"Po co tam jedziesz? Przecież tam nic nie ma" Wyjazd na Pusztę nie budził entuzjazmu wśród moich znajomych. Trasa, jaką przed wojną przemierzył P.L. Fermor na Maliku, kasztanku w białej skarpecie, zawładnęła moją wyobraźnią.
No, nie ma. Nie tylko zabytków, kąpielisk termalnych, ani gór, które wszystko zasłaniają. Pozostał na Puszcie skansen i safari zoo zwierząt, które kiedyś żyły wolno. I bezkresne połacie ziemi, stepu i pól kukurydzianych, na których próżno szukać węgierskiej duszy. Może została w górach Siedmiogrodu? Tam jej przynajmniej szukali Karoly Kos, Odon Lechner, tacy węgierscy Witkiewicz, Stanisław i Wyspiański.
Lubie jeździć tam, gdzie nic nie ma :-)
Czyż nie mają w sobie czegoś z mitycznego Turula?
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
sobota, 13 sierpnia 2011
piątek, 12 sierpnia 2011
McQueen
W Metropolitan Museum w NY trwa wystawa Alexandra McQueena. Nic odkrywczego. Pisał już o tym nawet Pudelek. Tytuł: "Savage Beauty". Nie taki znowu "savage" (not civilized; barbaric). Very civilizable.
To nie jest próba zdemaskowania źródeł inspiracji projektanta. Raczej luźna interpretacja. Gra w skojarzenia.
Wszystkie zdjęcia projektów McQueena z portalu blog.metmuseum.org/alexandermcqueen
Left: Artemida z Efezu. Oryginał z chryzelefantyny nie zachował się do naszych czasów, ale rycin i kopii rzymskich mnóstwo. Np. fontanna w Villi d'Este.
Bogini nie jest tu bynajmniej ustrojona w rzędy piersi, ale o tym innym razem. (Z tą Artemidą wiąże się zabawna historia, opowiedziana na wykładach przez prof. Annę Sadurską. Ale to jest temat na osobny wpis.)
Trochę tu Józefiny a trochę pułkownika dragonów. A on the right portret Napoleona malowany przez Ingresa.
Menażeria wyobrażona
Left: "Widok na Oyser Bay". Pracownia domu Tiffany, ok 1908. Obecnie również w Metropolitan Museum of Art, więc można zobaczyć podczas jednej wizyty.
Le pouf, naturellement.
Right: Chalcedonit. Taki kamień, co wygląda jak ciasto w dzieży albo pióra starego przykurzonego łabędzia.
A propos Left: Sroka Polly Morgan, adeptki taksydermii.
czwartek, 11 sierpnia 2011
Yoji Yamamoto
Nie tak dawno zakończyła się wystawa Yohji Yamamoto w V&A, a już w NY pokazywany jest dorobek McQueena.
"Black is modest and arrogant at the same time. Black is lazy and easy - but mysterious. But above all black says this: "I don't bother you - don't bother me." Yohji Yamamoto.
Wygląda trochę jak Żyd z Nalewek. A kuratorka wymawia jego imię prawie jak "Jerzy". Yōji, Jożi, Jerzi. Jerzy Schneiderman.
"Black is modest and arrogant at the same time. Black is lazy and easy - but mysterious. But above all black says this: "I don't bother you - don't bother me." Yohji Yamamoto.
Wygląda trochę jak Żyd z Nalewek. A kuratorka wymawia jego imię prawie jak "Jerzy". Yōji, Jożi, Jerzi. Jerzy Schneiderman.
środa, 10 sierpnia 2011
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Środy rozmowa o lekturach
Utożsamiam się z każdą wypowiedzią prof. Magdaleny Środy.
"Iliada" jest fascynująca, bo daje podstawę do zrozumienia patriarchalnego społeczeństwa i współczesnej polityki. Przyłożyłam się do niej, gdy pisałam pracę doktorską o godności. Szukałam genezy tego pojęcia. Zaczęłam od Greków, gdzie znalazłam kategorię czci i zobaczyłam, jak mocno uwikłana jest w kulturę. Po przeczytaniu Homera zadałam sobie pytanie, dlaczego i Arystoteles, i Platon mówili o nim, że "największym wychowawcą Hellady" był? Czemu ten przedziwny epos pełen histerycznych zachowań histerycznych facetów stoi u podstaw kultury europejskiej? Skąd się bierze jego ładunek moralny? (...) "Iliada" pozwala zrozumieć, o co w nich chodzi. O to, żeby zdobyć sławę. Nie liczy się ojczyzna, dobro wspólne, sprawiedliwość. Jak mówi sam Homer, bohaterem "Iliady" jest gniew. Uczucie! Fabułę tego eposu tworzy historia uczuć, kompleksów, rywalizacja, potrzeba sławy Toż to jest istota współczesnej polityki! Cała kultura była na tym zbudowana.
(...)
Platon jest geniuszem. Problemy, które stawia w "Gorgiaszu", pozostały w większości aktualne. To jego najlepszy dialog. To znaczy - najbardziej użyteczny. Sokrates rozmawia z retorami Gorgiaszem, Polosem i Kaliklesem. (...) I nie przypadkiem w takiej kolejności. Jeden jest idealistą, drugi pragmatykiem, trzeci cynikiem. Jerzy Szacki twierdził, że każda ideologia daje się rozłożyć na takie trzy etapy. Na przykład komunizm.
(...)
Elzenberg nie wpisywał się w mapę filozofii polskiej, kompletnie nie przystawał ani do stalinizmu, ani do szkoły lwowsko-warszawskiej, ani do fenomenologii. Ani do katolicyzmu, tomizmu czy personalizmu. Skrajny indywidualista, buntownik. Jego "porządek czasu w aforyzmach" ma charakter duchowy, a nie historyczny. Zbudował wewnętrzną twierdzę. Są tam lektury, fascynujące przemyślenia Jest tam takie określenie "niewolnik spraw żadnych". Zawsze ilekroć myślę sobie o większości swoich pozaakademickich aktywności, nazywam się "niewolnikiem spraw żadnych". Póki nie wyjadę na wieś, do spraw najważniejszych, żeby czytać. Społeczeństwo czyni z nas niewolników. A przecież liczy się tylko człowiek i wartości - absolutne, transcendentne. Mamy je realizować. Za wszelką cenę.
Więcej... http://wyborcza.pl/1,115412,9806242,Histeryczni_faceci_Homera.html?as=2&startsz=x#ixzz1TtyJWugP
"Iliada" jest fascynująca, bo daje podstawę do zrozumienia patriarchalnego społeczeństwa i współczesnej polityki. Przyłożyłam się do niej, gdy pisałam pracę doktorską o godności. Szukałam genezy tego pojęcia. Zaczęłam od Greków, gdzie znalazłam kategorię czci i zobaczyłam, jak mocno uwikłana jest w kulturę. Po przeczytaniu Homera zadałam sobie pytanie, dlaczego i Arystoteles, i Platon mówili o nim, że "największym wychowawcą Hellady" był? Czemu ten przedziwny epos pełen histerycznych zachowań histerycznych facetów stoi u podstaw kultury europejskiej? Skąd się bierze jego ładunek moralny? (...) "Iliada" pozwala zrozumieć, o co w nich chodzi. O to, żeby zdobyć sławę. Nie liczy się ojczyzna, dobro wspólne, sprawiedliwość. Jak mówi sam Homer, bohaterem "Iliady" jest gniew. Uczucie! Fabułę tego eposu tworzy historia uczuć, kompleksów, rywalizacja, potrzeba sławy Toż to jest istota współczesnej polityki! Cała kultura była na tym zbudowana.
(...)
Platon jest geniuszem. Problemy, które stawia w "Gorgiaszu", pozostały w większości aktualne. To jego najlepszy dialog. To znaczy - najbardziej użyteczny. Sokrates rozmawia z retorami Gorgiaszem, Polosem i Kaliklesem. (...) I nie przypadkiem w takiej kolejności. Jeden jest idealistą, drugi pragmatykiem, trzeci cynikiem. Jerzy Szacki twierdził, że każda ideologia daje się rozłożyć na takie trzy etapy. Na przykład komunizm.
(...)
Elzenberg nie wpisywał się w mapę filozofii polskiej, kompletnie nie przystawał ani do stalinizmu, ani do szkoły lwowsko-warszawskiej, ani do fenomenologii. Ani do katolicyzmu, tomizmu czy personalizmu. Skrajny indywidualista, buntownik. Jego "porządek czasu w aforyzmach" ma charakter duchowy, a nie historyczny. Zbudował wewnętrzną twierdzę. Są tam lektury, fascynujące przemyślenia Jest tam takie określenie "niewolnik spraw żadnych". Zawsze ilekroć myślę sobie o większości swoich pozaakademickich aktywności, nazywam się "niewolnikiem spraw żadnych". Póki nie wyjadę na wieś, do spraw najważniejszych, żeby czytać. Społeczeństwo czyni z nas niewolników. A przecież liczy się tylko człowiek i wartości - absolutne, transcendentne. Mamy je realizować. Za wszelką cenę.
Więcej... http://wyborcza.pl/1,115412,9806242,Histeryczni_faceci_Homera.html?as=2&startsz=x#ixzz1TtyJWugP
niedziela, 7 sierpnia 2011
sobota, 6 sierpnia 2011
By the order of the Queen
W historiografii wcale nie jest nudno. Są sezonowe mody i wartkie zwroty akcji. Oczywiście, trwa sezon na odbrązawianie i przyróżawianie postaci historycznych, znoszenie ich z piedestału i dodawanie im cech ludzkich. Najlepiej cech ludzi nam współczesnych. Trwa moda na Marię Antoninę, Sophia Coppola tylko dolała oliwy do ognia. W nowej historiografii Ludwik XVI przestaje by nieudacznikiem politycznym, który doprowadził do rewolucji. To ofiara swoich czasów. Nawet próbował coś zmienić, jakieś reformy wprowadzić, ale był człowiekiem małego formatu (przy dużej tuszy). Jest sympatyczny, dowcipny, trochę za dużo je. Nie jest apodyktyczny. W relacjach męsko-damskich nie korzysta z przywilejów władzy królewskiej. Związek z Marią Antoniną - właściwie partnerski.
Maria Antonina, jak większość trendsetterów, nie wymyślała sama ani fasonów ani materiałów, ale podpatrywała, wybierała i wprowadzała na salony (a stamtąd już wiadomo). Moda jest nośnikiem nowych idei. M.A. była dzieckiem swoich czasów. Lubię myśleć, że nowoczesność wykuwała się nie tylko w gabinecie Rousseau, eksperymentach Newtona czy listach Woltera, ale także w jej buduarze. I w Petit Trianon, gdzie czas spędzała na swoich zasadach, nie ograniczona dworską etykietą, gdzie na lata przed rewolucją dostęp miały jej przyjaciółki (czasem trochę niżej urodzone albo bardzo zubożałe jak księżna Polignac), a nie damy dworu predystynowane do pełnienia roli powierniczek z urodzenia, a także kobiety niższej klasy, mieszczańskie marchande de modes, których obecność uzasadniał talent, nie pochodzenie (Madame Bertin). Nie wydaje się być przypadkiem, że to na jej dworze, po raz pierwszy portrety królewskie maluje kobieta - Elisabeth Vigee Lebrun, zresztą chyba pierwsza kobieta w Akademii Paryskiej. Bardzo współcześnie brzmią też pamflety oskarżające ją o to, że jest wredną lesbą. Awans kobiet nie jest tu zbiegiem okoliczności. Po raz pierwszy w historii kobiety na swoje stroje zaczynają wydawać więcej pieniędzy niż mężczyźni. W tym rodzącym się francuskim przemyśle modowym, w którego centrum stoi M.A., jedynym mężczyzną pozostaje fryzjer Leonard, odpowiedzialny za jej skomplikowane fryzury. Obecność mężczyzny na tym stanowisku nie dziwi i obecnie. Odpowiedzialna kobieta powierza swoje włosy wyłącznie mężczyźnie.
Audytorium i grupą docelową, której komunikowała M. A. komunikuje swój strój i sposób bycia, który on wyraża, jest nie tyle dwór, co społeczeństwo. Paryskie przede wszystkim. To czas awansu mieszczaństwa, początek konsumpcjonizmu i moda królowej jest naśladowana przez całe modne społeczeństwo paryskie, cały rodzący się francuski haute couture.
M.A. zaczęła świadomie traktować modę nie jako przyjemną zabawę ale jako swój nowy zawód. Pouf a la Belle Poule, z okrętem wojennym we włosach w czasie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, porzucenie gorsetu, Petit Trianon, naturalność, deshabille, pastele to rzecz jasna odpowiedź przede wszystkim na Rousseau. Bryczesy, męski (i niemiecki!) redingote. Po egzekucji Ludwika, wiadomo - czerń, i finał - biała zwiewna chemise w drodze na szafot.
Lubię Petit Trianon, bo tu wszystko, prawie, było "by order of the Queen". Z tą kutą balustradą włącznie.
Maria Antonina, jak większość trendsetterów, nie wymyślała sama ani fasonów ani materiałów, ale podpatrywała, wybierała i wprowadzała na salony (a stamtąd już wiadomo). Moda jest nośnikiem nowych idei. M.A. była dzieckiem swoich czasów. Lubię myśleć, że nowoczesność wykuwała się nie tylko w gabinecie Rousseau, eksperymentach Newtona czy listach Woltera, ale także w jej buduarze. I w Petit Trianon, gdzie czas spędzała na swoich zasadach, nie ograniczona dworską etykietą, gdzie na lata przed rewolucją dostęp miały jej przyjaciółki (czasem trochę niżej urodzone albo bardzo zubożałe jak księżna Polignac), a nie damy dworu predystynowane do pełnienia roli powierniczek z urodzenia, a także kobiety niższej klasy, mieszczańskie marchande de modes, których obecność uzasadniał talent, nie pochodzenie (Madame Bertin). Nie wydaje się być przypadkiem, że to na jej dworze, po raz pierwszy portrety królewskie maluje kobieta - Elisabeth Vigee Lebrun, zresztą chyba pierwsza kobieta w Akademii Paryskiej. Bardzo współcześnie brzmią też pamflety oskarżające ją o to, że jest wredną lesbą. Awans kobiet nie jest tu zbiegiem okoliczności. Po raz pierwszy w historii kobiety na swoje stroje zaczynają wydawać więcej pieniędzy niż mężczyźni. W tym rodzącym się francuskim przemyśle modowym, w którego centrum stoi M.A., jedynym mężczyzną pozostaje fryzjer Leonard, odpowiedzialny za jej skomplikowane fryzury. Obecność mężczyzny na tym stanowisku nie dziwi i obecnie. Odpowiedzialna kobieta powierza swoje włosy wyłącznie mężczyźnie.
Audytorium i grupą docelową, której komunikowała M. A. komunikuje swój strój i sposób bycia, który on wyraża, jest nie tyle dwór, co społeczeństwo. Paryskie przede wszystkim. To czas awansu mieszczaństwa, początek konsumpcjonizmu i moda królowej jest naśladowana przez całe modne społeczeństwo paryskie, cały rodzący się francuski haute couture.
M.A. zaczęła świadomie traktować modę nie jako przyjemną zabawę ale jako swój nowy zawód. Pouf a la Belle Poule, z okrętem wojennym we włosach w czasie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, porzucenie gorsetu, Petit Trianon, naturalność, deshabille, pastele to rzecz jasna odpowiedź przede wszystkim na Rousseau. Bryczesy, męski (i niemiecki!) redingote. Po egzekucji Ludwika, wiadomo - czerń, i finał - biała zwiewna chemise w drodze na szafot.
Lubię Petit Trianon, bo tu wszystko, prawie, było "by order of the Queen". Z tą kutą balustradą włącznie.
czwartek, 4 sierpnia 2011
środa, 3 sierpnia 2011
Co Maria Antonina nosiła aka co wniosła
... do rewolucji (modowej).
Toiles de jouy. Wzór chinoiserie potem zeuropeizowany i przeniesiony na tkaniny. Nie tylko na obicia mebli i kotary, porcelanę ale i na ubrania. Często w kolorze puce.
Kwiatowe wzory, wykraczające poza burbońskie fleur de lis. Róże oczywiście, symbol Habsurgów. Ale nie tylko, wszystkie te delikatne, mało spektakularne kwiatki, takie jak konwalie, przebiśniegi, często "japońskie" piwonie i kwiaty jaśminu.
Suknie z muślinu i gazy, podpatrzone u arystokratek z Ameryki (Francja wspierała wówczas kolonie walczące z Anglikami), które w tropikalnym klimacie w jedwabiach francuskich wytrzymać nie mogły. Lansując nową modę na dezabil doprowadziła na skraj bankructwa przemysł jedwabny we Francji, co jej rewolucjoniści w stosownym czasie przypomnieli.
Wstążki, kokardy i sztuczne kwiaty w miejsce drogiej biżuterii. Po aferze naszyjnikowej wręcz nie wypadało.
ps. Korzystam ze zdjęć z filmu Sophie Coppoli, bo fabuła bardzo wiernie odtwarza sceny z życia królowej. Podejrzewam więc że scenografii i kostiumografii poświęcono stosowanie dużo uwagi.
Toiles de jouy. Wzór chinoiserie potem zeuropeizowany i przeniesiony na tkaniny. Nie tylko na obicia mebli i kotary, porcelanę ale i na ubrania. Często w kolorze puce.
Kwiatowe wzory, wykraczające poza burbońskie fleur de lis. Róże oczywiście, symbol Habsurgów. Ale nie tylko, wszystkie te delikatne, mało spektakularne kwiatki, takie jak konwalie, przebiśniegi, często "japońskie" piwonie i kwiaty jaśminu.
Suknie z muślinu i gazy, podpatrzone u arystokratek z Ameryki (Francja wspierała wówczas kolonie walczące z Anglikami), które w tropikalnym klimacie w jedwabiach francuskich wytrzymać nie mogły. Lansując nową modę na dezabil doprowadziła na skraj bankructwa przemysł jedwabny we Francji, co jej rewolucjoniści w stosownym czasie przypomnieli.
Wstążki, kokardy i sztuczne kwiaty w miejsce drogiej biżuterii. Po aferze naszyjnikowej wręcz nie wypadało.
ps. Korzystam ze zdjęć z filmu Sophie Coppoli, bo fabuła bardzo wiernie odtwarza sceny z życia królowej. Podejrzewam więc że scenografii i kostiumografii poświęcono stosowanie dużo uwagi.
wtorek, 2 sierpnia 2011
Kolory Marii A.
PUCE
Kolor pchli. Dyskretny, świadczy na korzyść gustu Austriaczki. Choć podobno pojawia się we francuskich archiwach XIV wieku, nazwę przypomniał Ludwik C., prześmiewczo, z właściwym sobie dystansem do eksperymentów modowych żony.
CACA DAUPHIN (sic!)
Oliwka z domieszką jasnego brązu. Czuć w niej królewską inwencję, nazwa nie mogła się przyjąć. Ludwik XVI nie miał szczęścia do władzy, ale miał sporo poczucia humoru i dużo sympatii dla poczynań Marii A. Zbuntował się tylko wtedy, gdy próbowała nosić harcap, czyli czarny warkoczyk. Tego męskiego bastionu mody nie zdobyła. Łatwiej zaakceptować było Ludwikowi żonę w bryczesach.
PS. Mieliśmy w PRL podobną nazwę na kolor, ale chyba wpadał bardziej w miodowy. Pewnie kwestia diety. Malowano nim stolarkę okienną, podłogi oraz z barbarzyńską czułością fornirowane meble. Oficjalnie to był "jasny orzech". Miał jeszcze wersję wpadającą w wiśnię (pod mahoń).
Polski odcień
inne kolory Marii A.
CHEVEUX DE LA REINE - zapewne jakiś odcień złota
SANG DE FOULON - na pamiątkę urzędnika i szlachcica zamordowanego w przededniu rewolucji
INCENDIE DE l'OPERA - na pamiątkę pożaru. Nazwa godna Nerona
POMONA GREEN, zielone jabłuszko
"Robin Egg Blue"
kombinacja żółcieni i czerni w ubiorze, jako manifestacja wierności monarchii (kolory Habsburgów?)
Kolor pchli. Dyskretny, świadczy na korzyść gustu Austriaczki. Choć podobno pojawia się we francuskich archiwach XIV wieku, nazwę przypomniał Ludwik C., prześmiewczo, z właściwym sobie dystansem do eksperymentów modowych żony.
CACA DAUPHIN (sic!)
Oliwka z domieszką jasnego brązu. Czuć w niej królewską inwencję, nazwa nie mogła się przyjąć. Ludwik XVI nie miał szczęścia do władzy, ale miał sporo poczucia humoru i dużo sympatii dla poczynań Marii A. Zbuntował się tylko wtedy, gdy próbowała nosić harcap, czyli czarny warkoczyk. Tego męskiego bastionu mody nie zdobyła. Łatwiej zaakceptować było Ludwikowi żonę w bryczesach.
PS. Mieliśmy w PRL podobną nazwę na kolor, ale chyba wpadał bardziej w miodowy. Pewnie kwestia diety. Malowano nim stolarkę okienną, podłogi oraz z barbarzyńską czułością fornirowane meble. Oficjalnie to był "jasny orzech". Miał jeszcze wersję wpadającą w wiśnię (pod mahoń).
Polski odcień
inne kolory Marii A.
CHEVEUX DE LA REINE - zapewne jakiś odcień złota
SANG DE FOULON - na pamiątkę urzędnika i szlachcica zamordowanego w przededniu rewolucji
INCENDIE DE l'OPERA - na pamiątkę pożaru. Nazwa godna Nerona
POMONA GREEN, zielone jabłuszko
"Robin Egg Blue"
kombinacja żółcieni i czerni w ubiorze, jako manifestacja wierności monarchii (kolory Habsburgów?)
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
My favourite Mitford sister
Kwintesencja brytyjskości. Jestem w stanie wybaczyć jej nawet miłość do kurczaków i to, że nie przeczytała zbyt wiele książek, włączając w ten zbiór nawet książki przyjaciela Patricka Leigh Fermora.
Sesja Mario Testino dla Vogue. Też żałuje, że taka słaba jakość. Stella Tennant jest jej wnuczką.
Mąż, Duke Devonshire. Wygląda nędznie. Cóż, nie lubię go, podobnie jak większość mężczyzn moim faworytek.
Zdjęcie sióstr autorstwa Cecila Beatona.
Debo. Księżna, domatorka i bywalczyni oraz utalentowana pisarka, która nie czyta książek.
Jessica. Komunistka, pisarka, obrońca praw człowieka.
Unity. Faszystka, znajoma Hitlera, podejrzewana o romans z nim. Próbowała się zabić po tym, jak Królestwo wypowiedziało wojnę Rzeszy.
Pamela. Conservative country-lover whom the poet John Betjeman loved (for a while).
Nancy. Pisarka. Napisała kilka dobrze przyjętych biografii, m.in. Ludwika XIV, Madame Pompadour, Woltera. Prowadziła korespondencję, n.in. z Evelyn Waugh. Lewicująca
Diana. Porzuciła dziedzica rodu Guinessów, multimilionera na rzecz lidera faszystów brytysjkich Oswalda Mosleya.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































