Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bricolage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bricolage. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 sierpnia 2008

ogrodki działkowe

Zastanawiałam się wielokrotnie nad fenomenem ogródków działkowych. Opustoszałe, peryferyjne, w położeniu i jeżeli chodzi o ważność. Zauważalne tylko jako miejsca pod inwestycje, zamieszkałe przez zdziczałe koty i gołębie, a uprawiane przez starców, zachowujących pozory aktywności. Byłyby idealnym tłem dla rozgrywającego się horroru. Dobrego, oddającego w sposób symboliczny beznadziejność i utopijność ergo pewną fikcyjność tego świata lub taniego klasy B, ze mordowanymi w domach z dykty emerytami.

W eseju o ogródkach działkowych Rick Poynor (ha! Wystarczy wpisać w google magiczne słowo allotments by zobaczyć że nie jestem osamotniona. Może jakiś serwisik społecznościowy?) przywołuje levi-straussowski termin „bricolage”. Kultura odpadów, nieświadome artystyczne działania, konstruowanie gotowych, pokracznych dzieł sztuki z odpadów, strachy na wróble, plastik, stare opony, stare okna, dykta. Utopijne w swojej koncepcji miejskiego ogrodnika, dlatego idealnie pasują do wschodnio-europejskich idei urbanistycznych. Na Zachodzie powstały jednak jeszcze przez wojną, na bazie nowych teorii urbanistycznych, dobrze wypadających tylko w sferze myśli i urojeń, jak lecorbusierowskie bloczyska.

Jaka jest przyszłość ogródków działkowych? Wydawałyby się reliktem starych czasów, tymczasem na Zachodzie podobno renesans, może na fali kultury retro, może z powodu mody na żywność organiczną. Faktem jest, że jako relikt starego, powinny zostać wzięte pod ochronę. Stare bielone jabłonki, z powykręcanymi konarami powinny zostać wpisane na listę dziedzictwa narodowego, inaczej dzieci przestaną wierzyć w bajki (bracia Grimm pisali o rosnącej przy drodze jabłoni?). Ewentualnie można je oddać pod przestrzeń działań artystycznych. Oczywiście bez wycinania. Letnie ogródki pod spadającymi ulęgałkami? Czemu nie.