No i zaprojektowała dla Coacha "Watermelon Kisslock Bag". Birkin się chowa.
środa, 11 lipca 2012
Bonnie Cashin
No i zaprojektowała dla Coacha "Watermelon Kisslock Bag". Birkin się chowa.
wtorek, 10 lipca 2012
notatki z wykładu
W Polsce w latach 1939-1956 dokonała się rewolucja społeczna. Okrutna, brutalna, narzucona z zewnątrz, ale jednak rewolucja. Ta rewolucja niesłychanie głęboko przeorała tkankę polskiego społeczeństwa, tworząc warunki dla dzisiejszej ekspansji klasy średniej, czyli mieszczaństwa, do najgłębszej być może od wieków zmiany mentalności Polaków: odejścia od mentalności określonej przez wieś i folwark ku zdeterminowanej przez miasto i miejski sposób życia - taką tezę stawia w tekście „Kto nam zabrał tę rewolucję?” („Krytyka Polityczna” nr 29/2011) filozof Andrzej Leder.
Czy poznając ukryte źródła naszych wyobrażeń o sobie, możliwe jest naprawienie wspólnoty?
Brakuje w polskiej kulturze narracji opowiadającej o tej przemianie. Jest wyparcie, które każe nam szukać korzeni w kulturze szlacheckiej. Każdy zostawił dwór na kresach (ja np.), albo wymachuje herbem z czasów Książąt Mazowieckich (to akurat A.), ewentualnie próbuje umawiać się z podobno-hrabią (P.)
No więc ucieczka do tyłu, ewentualnie w przód w stronę estetyki kosmopolitycznej, globalnej, bezpiecznej, obowiązującej wszędzie. Zmagania z formą, jako papierek lakmusowy tego, czy uda się coś z tą pamięcią zrobić, wmontować w teraźniejszość czy nie.
Chodzi też o wyparcie się przyczyn awansu społecznego i przemian w obrębie struktury społecznej. Źródła tej ekonomii tkwią w pasmie katastrof społecznych. Zagłada inteligencji i kultury ziemiańskiej ale przede wszystkim zagłada warstwy mieszczańskiej jaką stanowili Żydzi z małych i większych miasteczek (i Niemcy z większych) pozostawiła pustkę nie tylko symboliczną ale i dosłowną, która otworzyła drogę awansu społecznego warstwom chłopskim. Ktoś wchodził do czyichś domów, ktoś te majątki przejął, od tartaków i domów po świeczniki norblinowskie i bawarską porcelanę.
Polską historią, powinien się zajmować przede wszystkim psycholog. Dlatego Leder przytacza lacanowskie pojęcie transpasywności, doświadczanie skutków czegoś co zrobili inny (ale nam w to graj!).
Bliżej nam podobno do społeczeństw postkolonialnych, jak Indie czy Indonezja, niż społeczeństw starej Europy.
Festung Warschau jeszcze
...Ale podobno Żydzi nie walczyli i podobno ich historia nie krzyżowała się - jakimś sposobem - z historią Polaków. Była osobna,. Bo była tak, oczywiście, w znacznym stopniu. Kiedy powstanie Muzeum Historii Żydów Polskich, będzie można powiedzieć: przecież mają SWOJE muzeum! I zadekretować tę osobność na amen"
Elżbieta Janicka, Festung Warschau
Elżbieta Janicka, Festung Warschau
piątek, 29 czerwca 2012
czwartek, 21 czerwca 2012
Le Nozze...
Se vuol ballare, signor contino,
il chitarrino le suonerò, sì,
se vuol venire nella mia scuola,
la capriola le insegnerò, sì.
Saprò, saprò, ma piano,
meglio ogni arcano,
dissimulando scoprir potrò.
L'arte schermendo, l'arte adoprando,
di qua pungendo, di là scherzando,
tutte le macchine rovescierò.
Se vuol ballare, signor contino,
il chitarrino le suonerò.
il chitarrino le suonerò, sì,
se vuol venire nella mia scuola,
la capriola le insegnerò, sì.
Saprò, saprò, ma piano,
meglio ogni arcano,
dissimulando scoprir potrò.
L'arte schermendo, l'arte adoprando,
di qua pungendo, di là scherzando,
tutte le macchine rovescierò.
Se vuol ballare, signor contino,
il chitarrino le suonerò.
zazdrosna niechęć, która wznosi się do rangi wyższości intelektualnej i zaraz ją uruchamia. Figaro znów rośnie, a Hrabia ulega pomniejszeniu, jest już tylko Contino, małym hrabią, posłusznym i tańczącym jak mu sługa zagra. Hrabiemu nie brak godności ani dumy, ale on tylko "zadał sobie trud, by się urodzić"
J. Starobinski. Czarodziejki
Christine Schaeffer o aparycji Tildy Swinton. Najpiękniejszy farfallone amoroso.
i D'Arcangelo jako Figaro.
Le Nozze...
Zuzanna. Mozart powierzył tę rolę Nancy Storage, w której był zakochany. Zuzanna zajmuje miejsce centralne. Nie ma w operze duetu, który by jej nie dotyczył. To do niej należy ostatnia wielka aria Deh vieni, non tardar. Gdy na potrzeby intrygi Zuzanna na koniec wdziewa strój Hrabiny, to jest coś więcej niż tylko przebranie. - domyślamy się, że jej postać urasta nie mniej niż postać Figara.
J. Starobinski, Czarodziejki
środa, 13 czerwca 2012
wtorek, 12 czerwca 2012
sobota, 9 czerwca 2012
wtorek, 5 czerwca 2012
środa, 30 maja 2012
Przypadek Kereza
Przypadek Kereza
Miasto nie otrzymuje produktu, tylko koncepcję, którą dopiero trzeba rozwinąć. Na tym rozbijały się wszystkie rozmowy. Konkurs w 2007 r. był na koncepcję budynku. Projekt rozwijał się potem, był coraz ciekawszy, coraz lepszy. Jednak urzędnicy uważali, że zostali oszukani. Poprawki, które wprowadzałem na ich żądanie, albo takie, które robiłem sam, by udoskonalić budynek, SZRM rozumiał tak: skoro architekt cokolwiek poprawia, to znaczy, że były jakieś błędy. To zasadnicze niezrozumienie istoty zawodu architekta.
(...)
Projektuję teraz w Rio de Janeiro osiedle dla ludzi, którzy wcześniej żyli w fawelach, to inwestycja miejska. Projekt musiał być zaakceptowany przez mieszkańców, otwarta dyskusja była częścią procesu projektowania. Nie wiemy, czy będzie zrealizowany, idą wybory, zmienią się władze miasta, jednak w Brazylii zamawiający okazali się przyjaźni i otwarci. W Polsce spotkałem się z reakcją paniczną. Z jakiego powodu? - Z powodu braku zaufania.
(...)
Ale powodem było co innego: niechęć do zaangażowania. Zaufanie zawsze jest wynikiem zaangażowania. To ciężka praca, nie chodzi o to, by zamknąć oczy i zaufać. Próbowałem zaprosić dyrektorów SZRM do Zurychu. Potraktowali to jak przekupstwo. Nie mieli pojęcia o mnie, o mojej pracy, nie przyglądali się procesowi projektowania, nawet nie patrzyli na plany. Dyrektor (...) oddawał je swoim współpracownikom, którzy zamiast pracować nad rozwiązaniem ważnych problemów, skupiali się na nieistotnych detalach technicznych. (...) Problem jest głębszy, strukturalny. Urzędnicy, których spotkałem, nie są w stanie podejmować decyzji. Każda decyzja ich przytłaczała.
(...)
Od innych krajów Polskę różni tylko stopień agresji, z jaką się spotkałem. Okropna jest ta retrospektywna kultura oskarżania i okrywania hańbą innych. Polska to wspaniały kraj, gospodarczo kwitnie, ma wielkie możliwości i wspaniałych ludzi. Skąd ta potrzeba szukania winnego? To autodestrukcyjne.
Więcej... http://wyborcza.pl/1,75475,11823897,Kerez__W_Polsce_poczulem_emocje.html?as=2&startsz=x#ixzz1wLgnrJzN
Miasto nie otrzymuje produktu, tylko koncepcję, którą dopiero trzeba rozwinąć. Na tym rozbijały się wszystkie rozmowy. Konkurs w 2007 r. był na koncepcję budynku. Projekt rozwijał się potem, był coraz ciekawszy, coraz lepszy. Jednak urzędnicy uważali, że zostali oszukani. Poprawki, które wprowadzałem na ich żądanie, albo takie, które robiłem sam, by udoskonalić budynek, SZRM rozumiał tak: skoro architekt cokolwiek poprawia, to znaczy, że były jakieś błędy. To zasadnicze niezrozumienie istoty zawodu architekta.
(...)
Projektuję teraz w Rio de Janeiro osiedle dla ludzi, którzy wcześniej żyli w fawelach, to inwestycja miejska. Projekt musiał być zaakceptowany przez mieszkańców, otwarta dyskusja była częścią procesu projektowania. Nie wiemy, czy będzie zrealizowany, idą wybory, zmienią się władze miasta, jednak w Brazylii zamawiający okazali się przyjaźni i otwarci. W Polsce spotkałem się z reakcją paniczną. Z jakiego powodu? - Z powodu braku zaufania.
(...)
Ale powodem było co innego: niechęć do zaangażowania. Zaufanie zawsze jest wynikiem zaangażowania. To ciężka praca, nie chodzi o to, by zamknąć oczy i zaufać. Próbowałem zaprosić dyrektorów SZRM do Zurychu. Potraktowali to jak przekupstwo. Nie mieli pojęcia o mnie, o mojej pracy, nie przyglądali się procesowi projektowania, nawet nie patrzyli na plany. Dyrektor (...) oddawał je swoim współpracownikom, którzy zamiast pracować nad rozwiązaniem ważnych problemów, skupiali się na nieistotnych detalach technicznych. (...) Problem jest głębszy, strukturalny. Urzędnicy, których spotkałem, nie są w stanie podejmować decyzji. Każda decyzja ich przytłaczała.
(...)
Od innych krajów Polskę różni tylko stopień agresji, z jaką się spotkałem. Okropna jest ta retrospektywna kultura oskarżania i okrywania hańbą innych. Polska to wspaniały kraj, gospodarczo kwitnie, ma wielkie możliwości i wspaniałych ludzi. Skąd ta potrzeba szukania winnego? To autodestrukcyjne.
Więcej... http://wyborcza.pl/1,75475,11823897,Kerez__W_Polsce_poczulem_emocje.html?as=2&startsz=x#ixzz1wLgnrJzN
wtorek, 15 maja 2012
Na pytanie o kapliczki Warszawy, odpowiadamy: 1944 - Powstanie Warszawskie. To wiedza potoczna i książkowa. Tymczasem rzecz wygląda niezupełnie tak, a nawet zupełnie nie tak. Na warszawskiej Pradze powstania nie było. Geneza kapliczek sięga późnej wiosny 1943 roku.
Żydów Warszawy ostatecznie zamknięto za murami w listopadzie 1940 roku. Domy, które pozostały po nich po aryjskiej stronie zasiedlano od razu. Wielka Akcja w getcie miała miejsce w lecie 1942. Z kapliczkami jednak zwlekano. Jakby czekano na znak. Rzecz jasna, nie spodziewano się żydowskiego powstania. Żydowskie powstanie wprowadziło zamęt - nieporządek symboliczny - i do dzisiaj sprawia kłopot. Ale nawet Tomasz Apostoł oczekiwał dowodu. Potrzebował gwarancji. Powstanie w getcie warszawskim wybuchło w Wielkim Tygodniu - na Wielkanoc 1923 roku. Zakończyło się niespełna miesiąc później wysadzeniem w powietrze Wielkiej Synagogi na Tłomackiem. Z olbrzymiej połaci żydowskiej Warszawy nie pozostał kamień na kamieniu. Był to jakiś rodzaj pewności. Nic nie poradzę. W moim odczuciu te kapliczki mają charakter wotywny.
Elżbieta Janicka, Festung Warschau
Nie wiem czy ma rację, ale ma prawo. Zresztą sama o tym mówi. Hipoteza, która dotknie Polaków do żywego. Bo sama dotyka mitu, świętości. Legendy miejskiej, która tworzy nową tożsamość miasta. Afirmowanej przez starszych katolikówi przez młodych agnostyków (przez swój campowy dewocjonalny charakter)
Żydów Warszawy ostatecznie zamknięto za murami w listopadzie 1940 roku. Domy, które pozostały po nich po aryjskiej stronie zasiedlano od razu. Wielka Akcja w getcie miała miejsce w lecie 1942. Z kapliczkami jednak zwlekano. Jakby czekano na znak. Rzecz jasna, nie spodziewano się żydowskiego powstania. Żydowskie powstanie wprowadziło zamęt - nieporządek symboliczny - i do dzisiaj sprawia kłopot. Ale nawet Tomasz Apostoł oczekiwał dowodu. Potrzebował gwarancji. Powstanie w getcie warszawskim wybuchło w Wielkim Tygodniu - na Wielkanoc 1923 roku. Zakończyło się niespełna miesiąc później wysadzeniem w powietrze Wielkiej Synagogi na Tłomackiem. Z olbrzymiej połaci żydowskiej Warszawy nie pozostał kamień na kamieniu. Był to jakiś rodzaj pewności. Nic nie poradzę. W moim odczuciu te kapliczki mają charakter wotywny.
Elżbieta Janicka, Festung Warschau
Nie wiem czy ma rację, ale ma prawo. Zresztą sama o tym mówi. Hipoteza, która dotknie Polaków do żywego. Bo sama dotyka mitu, świętości. Legendy miejskiej, która tworzy nową tożsamość miasta. Afirmowanej przez starszych katolikówi przez młodych agnostyków (przez swój campowy dewocjonalny charakter)
poniedziałek, 14 maja 2012
Twierdza Warszawa
Jak na wszystko, co było, to nic nie zostało. Ale jak na zupełnie nic, to zostało mnóstwo.
Szczęśliwe kraje mają dużo bardziej integralnie, i w przestrzeni, i w podręcznikach zapisaną historię. Co zaszło, to się odkłada, warstwa po warstwie i tworzy wieloelementową opowieść, Nie ma zwyczaju, żeby każdorazowo przeprowadzać Rewolucję Kulturalną, która ma wymieść z historii poprzednią epokę, która nie wiadomo skąd się wzięła, spadła z Marsa (...) w każdym razie NAS przy tym nie było. Inni też mają swoje mity, ale nie muszą, jak Mao Zedong, nakazywać wyrywania z korzeniami tej trawy, która służyła nie naszym przyjemnościom lub ideom. Nie trzeba było w Helsinkach wysadzać pięknego soboru zbudowanego przez cara, jak zrobiono w Warszawie.
"Czy można zatem mówić o jakiejś ciągłości w mieście, które nieustannie unieważnia linearne następstwo rzeczy i zdarzeń, którego czas jest krzywy i dziurawy? Pytanie retoryczne. Nie można. Dowody? Taki Pałac Kultury starszy jest metryką i podupadłym wyglądem od Królewskiego Zamku. Stary ratusz jest o kilka stuleci nowszy od nowego. Nie mówiąc o Pałacu Saskim, który jeszcze nie istnieje. Ten odbudujemy w przyszłości jeszcze piękniejszy i jeszcze starszy niż w rzeczywistości. Od oryginału nie odróżnisz. Bo oryginału nie ma. Choć "tu, na miejscu czasem się zdaje, że gdzieś istnieje idealny sobowtór Warszawy lepszy od oryginału. W Przeszłości.
Elżbieta Janicka, Festung Warschau.
Szczęśliwe kraje mają dużo bardziej integralnie, i w przestrzeni, i w podręcznikach zapisaną historię. Co zaszło, to się odkłada, warstwa po warstwie i tworzy wieloelementową opowieść, Nie ma zwyczaju, żeby każdorazowo przeprowadzać Rewolucję Kulturalną, która ma wymieść z historii poprzednią epokę, która nie wiadomo skąd się wzięła, spadła z Marsa (...) w każdym razie NAS przy tym nie było. Inni też mają swoje mity, ale nie muszą, jak Mao Zedong, nakazywać wyrywania z korzeniami tej trawy, która służyła nie naszym przyjemnościom lub ideom. Nie trzeba było w Helsinkach wysadzać pięknego soboru zbudowanego przez cara, jak zrobiono w Warszawie.
"Czy można zatem mówić o jakiejś ciągłości w mieście, które nieustannie unieważnia linearne następstwo rzeczy i zdarzeń, którego czas jest krzywy i dziurawy? Pytanie retoryczne. Nie można. Dowody? Taki Pałac Kultury starszy jest metryką i podupadłym wyglądem od Królewskiego Zamku. Stary ratusz jest o kilka stuleci nowszy od nowego. Nie mówiąc o Pałacu Saskim, który jeszcze nie istnieje. Ten odbudujemy w przyszłości jeszcze piękniejszy i jeszcze starszy niż w rzeczywistości. Od oryginału nie odróżnisz. Bo oryginału nie ma. Choć "tu, na miejscu czasem się zdaje, że gdzieś istnieje idealny sobowtór Warszawy lepszy od oryginału. W Przeszłości.
Elżbieta Janicka, Festung Warschau.
Afryka Wschodnia, cz. 10
shamma, Etiopia
kangas, kikois i kitenge. Wschodnia Afryka w większości importowała tkaniny z pobliskich Indii. Mimo braku własnych tkackich tradycji, stworzyła niepowtarzalny mix kulturowy.
John Gillow, African textile
John Gillow, African textile
niedziela, 13 maja 2012
Egipt, cz .8
Dekorowane srebrną nitką szale z Assyut cieszyły się powodzeniem w latach 20, kiedy po odkryciu grobu Tutenhamona Europę zalała moda na Egipszczyznę.
John Gillow, African textile
sobota, 12 maja 2012
Afryka Północna, cz. 7
Bakhnug, tajira. Szale Berberyjek z rejonu Tunezji.
Derfudit, z oazy Siwa
John Gillow, African textile
Joruba, cz. 6
Skąd u Afrykańczyków takie zamiłowanie do dziwnych nakryć głowy?
Zasysając inspirację z nakryć głowy Europy, pożyczali nie tylko od królów i biskupów, ale też od angielskich baristów i sędziów.
John Gillow, African textile
piątek, 11 maja 2012
Hausa, cz. 5
Kiedy słowo miało jeszcze jakąś wagę... tzw. Calligraphy clothes. Inskrypcje koraniczne miały znaczenie apotropaiczne.
Agbaba, boubou. Też Hausa. Wzory przypominające tajemnicze kabalistyczne symbole, były podobno tworzone przez zubożałych uczniów szkół koranicznych. Zagadka dla wyznawców teorii Daenikena.
John Gillow, African textile
Wątki polityczne, cz.4
bogolanfini, tzw. mud clothes z Mali, ogrywają ważną rolę w rozbudzaniu świadomości narodowej nie tylko Mali ale całego regionu czy nawet kontynentu. Chętnie noszone przez nostalgicznie nastawionych Afro-Amerykanów.
Tradycyjnie noszone przez myśliwych, kobiety ciężarne i podczas menstruacji, ponieważ chroniły wszystkich narażonych na utratę krwi. Ze względu na swoje skomplikowane wzory chronią przed "złym spojrzeniem".
Sztandary Asafo. Plemię Fante pośredniczyło w handlu niewolnikami. Rywalizujące lokalne stowarzyszenia militarne zaadaptowały europejskie atrybuty religijne i narodowe. Wyszedł z tego dziwny mariaż.
John Gillow, African textile
czwartek, 10 maja 2012
Afryka Zachodnia, cz. 3
Adire oniko, jorubijski "tie dyeing", barwiony indygo, wzór "Three Basket Pattern"
Ikat polega na farbowaniu wątku lub osnowy przed tkaniem, Jorubowie i/lub Baule
John Gillow, African textile
Afryka Zachodnia, cz. 2
Pledy khaasa tkane są przez koczowników z plemienia pięknych Fulanich (Afryka Pn-Zach, Mali).
Aso Oke, Jorubowie (Płd. Nigeria)
wszystko za: John Gillow, African textile
Afryka Zachodnia, cz.1
Tkaniny kente, bawełniane lub jedwabne, od lat 20 szyte także z wiskozy, Ashanti (Ghana), zwłaszcza wieś Bonwire
Wśród Ashanti za najwybitniejszych tkaczy uchodzą Ewe. Ich kente charakteryzuję łączenie 2 różnych motywów, pozornie niepasujących do siebie.
John Gillow, African textile
poniedziałek, 7 maja 2012
Koralowce
designerskie blogi pokazują, że modne są juju,
ale to nie wszystko w temacie kameruńskich nakryć głowy
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































K0igBmk~$(KGrHqUOKpIEy+jC5P88BM1Koh(,D!~~_3.jpeg)












