, strzegąca dostępu do żywej wody i w niej zamieszkujący. Siła, która go niszczy jest ogień lub żar słoneczny. Żmij atakuje smoki pochłaniające i zatrzymujące wodę. Żmigród można zatem traktować jako miejsce ogrodzone – gród – obszar sakralny, który nie każdy mógł przekroczyć bez łamania zakazów i nakazów. Było to miejsce w jakiś sposób związane z istotą o nazwie żmij. Godna uwagi jest również hipoteza, że o kościele Św. Michała Archanioła, zniszczonym w czasie najazdu tatarskiego. Wszak w ikonografii Michał Archanioł walczy ze smokiem.

Zatem dorastałam na Górze Żmijowej. Opadający śnieg i wiosenna orka odkrywały dziesiątki centymetrowych fragmentów ceramiki. Dzięki temu biegałam za dziadkiem, jak członek stada gawronów walczących o robaki. Czasem trafiały się wielkości kilku centymetrów pokryte mieniącą się ceramiczną polewą. Wychowałam się w samotności, z daleka od rówieśników. Jedynym towarzyszem była K. zanim od 6 klasy podstawówki, nie zaczęła mnie zdradza ze starszymi chłopakami z miasta. Dorastałyśmy, chyba obie, w przekonaniu duchów mieszkających na żmigrodzie. Za plecami czułyśmy czyjąś obecność, ale nie zamierzałyśmy się z tym zdradzać. Była to cicha zmowa milczenia. Najbezpieczniej czułam się na małym wzgórzu z ogrodem czerwonych porzeczek, łagodnie wybrzuszonym, gdzie rosły fiołki i grzały się jaszczurki, a latem przechadzały się stwory, niczym faunowie u Malczewskiego. Były? Wciąż wiąże mnie obietnica milczenia, nie mogę napisać jak było naprawdę ;-)

Przez szczeliny do stodoły dziadka wpadały ukośne smugi światła. Wirował w nich złocisty kurz. Czasem układał się w zarysy postaci. Grabie i widły były gładkie, chłodne i śliskie od ciągłych dotyków. Ile ich mogło być? Setki? Tysiące? Gładkie jak kobiece ciała, od tysięcy potencjalnych dotyków.

Pieprzówki są najstarszymi górami w Polsce. Powstały 500 mln lat temu, jako najstarszy fragment Gór Świętokrzyskich lat temu, dokładnie wtedy, kiedy góry Harzu. I jedne i drugie były miejscem gdzie spotykały się czarownice. Żmigród jest ich skrajną częścią. Jeżeli pójdziemy tym tropem, można nawet założyć, że wychowałam się w najstarszym miejscu na ziemi.

W Dwikozach, skąd pochodzi Wiesław Myśliwski ( nurt plebejski w literaturze, tak znamy) 6 km od Sandomierza znaleziono kręgosłup włochatego nosorożca i żuchwę renifera sprzed 10 tys. lat. Dodawszy do tego dinozaury z pobliskiego Bałtowa i apotropaiczne smoki na fasadzie kościoła Św. Jakuba, można by zbudować fabułę niczym z Wiedźmina.

...

Na terenie Góry moja droga K. znalazła niedawno wszystkie 4 magiczne rośliny Słowiańszczyzny. To 4 główne trucizny dla niepokornych kochanków i królewskich samozwańców a i główne składniki maści czarownic. Dziki bieluń, lulek czarny i wilcza jagoda, zwana belladoną bo, włoskie damy epoki renesansu, zakraplały sobie nią oczy i dzięki zawartości atropiny osiągały efekt rozszerzonych źrenic. Czwartą rośliną jest mandragora, mityczna roślina w kształcie karzełka, humunculusa który krzyczy przy wyrywaniu…. Przy pracach przy pensjonacie, cóż, mam wykopała ją wraz z korzeniami po krzaku mahonii…. Jest jeszcze wrotycz, który pokrywa całe drogi prowadzące na Gerlachów i Kamień. Pięknie pachnie, na szczęście zabija głównie pchły, wszy i pluskwy, nic większego.

...

Mitologia Sandomierza nie poddaje się współczesności bez walki. Kurhany w lasach kleczanowskich J. odkrył w 2004 roku!. A wiele domniemanych i rzeczywistych kurhanów w Sandomierskiem, nie było jeszcze przedmiotem weryfikacji archeologicznych. Kilka lat temu stara kobieta ze wsi przysięgała zawstydzona mamie, że spotkała Południcę. Wrażenia nawiedzenia nie pozbyłam się do czasów studiów, dopóki m. nie rozorała doszczętnie istniejące zgliszcza i nie zasadziła trawnik angielski. Najsłynniejszym parkiem w Sandomierzu są Piszczele, To kilka zapuszczonych wąwozów łączących stare i nowe miasto. Obecnie zdaje się wysprzątanym. W latach osiemdziesiątych na ścieżkach obok zarośniętych niczym schulzowski Pan pijaków, można było zobaczyć zakrwawione damskie akcesoria, Pobudzały wyobraźnie jak ślady popełnionej zbrodni. Podczas budowy domu rodzice wykopali ludzki szkielet, zakopali go nocą, by nie zwalić sobie na kark policji archeologicznej.

sobota, 14 czerwca 2008

ze Stasiuka, Fado

O hotelu w starym więzieniu w Lublanie:
Nie mogłem spać i czułem, ze oto popkultura z bezmyślną przyjemnością przyswaja rzecz tak ohydna i obsceniczna jak więzienie. Brud smród, upodlenie, samotności przekleństwo jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamieniły się w „space of freedom with the inspiration”: za 30 Euro w celi dwuosobowej i 15 w trójosobowej

O przebarwiającym sie jesienią polskim krajobrazie:
i tak sobie myslę ze ten mój kraj – smętny byle jaki, piękny i beznadziejny, rozpaczliwy i do bólu banalny, wzniosły i komediowy, szary jak mysz, i bury jak deszcz, i smętnie zwyczajny , raz do roku, właśnie o tej porze i taką jesienią, dostępuje czegoś w rodzaju łaski oraz obmycia ze wszystkich win. Amen, drodzy panstwo, amen.
Mężczyzna zachwycający sie w ten sposób krajobrazem ma w sobie cos niestosownego.

O papierzu:
I świętośc i pomniki zniweczą pamięć o nim. Zniknie jego człowieczeństwo, jego cierpienie, jego prostota, jego biale skarpetki i ciemnoczerwone pantofle i jego słowiaństwa twarz, z biegiem lat coraz bardziej upodobniająca się do twarzy ludzi ustawiających jego fotografie na parapetach wiejskich chałup. To wszystko zniknie zakute w brąz, przepadnie w woni kadzideł. Nikt nie powinien robić z niego świętego. Powinno m się dać swiąty spokój. Powinien żyć w ludowej legendzie jako nielegalny święty , jak święty nieortodoksyjny, do którego można się modlić o rzeczy dla urzędowych swiętch ni o przyjęcia, A może nawet trudne do zaakceptowania dla samogo Pana Boga. Amen

Amen

i o przyszlosci:
Futurologia zawsze budziła we mnie lekką odrazę, ponieważ wydawała mi się owocem tchórzostwa i dezercji, porzuceniem własnej kondycji. Nigy nie myślałem o przyszłości jako o jakimś rozwiązaniu. Przyszłośc jest zawsze ucieczką głupców. Zawsze lepiej jest obcować z bytami skończonymi niż z potencjalnymi. Po prostu przeszłość traktuje nas poważnie, czego nie można powiedzieć o przyszłości.(…)Pamięc jest niepodległa, rządzą nią jej wewnętrzne prawa sklerozy i chwilowych olśnień. Ilekroć próbujemy ją zdradzić, wychodzimy na żałosnych dupków, na godnych pogardy parweniuszy.

niedziela, 8 czerwca 2008

Sandomierz cz.1

Każdy ma jakąś traumę z dzieciństwa, niektórzy nazywają ją melancholią. To Dubravka Ugresić. Sandomierz w mojej głowie jest rzeczywistością schulzowską. Nie tylko przez pokrywające go łopiany, wrotycze i liszaje pamięci. Jest rzeczywistością zmitologizowaną. Podstawową cechą jej jest to, że nie istnieje. Nie da się do niej wrócić. Dlatego powroty do Sandomierza są traumą. Bo to jak chodzenie po trupie. Tym bardziej wulgarnym, że udaje, że wciąż żyje.

Sandomierz jest miastem nekrofilskim. Miasto w swoich opowieściach delektuje się krwią. Większość historii i legend odwołuje się do rzezi dominikanów podczas najazdu tatarskiego. Najsłynniejszym parkiem miejskim są Piszczele, wąwozy łączące nowe i Stare Miasto. Przez wieki deszcze wymywały lessową glinę, odsłaniając ludzkie kości, Stąd nazwa. Jeden z licznych kościołów, służą od wieków do czczenia kolejnych chwalebnych śmierci, kryje zabalsamowane zwłoki Morsztynówny, co to ni Polaka ni Niemca nie chciała, aż z tej niepokalanej świętości, po śmierci, jej ciało zaczęło roztaczać woń fiołków i bratków. W Sandomierzu odkryto na cmentarzu zwłoki ze śladami sekcji z początku XIX w.. Sekcje były wówczas zakazane przez Kościół, zaczęto je wykonywać dopiero w latach osiemdziesiątych XIX wieku na uniwersytetach, ale nie w takich małych, jak sandomierski szpitalach. Widocznie jakiś miejscowy medyk w ten nielegalny sposób uczył się anatomii.


Co więcej? Kilometry miasta sięgające kilkunastu metrów w dół. Niczym lustrzane odbicie zagrzebane w ziemi. Po co? W średniowieczu był tu tak dobry klimat, że okoliczne wzgórza pokrywały winnice. Sandomierz był drugą po Krakowie stolicą Małopolski, kupcy gromadzili towary i beczki z winem na sprzedaż. Siatka piwnic pokryła całe wzgórze, zryte jak ser. Efektem czego, w latach 70-tych, przed ostateczna renowacją i zasypaniem części z nich, sprzed kiosku zniknął facet, tak po prostu zapadając się znienacka. Część współczesnej mitologii miasta. Takie tam urban legend.

I katedra, everlasting love. Gesamstkunstwerk mieszczący wszelkie rodzaje sztuk, w tym przypadku plastycznych. Bizantyjskie freski, będące śladem kolonizacyjnych zapędów Jagiełły, chcącego zaszczepić na polski grunt sztukę Wschodu. Masochistyczne obrazy Karola de Prevost, z rzezią dominikanów, utrzymujący się w powietrzu narkotyczny zapach kadzidła i ubranych w białe komże, gładko przyczesanych ministrantów i putta Polejowskiego nad rokokowymi ołtarzami. Putta pokraczne, powykręcane skoliozą i trądem, o histerycznym, złośliwym spojrzeniu. Wybitny przykład rzeźby lwowskiej XVIII w.

c.d.n.





niedziela, 1 czerwca 2008

to nie design tworzy miejsce

I jeszcze tagline ze strony Majkut Design. Design który tworzy miejsce – kolejny raz Pan kłamie. Design nie tworzy miejsca. Miejsce tworzy genius. Wierzę w benjaminowską koncepcję działa niedokończonego, „dzieło jako pośmiertna maska koncepcji”. Szczególnie wnętrza niedokończonego, które poddaje się osobowości mieszkającego w nim człowieka. Dom zaprojektowany przez projektanta od A do Z, jest jak wybieg dla zwierząt. Istnieją fachowcy, którzy do osobowości czy raczej wyobrażenia na ten temat doprojektowują zawartość biblioteki. Chyba jednak wyobrażenia, bo ile jest książek o dotyczących pustki czy mitu o Naryzie? Musilowscy ludzie bez właściwości.

Oponentom, bowiem wśród moich znajomych słyszałam zachwyty nad ZT ( Zetami? ;P) jeszcze przyłożę cytatem Kuryłowicza jak torebką przez głowę: Złote Tarasy powinny otrzymać nagrody za kicz w każdej z możliwych kategorii. Są przykładem przeniesienia w nasze realia zupełnie obcych wzorców kulturowych bez szacunku dla otoczenia. Nawet jeśli przyjąć, że otoczenie jest obecnie podłej wartości - ulica Emilii Plater pełni rolę przystanku autobusowego, a Dworzec Centralny znajduje się w ruinie.
ZT nie mają żadnej relacji z ulicami, które w perspektywie mogą być ważnymi arteriami miejskimi. Kierunki każdego z wysokich budynków kompleksu są co najmniej przypadkowe, natomiast materiały, które zastosowano na elewacjach, wyczerpują niemal cały katalog dostępnych możliwości. Jest to bardzo zły projekt o niskiej wartości estetycznej. Spore emocje wzbudziła szklana struktura przykrywająca wnętrze. Niestety, jeśli porównać tę konstrukcję z wysublimowanymi rozwiązaniami stosowanymi na świecie, to widać, że i w tej warstwie mamy do czynienia z prymitywizmem.
ZT są dziełem grupy Jerde, która specjalizuje się w projektowaniu na terenie Kalifornii parków tematycznych. Warszawska porażka Amerykanów pokazuje, że można być mistrzem w tworzeniu klatek dla małp, ale projekt dużego kompleksu komercyjnego w śródmieściu europejskiej metropolii jest zadaniem po wielokroć trudniejszym.


I co jeszcze? Może pałacowe wnętrze Multikina nie na moje tampki? Na salonach bywam z rzadka, to fakt, ale jakoś nie odczuwałam dyskomfortu w Operze Wiedeńskiej.

Multikino w Złotych Tarasach

Jakiś barok postmodernistyczny albo co, fake, namiastka luksusu ale nie on sam. Albo wersja dla masy, co go dyskwalifikuje, bo luksus z definicji jest elitarny. Typowo popkulturowe zagranie: sprowadzenie rzeczy do jednego wymiaru, zatem barok sprowadzony do ornamentu. Nic bardziej mylnego, ale przecież nie jesteśmy w stanie przełknąć więcej, albo głębiej. Skądinąd konsekwencja w projektowaniu, dobre rzemiosło, chwytliwe, spełnia wymagania miejsca. Odwołanie do XIX operetki, jak z Lyncha, spodziewasz się karła wychodzącego zza kulis. Zagrania designerskie pasujące do sztuczek raczej niż do sztuki, sztukmistrza nie artysty. Jednocześnie doskonale zgrywa się z odwiedzającymi to miejsce ludźmi, 2 kluby niby ekskluzywne, a oni niby oryginalni. Nibybiusty pełzające na nibynóżkach.
A i jeszcze podajemy masowemu odbiorcy trendy wnętrzarskie sprzed lat. W sensie opozycji wobec minimalizmu, zwiastowanej przez projektantów jeszcze pod koniec lat 90., ale od jakiś dwóch lat, kiedy przedarło się do masowej estetyki, wykorzystywane do znudzenia, na wystawach Reserved, projektach telefonów Samsunga, etc. A trendsetterzy, ci stanowiący faktyczną awangardę, gdzieś ze środowiska Li Edelkoort, już pewnie wietrzą harmonię i spokój minmalizmu. Spoko, design nie musi być ponadczasowy, za 3 lata pójdzie do rebrandingu.

A właściwie jak powinno wyglądać takie wnętrze? Jak można coś dobrać do tego, by było harmonijne z architekturą zewnętrzną ,skoro Złote Tarasy grzeszą samą swoją obecnością. Kolos z pseudoartystycznym dachem odwrócony dupą nie tylko do Alei Jana Pawła (How you dare?) ale do całej Warszawy. Wnętrze Multikina to powtórzenie efektu Złotych Tarasów, tyle że dla tych, co mają się za półkę wyżej. Ci co potrafią ocenić żałość architektury ZT, zwykle nie potrafią już Multikina. Widzą kiepskie szycie ciuchów Reserved, ale już Royal Collection jest dla nich ok. Jest to wszak dużo lepiej zrobiony kicz.

Projektem tym chcieliśmy dokonać przeskoku jakościowego, pomiędzy obecnym standardem multipleksów a typową dla dużych sal koncertowych czy teatralnych, atmosferą podniosłości i święta sztuki. - powiedział Robert Majkut To również nasza odpowiedź na aspiracje Warszawy do włączenia się w europejskie życie kulturalne i artystyczne.. Proszę nie używać słów, których Pan nie rozumie, albo prędzej Pana pijarowiec.



piątek, 30 maja 2008

koty

Piotr Kofta pisze recenzje książki Lukasza Orbitowskiego o kotach: "zawsze zdawalo mi się, że pojęciem najlepiej opisującym istnienie kota w swiecie jest sen - kot jest ulepiony ze snu, to w nim prowadzi prawdziwe życie. Krótkie wizyty na jawie slużą mu do odpoczynku, zalatwienia paru niezbędnych spraw, odnalezienia miski i odrobiny czulosci. Kot nie może się tak naprawdę spotkać z czlowiekiem, bo wciąż się rozmijają. Żeby zbliżyć się do kota, czlowiek musialby snić kocie sny". Sedno! A czy zbliża mnie do Morfiny fakt, ze jej imię (znamienne w tym kontekscie) pewnego dnia po prostu mi się przysnilo? ;-D



Morfina Maria Polopiryna

piątek, 16 maja 2008

Żale nad Kulturą

Relaunch dodatku do Dziennika. PR dwoi się i troi, ze nareszcie oddzielenie dodatku TV od Kultury, że więcej tresci i, że repertuar kin. A gorszy papier i brak zszycia kluje w oczy. Przesunięte zdjęcia sprawiają, ze bohaterowie patrzą podwójnie (to taka retro forma animacji, jak dluzej zatrzymasz wzrok Mick Jagger do Ciebie mrugnie). Axel robi ostatni ruch, zeby ja uratowac? Dla mnie to raczej markowanie.

czwartek, 15 maja 2008

rankingow niezmiennie ciag dalszy

Chwalebne media rankinguja dalej. Narzekalam na brak Europejczykow w Timie, no to mamy swoj. Prestizowy miesiecznik (bardzo) Home & Market oglosil ranking najbardziej wplywowych kobiet w Polsce. Wsrod nagrodzonych m.in. Natasza Urbanska, Ewa Pacula. Buaahahahaha. Powinny dostac jeszcze odpowiednie statuetki, w modzie caly czas nazwy bóstw (cezary, oskary, ostatnio nawet hermesa znalazlam) i zwierząt (orly, gazele).

poniedziałek, 12 maja 2008

rankingi

Time opublikował coroczny ranking 100 najbardziej wpływowych osób. Wśród wymienionych Europejczyków jak na lekarstwo: Rem Koolhaas, architekt holenderskiego pochodzenia, właściwie obywatel świata, Tony Blair, ale jako „leaders & revolutionaries” ale wśród „heroes and pioneers”, jako peacemaker (a może bardziej jako autor „Cool Britania”). Poza tym jeszcze Radiohead za zerwanie z tradycyjnym modelem biznesu muzycznego, Neelie Kroes, komisarz ds. konkurencji UE, Karl Lagerfeld, Carine Roitfeld, szefowa francuskiego Vogue (bardziej wpływowa od Anny Wintour?). To mało jak na setkę nazwisk. Ranking budowany z punktu widzenia amerykańskiego mocarstwa czy po porstu jesteśmy poza nawiasem uwagi? Oczy Ameryki nie są zwrócone na Europę to jasne, ale ranking nie budzi zaufania. Każdy z bohaterów opisany jest przez inną sławną osobę, To w Time’ie tradycja. Co z tego, jak każdy opis jest panegirykiem bez krzty obiektywizmu. Berlusconi piszący pean na cześć Busha. Mąż stanu od siedmiu boleści. Bill Clinton dla Blaira, George Clooney dla Angeliny i Brata, Michelle Obama dla Oprah Winfrey, Marc Jacobs dla Takashi Murakami, Desmond Tutu o Peterze Gabrielu. Towarzystwo wzajemnej adoracji.

czwartek, 8 maja 2008

Kea jest zielona jest zielona jest zielona

Za falochronem łapczywe meltemi wyżarło kawałek powierzchni odkrywając nagie skały. Pradawne wybuchy wytrąciły siarkę i zabarwiły je na zielono. Teraz wyglądają w przekroju jak tort pistacjowy. Meltemi nadchodzi z północy niczym barbarzyńca, zziębnięty, pędzący znad Morza Czarnego wprost na greckie delicje. Z daleka wyciąga skostniałe palce i rzeźbi jęzorem smugi na torcie. Od dołu, by bogowie z góry nie spostrzegli spustoszenia. Omija zręcznie kwarcowe, migdałowe bakalie.



Stolica Key, Ioulis położona jest na kilkuset metrach. Ma morelowe domki i łososiowe dachy. Jest wyrafinowanie włoska, ma weneckie kastro, ratusz neorenesansowy i wille włoskie na zboczach (po definicję włoskiej willi odsyłam do Palladia). Do miasta wchodzi się od skalistego wybrzeża, ale uciec można tylną furtką napotykając wąską ścieżkę biegnąca do raju. Pejzaż zaczyna radośnie wrzeszczeć zielenią. Sady oliwkowe i gaje migdałowe, tarasy lekko zdziczałe, zachowały kształt ale pokryły się dywanem rumianków i powojników. Bielone mury wiejskiego cmentarza ze ścianą czarnozielonych cyprysów. Wąska ścieżka biegnie do archaicznej rzeźby śmiejącego się lwa, ale natura przyćmiła kulturę. Zachłyśnięcie się formami natury jest zaraźliwe. Robię zdjęcia W. i S. ( to już nie flora, to fauna :p). W. ćwiczy makrofotografię, pochylając się nad kolejnym sukulentem. Wyglądają ze S. jak doświadczeni adepci botaniki. Brakuje im siatek na motyle i retro kapeluszy. A ja po raz kolejny odkrywam, że sztuka jest wtórna, Jestem w samym środku impresjonizmu w czystej postaci.







środa, 7 maja 2008

cyklady c.d.

Kythnos

Świetność starego portu jest niemal niedostrzegalna ludzkim okiem. Mam wzrok starego historyka sztuki. Więc kiedy ginie architektura, jej ślady zdradzają mi stare drzewa. W Polsce miejsca dworów znaczą zdziczałe buki czerwonolistne. W Grecji tamaryszki rosną chyba też na dziko, ale te na Kythnos rosły wzdłuż plaży, właściwie cudem, ciągnąc wodę wprost z morza. Pobielone, na oko dwustuletnie. Kythnos rozwinęło się w XVIII jako kurort leczący egzemy i podagry. Trzęsienie ziemi zniszczyło baseny, gorące źródło z cennym żelazem wycieka wprost do morza. Pobliski hotel spa w typowej greckiej architekturze jest bezwiekowy, bez detali również dobrze mógłby powstać teraz jak dwa stulecia temu.

Kythnos, mimo początku sezonu, przesycone jest senną atmosferą. Bezruch starego uzdrowiska, jak z Czarodziejskiej Góry.

Tinos

Niedziela Wielkanocna. W piekarniach sprzedaje się chleby z zapieczonym jajkiem w czerwonej skorupce. W cerkwi słynącej z cudownego obrazu stoją ikony zakute w srebrne sukienki. Całe wnętrze cerkwi najeżone jest srebrnymi votami niczym mały arsenał, piętrzą się złożone w ofierze srebrne nogi, ręce, biusty. Powtarzają się często statki i kołyski. Odtworzone z detalami, pieczołowite. Filigran – arabska sztuka tkliwości.

Tinos ma duszę grecką ale serce weneckie. Świątynia powtarza w ludowy sposób fasadę katedry Św. Marka. Portowe kamienice odbijają wody zatoki w weneckich oknach (znaczy takich do podłogi).

Delos

Mityczne miejsce urodzin Apollina, najważniejsza po delfickiej wyrocznia w Helladzie. Siedziba słynnych kamiennych lwów, ale opanowana przez jaszczurki i polne maki, poświęcone bogini Demeter. Jedne i drugie dodają symboliki, starość i bezruch gada i wieczny sen (Now I lay me down to sleep Pray the lord my soul to keep If I die before I wake Pray the lord my soul to take). Początek maja na Delos to jak nasz koniec lipca. Prozerpina niestety już pakuje walizki.



Syros

1 maja w Grecji. Flagi państwowe i narodowe melodie ryczące z głośnika na pustym placu przed klasycystycznym ratuszem. Wyludnione miasto Ermopolis, największe na Cykladach.

Sounion

Świątynia na samym cyplu Attyki. Skalny taras widokowy dla doglądającego pańskim okiem boga mórz. Zatoczka z kotwicowiskiem jest pewniakiem dla amatorów kąpieli. Wiatr wwiewa do płytkiej zatoki górne warstwy wody, gwarantując temperaturę wyższą niż gdziekolwiek indziej.

poniedziałek, 5 maja 2008

mykonos

Oczywiste jest piękno Mykonos. I jak każde, łatwe w odbiorze, ulega komercjalizacji. Typowa ( stereotypowa?) architektura chory, poprzetykana wiatrakami. Wymaga wysiłku, by spojrzeć na wyspę inaczej, niż jak na setną kopię tej samej pocztówki czy reklamę „Visit Greece” na BBC Chanel. Więc kombinuję: mondrianowskie połączenie bieli muru, błękitu nieba skontrastowane z czerwienią nasady ramion. Pooddzielane, wzorem mistrza, szprychami skrzydeł. Tylko pion z poziomem się zatraca, obracany wiatrem o kilka stopni w prawo lub w lewo.



Maskotką miasta jest pelikan (kolejne pokolenie, pierwowzór stoi wypchany w muzeum). Zwierzęta z trudem się banalizują. Dlatego nigdy nie mam dość fotografowania obdarzonych naturalnym wdziękiem greckich kotów i akropolskich psów cwaniaków.
Pelikan urzęduje na trasie między chorą a przystanią dla promów. Droga działka, atrakcyjna. Ma do dyspozycji odwróconą łódź, niczym własne atelier. Jako tło służą maszty jachtów. Pozuje: czyści pióra, stroi miny. Patrzy: „ tak, wiem, co zrobić, takie czasy. Rybacy też porzucili stary biznes na rzecz turystyki. Wiatraki nie mielą już zboża, a ryby łowi flota japońska.” I poczłapał za winkiel.



Kiedyś pelikan był symbolem Chrystusa, poświęcenia i ofiary z samego siebie. Zgodnie z legendą, że w chwili braku pokarmu, samica pelikana rozrywa swe piersi by nakarmić młode. Takie tam stare opowieści, zbyt pretensjonalne jak na nasze czasy. Zabobony, dlatego pelikan się nimi nie chwali, tak jak starzy rybacy nie opowiadają już historii o dawnych wyprawach i zaplątanych w sieci nereidach i lamiach. Historie do lamusa. W pobliskiej dzielnicy artystów turyści piją do samego rana. Bulwar nadmorski zwany „małą Wenecją” jest bardzo subtelną rysą kolonizacji wyspy, podobnie ruiny kastro.