Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festung warschau. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festung warschau. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 maja 2012

Twierdza Warszawa

Jak na wszystko, co było, to nic nie zostało. Ale jak na zupełnie nic, to zostało mnóstwo.


Szczęśliwe kraje mają dużo bardziej integralnie, i w przestrzeni, i w podręcznikach zapisaną historię. Co zaszło, to się odkłada, warstwa po warstwie i tworzy wieloelementową opowieść, Nie ma zwyczaju, żeby  każdorazowo przeprowadzać Rewolucję Kulturalną, która ma wymieść z historii poprzednią  epokę, która nie wiadomo skąd się wzięła, spadła z Marsa (...) w każdym razie NAS przy tym nie było. Inni też mają swoje mity, ale nie muszą, jak Mao Zedong, nakazywać wyrywania z korzeniami tej trawy, która służyła nie naszym przyjemnościom lub ideom. Nie trzeba było w Helsinkach wysadzać pięknego soboru zbudowanego przez cara, jak zrobiono w Warszawie.  


"Czy można zatem mówić o jakiejś ciągłości w mieście, które nieustannie unieważnia linearne następstwo rzeczy i zdarzeń, którego czas jest krzywy i dziurawy? Pytanie retoryczne. Nie można. Dowody? Taki Pałac Kultury starszy jest metryką i podupadłym wyglądem od Królewskiego Zamku. Stary ratusz jest o kilka stuleci nowszy od nowego. Nie mówiąc o Pałacu Saskim, który jeszcze nie istnieje. Ten odbudujemy w przyszłości jeszcze piękniejszy i jeszcze starszy niż w rzeczywistości. Od oryginału nie odróżnisz. Bo oryginału nie ma. Choć "tu, na miejscu czasem się zdaje, że gdzieś istnieje idealny sobowtór Warszawy lepszy od oryginału.  W Przeszłości.

Elżbieta Janicka, Festung Warschau.


niedziela, 1 kwietnia 2012

Warowna twierdza narcystycznej tożsamości

Warszawa zmienia się nie tylko architektonicznie. "Jednocześnie toczy się niesłychanie bujne, gorączkowe życie symboliczne, życie fantazmatyczne, „upamiętnieniowe”. (...) Mamy dublujące się tablice i pomniki, powielające się nazwy miejsc, np. w przypadku Sybiraków ich liczba doszła do pięciu.(...) Z nagromadzenia tablic, pomników, obelisków, nazw placów, ulic, parków, a ostatnio nawet trawników – wyłaniają się modele opowieści, które zaświadczają o stawkach w rozgrywanej tu grze. Pozwalają dostrzec, że upamiętniane wydarzenia czy ludzie niekoniecznie są w procesie upamiętniania najważniejsi. Często nie upamiętniamy rzeczy dla nich samych, lecz po to, by zabrać głos w jakiejś innej sprawie – niejednokrotnie przeciwko czemuś lub komuś.



Ul. Śliska, Szpital Dzieci Warszawy (wcześniej: Szpital Dziecięcy Bersohnów i Baumanów), Warszawa, 15 kwietnia 2011 r. / fot. Elżbieta Janicka / Wojciech Wilczyk, Nowe Miasto
Dziś już nie ma problemu z pamięcią o żydowskiej Warszawie. Jest ona upamiętniona. Istnieją na jej temat przewodniki. Można się wybrać na wycieczkę po „żydowskim mieście”. Można też się wybrać na wycieczkę po „polskim mieście”, np. powstańczym. Obie trasy w części prowadzą po tym samym fragmencie Warszawy, nie wchodząc ze sobą w styczność. (...) Przeszkodą na drodze do „historii zintegrowanej” nie jest brak wiedzy, lecz kategorie dominującego dyskursu. Okazuje się, że jeżeli nawet na tak małym obszarze próbuje się mówić równocześnie o polskiej i żydowskiej Warszawie, to pokrzepiająca narracja większościowa się rozpada. Nie można zatem jedynie, wzorem wielu muzeów miejskich, dodać do istniejącej już ekspozycji tak zwanego „kącika mniejszości”. Tu potrzebna jest rewolucja opowieści, która byłaby zarazem rewolucją tożsamości i większościowych wyobrażeń.


Zwrócenie” Holokaustu Żydom uruchomiło następnie rywalizację w cierpieniu, którą podjęła polska kultura. Wzór rywalizacji czy symetrii prostej na naszych oczach ustępuje wzorowi symetrii złożonej. Mało kto neguje dzisiaj, że polska większość dominująca i decydująca o tym, że „cała Polska była gettem” – jak wyraził się Jan Karski – „uszczelniła” niemiecki hitlerowski mechanizm Zagłady.