sobota, 6 września 2008

proud of being the owner







Czy pokazywanie wlasnej biblioteki jest formą ekshibicjonizmu? Ja zawsze odszyfrowuje na zdjeciach magazynow wnetrzarskich grzbiety książek. Zdjęciach zagranicznych, polskie zwyle zawierają nędzną pólkę kilku albumów Taschena. I album Kamasutry podarowany przez znajomych na imieniny. Ksiązki z ramą mebli tworzą tak piękne uklady, mondrianowskie, przecinajace się piony i poziomy. Można i pewnie tlumaczyć w duchu dialektyki abstracjonistow. Ciezkie poziome, bierne albumy, prezentujące na kredowym papierze leniwie reprodukcje malarstwa, to móglby być element żeński. Istnieje serwis spolecznosciowy dla podobnych fanatykow http://www.bookrabbit.com/

niedziela, 17 sierpnia 2008

ogrodki działkowe

Zastanawiałam się wielokrotnie nad fenomenem ogródków działkowych. Opustoszałe, peryferyjne, w położeniu i jeżeli chodzi o ważność. Zauważalne tylko jako miejsca pod inwestycje, zamieszkałe przez zdziczałe koty i gołębie, a uprawiane przez starców, zachowujących pozory aktywności. Byłyby idealnym tłem dla rozgrywającego się horroru. Dobrego, oddającego w sposób symboliczny beznadziejność i utopijność ergo pewną fikcyjność tego świata lub taniego klasy B, ze mordowanymi w domach z dykty emerytami.

W eseju o ogródkach działkowych Rick Poynor (ha! Wystarczy wpisać w google magiczne słowo allotments by zobaczyć że nie jestem osamotniona. Może jakiś serwisik społecznościowy?) przywołuje levi-straussowski termin „bricolage”. Kultura odpadów, nieświadome artystyczne działania, konstruowanie gotowych, pokracznych dzieł sztuki z odpadów, strachy na wróble, plastik, stare opony, stare okna, dykta. Utopijne w swojej koncepcji miejskiego ogrodnika, dlatego idealnie pasują do wschodnio-europejskich idei urbanistycznych. Na Zachodzie powstały jednak jeszcze przez wojną, na bazie nowych teorii urbanistycznych, dobrze wypadających tylko w sferze myśli i urojeń, jak lecorbusierowskie bloczyska.

Jaka jest przyszłość ogródków działkowych? Wydawałyby się reliktem starych czasów, tymczasem na Zachodzie podobno renesans, może na fali kultury retro, może z powodu mody na żywność organiczną. Faktem jest, że jako relikt starego, powinny zostać wzięte pod ochronę. Stare bielone jabłonki, z powykręcanymi konarami powinny zostać wpisane na listę dziedzictwa narodowego, inaczej dzieci przestaną wierzyć w bajki (bracia Grimm pisali o rosnącej przy drodze jabłoni?). Ewentualnie można je oddać pod przestrzeń działań artystycznych. Oczywiście bez wycinania. Letnie ogródki pod spadającymi ulęgałkami? Czemu nie.

piątek, 8 sierpnia 2008

zulawski

Recenzje recenzji mogę stać się nowym trendem w rozmowach i blogach ;-)(przynajmniej moim, rośnie półka książek nieprzeczytanych). Piątek, a zatem Kultura. Wywiad i recenzja wywiadu-rzeki z Andrzejem Żuławskim. Recenzent narzuca mu rolę trickstera, nie wiem czy od końca słusznie. Trickster pajacuje, Żuławski mimo że prowokuje, jest zawsze very serious. Nie zawsze się z nim zgadzam ale cenię z odwagę. (To ta sama miłość, co w stosunku do Majchrzaka). Cieszę się z tego wywiadu, tym bardziej w kontekście pisaniny pudelków srelków o relacji Żuławski - Rossati. Zarzuty formułowane na starym archetypie: starca wykorzystującego nieświadomą młódkę. Słabe, ale pop kultura najwyraźniej innej roli dla blisko 70 –letniego faceta nie widzi, prócz złego zgreda, który ma do zaoferowania tylko hajs.

opaski dla fanow olimpiady

W poniedziałek 11 sierpnia, z okazji rozpoczynających się Igrzysk Olimpijskich Pekin 2008, do "Polski" dołączony zostanie prezent dla Czytelników - olimpijska opaska na rękę z hasłem "Cała Polska kibicuje". Opaski "Cała Polska kibicuje" dołączone zostaną bezpłatnie do wszystkich tytułów "Polski". Cyt za wirtualnemedia.pl

Kpina? Prowokacja? Ignorancja? Zalecalabym większą wrażliwosć, biorąc pod uwagę, że już tradycją stało się wykorzystywanie opasek w kampaniach społecznych.

środa, 6 sierpnia 2008

pielgrzymka

Przez Warszawę przeszła piesza pielgrzymka do Częstochowy. Nie z tego świata. Starzy przebierańcy w wiatrówkach z second handu, młodzież rodem z przystanku Woodstock i dziarsko maszerujący młodzi mnisi (ładni, zapewne też równie nudni). Zardzewiałe kijki narciarskie, tandetne gitary i inne artefakty powyciągane zza meblościanek. Analogicznie musiały wyglądać wyprawy krzyżowe, zwłaszcza te tzw. ludowe, oddolne, którym zabrakło finansowego (lub politycznego) wsparcia. Zbieranina, która nie może się odnaleźć w rzeczywistości. Dlatego musi jej szukać gdzieś beyond.

wtorek, 29 lipca 2008

Li Edelkoort



Most Mo's influential people? Li Edelkoort na pewno. Przy okazji napisze dla niej laurkę, teraz trend na 2008. Spelniajaca sie przepowiednia o estetyzacji rzeczywistosci. Spelniony sen Oscara Wilde'a. Mowia o nas rzeczy, ciuchy, wnętrza, dlatego my sami mowic już nie musimy, jestesmy czescią większej kreacji.
Przewidywanie trendow jest fascynujacą rzeczą, bo to praca kreatywna ale bazująca na naukowym kontencie, analizie i badaniach socjologicznych.



Dobra nazwa na bloga o designie

time

Time jak zawsze celnie dobiera topiki, dobrze rozgrywając piłkę pomiędzy ciekawym contentem a atrakcyjnością ala celebrity łamane na publicity. Szczególnie łatwo daję się zwieść rankingom (Top 10 Green Ideas, 10 Ideas That Are Changing The World) uzupełnianym przez artykuły typu “znani o znanych” (Our list of the 100 most influential people described by other influentials etc). W najnowszym short lista peacemakerów i inny brillant topic „What do writers read when the don’t want to work?” Co mamy? Książki na lato czytane przez Annie Proulxa, Doulgas Prestona, Nelsona Demille’a i innych autorów bestsellerów z pogranicza sensacji i thrillerów. Przepraszam, większości nie znam... I know, ignorancja nie jest czymś, czym należy się chwalić.

środa, 23 lipca 2008

po renowacji Trakt Krolewski wyglada zagranicznie. Otwarte perspektywy ulic, odtworzone kulisy potwierdzają, że architektura to sztuka zamykania w forme swiatla i przestrzeni.

Morfina

Koniecznosc oswojenia przestrzeni, zagojenia korytarzy powietrznych wyznaczonych ruchem kociego ogona, zrosniecia sie pustki poprzerywanej pomrukami i dzwiekiem lapek w kuwecie.... odzwyczajanie

wtorek, 15 lipca 2008

shofar



zalegle ale cudowne. muzyka i wywiad rowniez

czwartek, 10 lipca 2008

sekretne zycie pralki

za duzo koncertow? Po wczorajszym Jill Scott (doskonalym!) pralka chodzi w rytm Timber Colcuta: (.....) tata tatata tata ( ........) (cholera jak to zapisać)

erykah

Najlepsze kreacje Eryki:



na żabę?



czy na Kermita? To mial byc raczej jakis berberyjski wojownik ale przez te rękawiczki...



klasyka



nie najszczesliwsze ale ciekawe.













I jedno z najlepszych, choć zdjecie nie oddaje tego. Inspiracje mundurem armii amerykańskiej z czasow wojny secesyjnej? Cos w ten deseń. Generalnie respect za kreatywne cytaty z historiii kultury. Mistrzyni Erykah.

wtorek, 8 lipca 2008

Opener

Roisin Murphy

4 koncert Roisin w Polsce. I 3 taki sam. Jak zawsze perfekcyjny. Pierwszy był dawno, pod płytę z Matthew Herbertem, ze stepowaniem na kejsie i ciuchami z szafy babci ekscentryczki. Na Openerze jak z matrycy Roisin odcisnęła kolejny koncertdo plyty Overpowered. Te same przebieranki, w podobne beretki, cytaty z kina lat 40 w geście i stroju. Estetyka zamierzonej sztuczności, ironia, zabawa niby campowa ale subtelniejsza. Ale masowa produkcja, Nie szkoda wozić te same ciuchy? W celu spójności, jasności przekazu? Lodowata Roisin, boksująca się z chórzystkami i cieniem komercji ;-). Daje z siebie wszystko ale/i nie pozostawia niedosytu.

Jay-Z

Król hip hopu? Nie ubierałbym Jaya-Z w gronostaje, mimo że on w białym futerku pewnie czułby się znakomicie. Właściwie trudno się do czegoś przyczepić, koncert doskonały w swoim rzemiośle. Popkulturowa Ameryka zakapturzonego Jaya-Z, sypiącego hitami, miażdżącego dźwiękiem i obrazem zderzona z wizją New Amerykah czarnej królowej.

Erykah Badu

Tym się różnił jej występ na Openerze od innych, czym różni się sztuka od rozrywki. Artyści zaangażowani w politykę zwykle przypominają naiwnych klakierów, nie porównując jak Scarlett Johansson śpiewająca dla Obamy. Zwykle. Samozwańcza królowa New Amerykah, śpiewająca o innych per „my people”, zaangażowana, rozpolityczniona. Erykah tęskniąca za Afrykah. Rozpoczęła koncert ubrana w płaszcz koloru indygo, czym przypominała master teacher z muzułmańskiej medresy, ze swoją drum machine, niczym tabliczką z wersetami koranu,.. Wake up we miss you… they call you indigo, we call you AFRICA. By przeobrazić się w dziewczyną z getta w różowej bluzie.. z napisem. STOP versus CIĘCIE. Ujęcie sneakersów, branded by Puma (produkt placement?) STOP. Kamera wraca na twarz. Różowy make up .. .i fryzura, właściwie fryzurah, coś w stronę masajskiego wojownika, a dla złośliwych szamanki z planu gwiezdnych wojen, zaciśnięta pięść z drobnej dłoni. KLAPS! Obywatelka Post-am-erykah What am I talking about / everybody know what the songs about / they be trying to hide the history / but the know who we are / do you know to see / everybody rise to next degree / raise your hands high if you agree / just say YES SIR-REE …(Na Jay-u Z było to raczej “put your hands up in the air”).





Nad Babimi Dołami zaświtało. Good Moooorning. God bless the Queen, parafrazując szalejących po sąsiedzku starszych panów z Sex Pistols.

poniedziałek, 16 czerwca 2008

Góra

Żmigród – dwuczłonowa kulminacja o powierzchni 2,2 ha w Sandomierzu, u stóp wzgórza miejskiego. Wyższa północna część wzgórza 177 m , południowa o 10 m. niższa, Obiekty o podobnej nazwie występują w Opatowie, Lublinie, w dolinie Wisłoki i wreszcie na pograniczu Ślaska i Wielkopolski, Usytuowane są zwykle na dawnych szlakach komunikacyjnych, mimo nazwy „gród” nie ma przesłanek mówiących za tym, że istniały w tym miejscu grody czy obiekty obronne. Wszystkie te obiekty natomiast były miejscami kultu i nie było na nim osadnictwa.

Najwięcej interpretacji Żmigrodu wiąże się ze światem dawnych wierzeń. To właśnie tu są najbardziej wydajne źródła i cieki wodne na krawędzi Wyżyny Sandomierskiej i doliny Wisły. Do stóp góry spływają wody z miejskiego wzgórza. (…) Żmigród wyznacza zatem granicę pomiędzy wyżyną a kotlina, środowiskiem lądowym i wodnym, ośrodkiem osadniczym i peryferią. Żmij w wierzeniach słowiańskich jest opiekunem ogniska domowego, włada piorunami i walczy z potworami wodnymi. W mitologii Słowian południowych owa istota ornito-morficzna pojawia się w postaci ognistej smugi lub ptaka o solarnym charakterze, np. orła lub koguta. Przeciwieństwem żmija jest smok, istota akwatyczna, strzegąca dostępu do żywej wody i w niej zamieszkujący. Siła, która go niszczy jest ogień lub żar słoneczny. Żmij atakuje smoki pochłaniające i zatrzymujące wodę. Żmigród można zatem traktować jako miejsce ogrodzone – gród – obszar sakralny, który nie każdy mógł przekroczyć bez łamania zakazów i nakazów. Było to miejsce w jakiś sposób związane z istotą o nazwie żmij. Godna uwagi jest również hipoteza, że o kościele Św. Michała Archanioła, zniszczonym w czasie najazdu tatarskiego. Wszak w ikonografii Michał Archanioł walczy ze smokiem.

Zatem dorastałam na Górze Żmijowej. Opadający śnieg i wiosenna orka odkrywały dziesiątki centymetrowych fragmentów ceramiki. Dzięki temu biegałam za dziadkiem, jak członek stada gawronów walczących o robaki. Czasem trafiały się wielkości kilku centymetrów pokryte mieniącą się ceramiczną polewą. Wychowałam się w samotności, z daleka od rówieśników. Jedynym towarzyszem była K. zanim od 6 klasy podstawówki, nie zaczęła mnie zdradza ze starszymi chłopakami z miasta. Dorastałyśmy, chyba obie, w przekonaniu duchów mieszkających na żmigrodzie. Za plecami czułyśmy czyjąś obecność, ale nie zamierzałyśmy się z tym zdradzać. Była to cicha zmowa milczenia. Najbezpieczniej czułam się na małym wzgórzu z ogrodem czerwonych porzeczek, łagodnie wybrzuszonym, gdzie rosły fiołki i grzały się jaszczurki, a latem przechadzały się stwory, niczym faunowie u Malczewskiego. Były? Wciąż wiąże mnie obietnica milczenia, nie mogę napisać jak było naprawdę ;-)

Przez szczeliny do stodoły dziadka wpadały ukośne smugi światła. Wirował w nich złocisty kurz. Czasem układał się w zarysy postaci. Grabie i widły były gładkie, chłodne i śliskie od ciągłych dotyków. Ile ich mogło być? Setki? Tysiące? Gładkie jak kobiece ciała, od tysięcy potencjalnych dotyków.

Pieprzówki są najstarszymi górami w Polsce. Powstały 500 mln lat temu, jako najstarszy fragment Gór Świętokrzyskich lat temu, dokładnie wtedy, kiedy góry Harzu. I jedne i drugie były miejscem gdzie spotykały się czarownice. Żmigród jest ich skrajną częścią. Jeżeli pójdziemy tym tropem, można nawet założyć, że wychowałam się w najstarszym miejscu na ziemi.

W Dwikozach, skąd pochodzi Wiesław Myśliwski ( nurt plebejski w literaturze, tak znamy) 6 km od Sandomierza znaleziono kręgosłup włochatego nosorożca i żuchwę renifera sprzed 10 tys. lat. Dodawszy do tego dinozaury z pobliskiego Bałtowa i apotropaiczne smoki na fasadzie kościoła Św. Jakuba, można by zbudować fabułę niczym z Wiedźmina.

...

Na terenie Góry moja droga K. znalazła niedawno wszystkie 4 magiczne rośliny Słowiańszczyzny. To 4 główne trucizny dla niepokornych kochanków i królewskich samozwańców a i główne składniki maści czarownic. Dziki bieluń, lulek czarny i wilcza jagoda, zwana belladoną bo, włoskie damy epoki renesansu, zakraplały sobie nią oczy i dzięki zawartości atropiny osiągały efekt rozszerzonych źrenic. Czwartą rośliną jest mandragora, mityczna roślina w kształcie karzełka, humunculusa który krzyczy przy wyrywaniu…. Przy pracach przy pensjonacie, cóż, mam wykopała ją wraz z korzeniami po krzaku mahonii…. Jest jeszcze wrotycz, który pokrywa całe drogi prowadzące na Gerlachów i Kamień. Pięknie pachnie, na szczęście zabija głównie pchły, wszy i pluskwy, nic większego.

...

Mitologia Sandomierza nie poddaje się współczesności bez walki. Kurhany w lasach kleczanowskich J. odkrył w 2004 roku!. A wiele domniemanych i rzeczywistych kurhanów w Sandomierskiem, nie było jeszcze przedmiotem weryfikacji archeologicznych. Kilka lat temu stara kobieta ze wsi przysięgała zawstydzona mamie, że spotkała Południcę. Wrażenia nawiedzenia nie pozbyłam się do czasów studiów, dopóki m. nie rozorała doszczętnie istniejące zgliszcza i nie zasadziła trawnik angielski. Najsłynniejszym parkiem w Sandomierzu są Piszczele, To kilka zapuszczonych wąwozów łączących stare i nowe miasto. Obecnie zdaje się wysprzątanym. W latach osiemdziesiątych na ścieżkach obok zarośniętych niczym schulzowski Pan pijaków, można było zobaczyć zakrwawione damskie akcesoria, Pobudzały wyobraźnie jak ślady popełnionej zbrodni. Podczas budowy domu rodzice wykopali ludzki szkielet, zakopali go nocą, by nie zwalić sobie na kark policji archeologicznej.

sobota, 14 czerwca 2008

ze Stasiuka, Fado

O hotelu w starym więzieniu w Lublanie:
Nie mogłem spać i czułem, ze oto popkultura z bezmyślną przyjemnością przyswaja rzecz tak ohydna i obsceniczna jak więzienie. Brud smród, upodlenie, samotności przekleństwo jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamieniły się w „space of freedom with the inspiration”: za 30 Euro w celi dwuosobowej i 15 w trójosobowej

O przebarwiającym sie jesienią polskim krajobrazie:
i tak sobie myslę ze ten mój kraj – smętny byle jaki, piękny i beznadziejny, rozpaczliwy i do bólu banalny, wzniosły i komediowy, szary jak mysz, i bury jak deszcz, i smętnie zwyczajny , raz do roku, właśnie o tej porze i taką jesienią, dostępuje czegoś w rodzaju łaski oraz obmycia ze wszystkich win. Amen, drodzy panstwo, amen.
Mężczyzna zachwycający sie w ten sposób krajobrazem ma w sobie cos niestosownego.

O papierzu:
I świętośc i pomniki zniweczą pamięć o nim. Zniknie jego człowieczeństwo, jego cierpienie, jego prostota, jego biale skarpetki i ciemnoczerwone pantofle i jego słowiaństwa twarz, z biegiem lat coraz bardziej upodobniająca się do twarzy ludzi ustawiających jego fotografie na parapetach wiejskich chałup. To wszystko zniknie zakute w brąz, przepadnie w woni kadzideł. Nikt nie powinien robić z niego świętego. Powinno m się dać swiąty spokój. Powinien żyć w ludowej legendzie jako nielegalny święty , jak święty nieortodoksyjny, do którego można się modlić o rzeczy dla urzędowych swiętch ni o przyjęcia, A może nawet trudne do zaakceptowania dla samogo Pana Boga. Amen

Amen

i o przyszlosci:
Futurologia zawsze budziła we mnie lekką odrazę, ponieważ wydawała mi się owocem tchórzostwa i dezercji, porzuceniem własnej kondycji. Nigy nie myślałem o przyszłości jako o jakimś rozwiązaniu. Przyszłośc jest zawsze ucieczką głupców. Zawsze lepiej jest obcować z bytami skończonymi niż z potencjalnymi. Po prostu przeszłość traktuje nas poważnie, czego nie można powiedzieć o przyszłości.(…)Pamięc jest niepodległa, rządzą nią jej wewnętrzne prawa sklerozy i chwilowych olśnień. Ilekroć próbujemy ją zdradzić, wychodzimy na żałosnych dupków, na godnych pogardy parweniuszy.

niedziela, 8 czerwca 2008

Sandomierz cz.1

Każdy ma jakąś traumę z dzieciństwa, niektórzy nazywają ją melancholią. To Dubravka Ugresić. Sandomierz w mojej głowie jest rzeczywistością schulzowską. Nie tylko przez pokrywające go łopiany, wrotycze i liszaje pamięci. Jest rzeczywistością zmitologizowaną. Podstawową cechą jej jest to, że nie istnieje. Nie da się do niej wrócić. Dlatego powroty do Sandomierza są traumą. Bo to jak chodzenie po trupie. Tym bardziej wulgarnym, że udaje, że wciąż żyje.

Sandomierz jest miastem nekrofilskim. Miasto w swoich opowieściach delektuje się krwią. Większość historii i legend odwołuje się do rzezi dominikanów podczas najazdu tatarskiego. Najsłynniejszym parkiem miejskim są Piszczele, wąwozy łączące nowe i Stare Miasto. Przez wieki deszcze wymywały lessową glinę, odsłaniając ludzkie kości, Stąd nazwa. Jeden z licznych kościołów, służą od wieków do czczenia kolejnych chwalebnych śmierci, kryje zabalsamowane zwłoki Morsztynówny, co to ni Polaka ni Niemca nie chciała, aż z tej niepokalanej świętości, po śmierci, jej ciało zaczęło roztaczać woń fiołków i bratków. W Sandomierzu odkryto na cmentarzu zwłoki ze śladami sekcji z początku XIX w.. Sekcje były wówczas zakazane przez Kościół, zaczęto je wykonywać dopiero w latach osiemdziesiątych XIX wieku na uniwersytetach, ale nie w takich małych, jak sandomierski szpitalach. Widocznie jakiś miejscowy medyk w ten nielegalny sposób uczył się anatomii.


Co więcej? Kilometry miasta sięgające kilkunastu metrów w dół. Niczym lustrzane odbicie zagrzebane w ziemi. Po co? W średniowieczu był tu tak dobry klimat, że okoliczne wzgórza pokrywały winnice. Sandomierz był drugą po Krakowie stolicą Małopolski, kupcy gromadzili towary i beczki z winem na sprzedaż. Siatka piwnic pokryła całe wzgórze, zryte jak ser. Efektem czego, w latach 70-tych, przed ostateczna renowacją i zasypaniem części z nich, sprzed kiosku zniknął facet, tak po prostu zapadając się znienacka. Część współczesnej mitologii miasta. Takie tam urban legend.

I katedra, everlasting love. Gesamstkunstwerk mieszczący wszelkie rodzaje sztuk, w tym przypadku plastycznych. Bizantyjskie freski, będące śladem kolonizacyjnych zapędów Jagiełły, chcącego zaszczepić na polski grunt sztukę Wschodu. Masochistyczne obrazy Karola de Prevost, z rzezią dominikanów, utrzymujący się w powietrzu narkotyczny zapach kadzidła i ubranych w białe komże, gładko przyczesanych ministrantów i putta Polejowskiego nad rokokowymi ołtarzami. Putta pokraczne, powykręcane skoliozą i trądem, o histerycznym, złośliwym spojrzeniu. Wybitny przykład rzeźby lwowskiej XVIII w.

c.d.n.





niedziela, 1 czerwca 2008

to nie design tworzy miejsce

I jeszcze tagline ze strony Majkut Design. Design który tworzy miejsce – kolejny raz Pan kłamie. Design nie tworzy miejsca. Miejsce tworzy genius. Wierzę w benjaminowską koncepcję działa niedokończonego, „dzieło jako pośmiertna maska koncepcji”. Szczególnie wnętrza niedokończonego, które poddaje się osobowości mieszkającego w nim człowieka. Dom zaprojektowany przez projektanta od A do Z, jest jak wybieg dla zwierząt. Istnieją fachowcy, którzy do osobowości czy raczej wyobrażenia na ten temat doprojektowują zawartość biblioteki. Chyba jednak wyobrażenia, bo ile jest książek o dotyczących pustki czy mitu o Naryzie? Musilowscy ludzie bez właściwości.

Oponentom, bowiem wśród moich znajomych słyszałam zachwyty nad ZT ( Zetami? ;P) jeszcze przyłożę cytatem Kuryłowicza jak torebką przez głowę: Złote Tarasy powinny otrzymać nagrody za kicz w każdej z możliwych kategorii. Są przykładem przeniesienia w nasze realia zupełnie obcych wzorców kulturowych bez szacunku dla otoczenia. Nawet jeśli przyjąć, że otoczenie jest obecnie podłej wartości - ulica Emilii Plater pełni rolę przystanku autobusowego, a Dworzec Centralny znajduje się w ruinie.
ZT nie mają żadnej relacji z ulicami, które w perspektywie mogą być ważnymi arteriami miejskimi. Kierunki każdego z wysokich budynków kompleksu są co najmniej przypadkowe, natomiast materiały, które zastosowano na elewacjach, wyczerpują niemal cały katalog dostępnych możliwości. Jest to bardzo zły projekt o niskiej wartości estetycznej. Spore emocje wzbudziła szklana struktura przykrywająca wnętrze. Niestety, jeśli porównać tę konstrukcję z wysublimowanymi rozwiązaniami stosowanymi na świecie, to widać, że i w tej warstwie mamy do czynienia z prymitywizmem.
ZT są dziełem grupy Jerde, która specjalizuje się w projektowaniu na terenie Kalifornii parków tematycznych. Warszawska porażka Amerykanów pokazuje, że można być mistrzem w tworzeniu klatek dla małp, ale projekt dużego kompleksu komercyjnego w śródmieściu europejskiej metropolii jest zadaniem po wielokroć trudniejszym.


I co jeszcze? Może pałacowe wnętrze Multikina nie na moje tampki? Na salonach bywam z rzadka, to fakt, ale jakoś nie odczuwałam dyskomfortu w Operze Wiedeńskiej.

Multikino w Złotych Tarasach

Jakiś barok postmodernistyczny albo co, fake, namiastka luksusu ale nie on sam. Albo wersja dla masy, co go dyskwalifikuje, bo luksus z definicji jest elitarny. Typowo popkulturowe zagranie: sprowadzenie rzeczy do jednego wymiaru, zatem barok sprowadzony do ornamentu. Nic bardziej mylnego, ale przecież nie jesteśmy w stanie przełknąć więcej, albo głębiej. Skądinąd konsekwencja w projektowaniu, dobre rzemiosło, chwytliwe, spełnia wymagania miejsca. Odwołanie do XIX operetki, jak z Lyncha, spodziewasz się karła wychodzącego zza kulis. Zagrania designerskie pasujące do sztuczek raczej niż do sztuki, sztukmistrza nie artysty. Jednocześnie doskonale zgrywa się z odwiedzającymi to miejsce ludźmi, 2 kluby niby ekskluzywne, a oni niby oryginalni. Nibybiusty pełzające na nibynóżkach.
A i jeszcze podajemy masowemu odbiorcy trendy wnętrzarskie sprzed lat. W sensie opozycji wobec minimalizmu, zwiastowanej przez projektantów jeszcze pod koniec lat 90., ale od jakiś dwóch lat, kiedy przedarło się do masowej estetyki, wykorzystywane do znudzenia, na wystawach Reserved, projektach telefonów Samsunga, etc. A trendsetterzy, ci stanowiący faktyczną awangardę, gdzieś ze środowiska Li Edelkoort, już pewnie wietrzą harmonię i spokój minmalizmu. Spoko, design nie musi być ponadczasowy, za 3 lata pójdzie do rebrandingu.

A właściwie jak powinno wyglądać takie wnętrze? Jak można coś dobrać do tego, by było harmonijne z architekturą zewnętrzną ,skoro Złote Tarasy grzeszą samą swoją obecnością. Kolos z pseudoartystycznym dachem odwrócony dupą nie tylko do Alei Jana Pawła (How you dare?) ale do całej Warszawy. Wnętrze Multikina to powtórzenie efektu Złotych Tarasów, tyle że dla tych, co mają się za półkę wyżej. Ci co potrafią ocenić żałość architektury ZT, zwykle nie potrafią już Multikina. Widzą kiepskie szycie ciuchów Reserved, ale już Royal Collection jest dla nich ok. Jest to wszak dużo lepiej zrobiony kicz.

Projektem tym chcieliśmy dokonać przeskoku jakościowego, pomiędzy obecnym standardem multipleksów a typową dla dużych sal koncertowych czy teatralnych, atmosferą podniosłości i święta sztuki. - powiedział Robert Majkut To również nasza odpowiedź na aspiracje Warszawy do włączenia się w europejskie życie kulturalne i artystyczne.. Proszę nie używać słów, których Pan nie rozumie, albo prędzej Pana pijarowiec.



piątek, 30 maja 2008

koty

Piotr Kofta pisze recenzje książki Lukasza Orbitowskiego o kotach: "zawsze zdawalo mi się, że pojęciem najlepiej opisującym istnienie kota w swiecie jest sen - kot jest ulepiony ze snu, to w nim prowadzi prawdziwe życie. Krótkie wizyty na jawie slużą mu do odpoczynku, zalatwienia paru niezbędnych spraw, odnalezienia miski i odrobiny czulosci. Kot nie może się tak naprawdę spotkać z czlowiekiem, bo wciąż się rozmijają. Żeby zbliżyć się do kota, czlowiek musialby snić kocie sny". Sedno! A czy zbliża mnie do Morfiny fakt, ze jej imię (znamienne w tym kontekscie) pewnego dnia po prostu mi się przysnilo? ;-D



Morfina Maria Polopiryna

piątek, 16 maja 2008

Żale nad Kulturą

Relaunch dodatku do Dziennika. PR dwoi się i troi, ze nareszcie oddzielenie dodatku TV od Kultury, że więcej tresci i, że repertuar kin. A gorszy papier i brak zszycia kluje w oczy. Przesunięte zdjęcia sprawiają, ze bohaterowie patrzą podwójnie (to taka retro forma animacji, jak dluzej zatrzymasz wzrok Mick Jagger do Ciebie mrugnie). Axel robi ostatni ruch, zeby ja uratowac? Dla mnie to raczej markowanie.

czwartek, 15 maja 2008

rankingow niezmiennie ciag dalszy

Chwalebne media rankinguja dalej. Narzekalam na brak Europejczykow w Timie, no to mamy swoj. Prestizowy miesiecznik (bardzo) Home & Market oglosil ranking najbardziej wplywowych kobiet w Polsce. Wsrod nagrodzonych m.in. Natasza Urbanska, Ewa Pacula. Buaahahahaha. Powinny dostac jeszcze odpowiednie statuetki, w modzie caly czas nazwy bóstw (cezary, oskary, ostatnio nawet hermesa znalazlam) i zwierząt (orly, gazele).

poniedziałek, 12 maja 2008

rankingi

Time opublikował coroczny ranking 100 najbardziej wpływowych osób. Wśród wymienionych Europejczyków jak na lekarstwo: Rem Koolhaas, architekt holenderskiego pochodzenia, właściwie obywatel świata, Tony Blair, ale jako „leaders & revolutionaries” ale wśród „heroes and pioneers”, jako peacemaker (a może bardziej jako autor „Cool Britania”). Poza tym jeszcze Radiohead za zerwanie z tradycyjnym modelem biznesu muzycznego, Neelie Kroes, komisarz ds. konkurencji UE, Karl Lagerfeld, Carine Roitfeld, szefowa francuskiego Vogue (bardziej wpływowa od Anny Wintour?). To mało jak na setkę nazwisk. Ranking budowany z punktu widzenia amerykańskiego mocarstwa czy po porstu jesteśmy poza nawiasem uwagi? Oczy Ameryki nie są zwrócone na Europę to jasne, ale ranking nie budzi zaufania. Każdy z bohaterów opisany jest przez inną sławną osobę, To w Time’ie tradycja. Co z tego, jak każdy opis jest panegirykiem bez krzty obiektywizmu. Berlusconi piszący pean na cześć Busha. Mąż stanu od siedmiu boleści. Bill Clinton dla Blaira, George Clooney dla Angeliny i Brata, Michelle Obama dla Oprah Winfrey, Marc Jacobs dla Takashi Murakami, Desmond Tutu o Peterze Gabrielu. Towarzystwo wzajemnej adoracji.

czwartek, 8 maja 2008

Kea jest zielona jest zielona jest zielona

Za falochronem łapczywe meltemi wyżarło kawałek powierzchni odkrywając nagie skały. Pradawne wybuchy wytrąciły siarkę i zabarwiły je na zielono. Teraz wyglądają w przekroju jak tort pistacjowy. Meltemi nadchodzi z północy niczym barbarzyńca, zziębnięty, pędzący znad Morza Czarnego wprost na greckie delicje. Z daleka wyciąga skostniałe palce i rzeźbi jęzorem smugi na torcie. Od dołu, by bogowie z góry nie spostrzegli spustoszenia. Omija zręcznie kwarcowe, migdałowe bakalie.



Stolica Key, Ioulis położona jest na kilkuset metrach. Ma morelowe domki i łososiowe dachy. Jest wyrafinowanie włoska, ma weneckie kastro, ratusz neorenesansowy i wille włoskie na zboczach (po definicję włoskiej willi odsyłam do Palladia). Do miasta wchodzi się od skalistego wybrzeża, ale uciec można tylną furtką napotykając wąską ścieżkę biegnąca do raju. Pejzaż zaczyna radośnie wrzeszczeć zielenią. Sady oliwkowe i gaje migdałowe, tarasy lekko zdziczałe, zachowały kształt ale pokryły się dywanem rumianków i powojników. Bielone mury wiejskiego cmentarza ze ścianą czarnozielonych cyprysów. Wąska ścieżka biegnie do archaicznej rzeźby śmiejącego się lwa, ale natura przyćmiła kulturę. Zachłyśnięcie się formami natury jest zaraźliwe. Robię zdjęcia W. i S. ( to już nie flora, to fauna :p). W. ćwiczy makrofotografię, pochylając się nad kolejnym sukulentem. Wyglądają ze S. jak doświadczeni adepci botaniki. Brakuje im siatek na motyle i retro kapeluszy. A ja po raz kolejny odkrywam, że sztuka jest wtórna, Jestem w samym środku impresjonizmu w czystej postaci.







środa, 7 maja 2008

cyklady c.d.

Kythnos

Świetność starego portu jest niemal niedostrzegalna ludzkim okiem. Mam wzrok starego historyka sztuki. Więc kiedy ginie architektura, jej ślady zdradzają mi stare drzewa. W Polsce miejsca dworów znaczą zdziczałe buki czerwonolistne. W Grecji tamaryszki rosną chyba też na dziko, ale te na Kythnos rosły wzdłuż plaży, właściwie cudem, ciągnąc wodę wprost z morza. Pobielone, na oko dwustuletnie. Kythnos rozwinęło się w XVIII jako kurort leczący egzemy i podagry. Trzęsienie ziemi zniszczyło baseny, gorące źródło z cennym żelazem wycieka wprost do morza. Pobliski hotel spa w typowej greckiej architekturze jest bezwiekowy, bez detali również dobrze mógłby powstać teraz jak dwa stulecia temu.

Kythnos, mimo początku sezonu, przesycone jest senną atmosferą. Bezruch starego uzdrowiska, jak z Czarodziejskiej Góry.

Tinos

Niedziela Wielkanocna. W piekarniach sprzedaje się chleby z zapieczonym jajkiem w czerwonej skorupce. W cerkwi słynącej z cudownego obrazu stoją ikony zakute w srebrne sukienki. Całe wnętrze cerkwi najeżone jest srebrnymi votami niczym mały arsenał, piętrzą się złożone w ofierze srebrne nogi, ręce, biusty. Powtarzają się często statki i kołyski. Odtworzone z detalami, pieczołowite. Filigran – arabska sztuka tkliwości.

Tinos ma duszę grecką ale serce weneckie. Świątynia powtarza w ludowy sposób fasadę katedry Św. Marka. Portowe kamienice odbijają wody zatoki w weneckich oknach (znaczy takich do podłogi).

Delos

Mityczne miejsce urodzin Apollina, najważniejsza po delfickiej wyrocznia w Helladzie. Siedziba słynnych kamiennych lwów, ale opanowana przez jaszczurki i polne maki, poświęcone bogini Demeter. Jedne i drugie dodają symboliki, starość i bezruch gada i wieczny sen (Now I lay me down to sleep Pray the lord my soul to keep If I die before I wake Pray the lord my soul to take). Początek maja na Delos to jak nasz koniec lipca. Prozerpina niestety już pakuje walizki.



Syros

1 maja w Grecji. Flagi państwowe i narodowe melodie ryczące z głośnika na pustym placu przed klasycystycznym ratuszem. Wyludnione miasto Ermopolis, największe na Cykladach.

Sounion

Świątynia na samym cyplu Attyki. Skalny taras widokowy dla doglądającego pańskim okiem boga mórz. Zatoczka z kotwicowiskiem jest pewniakiem dla amatorów kąpieli. Wiatr wwiewa do płytkiej zatoki górne warstwy wody, gwarantując temperaturę wyższą niż gdziekolwiek indziej.

poniedziałek, 5 maja 2008

mykonos

Oczywiste jest piękno Mykonos. I jak każde, łatwe w odbiorze, ulega komercjalizacji. Typowa ( stereotypowa?) architektura chory, poprzetykana wiatrakami. Wymaga wysiłku, by spojrzeć na wyspę inaczej, niż jak na setną kopię tej samej pocztówki czy reklamę „Visit Greece” na BBC Chanel. Więc kombinuję: mondrianowskie połączenie bieli muru, błękitu nieba skontrastowane z czerwienią nasady ramion. Pooddzielane, wzorem mistrza, szprychami skrzydeł. Tylko pion z poziomem się zatraca, obracany wiatrem o kilka stopni w prawo lub w lewo.



Maskotką miasta jest pelikan (kolejne pokolenie, pierwowzór stoi wypchany w muzeum). Zwierzęta z trudem się banalizują. Dlatego nigdy nie mam dość fotografowania obdarzonych naturalnym wdziękiem greckich kotów i akropolskich psów cwaniaków.
Pelikan urzęduje na trasie między chorą a przystanią dla promów. Droga działka, atrakcyjna. Ma do dyspozycji odwróconą łódź, niczym własne atelier. Jako tło służą maszty jachtów. Pozuje: czyści pióra, stroi miny. Patrzy: „ tak, wiem, co zrobić, takie czasy. Rybacy też porzucili stary biznes na rzecz turystyki. Wiatraki nie mielą już zboża, a ryby łowi flota japońska.” I poczłapał za winkiel.



Kiedyś pelikan był symbolem Chrystusa, poświęcenia i ofiary z samego siebie. Zgodnie z legendą, że w chwili braku pokarmu, samica pelikana rozrywa swe piersi by nakarmić młode. Takie tam stare opowieści, zbyt pretensjonalne jak na nasze czasy. Zabobony, dlatego pelikan się nimi nie chwali, tak jak starzy rybacy nie opowiadają już historii o dawnych wyprawach i zaplątanych w sieci nereidach i lamiach. Historie do lamusa. W pobliskiej dzielnicy artystów turyści piją do samego rana. Bulwar nadmorski zwany „małą Wenecją” jest bardzo subtelną rysą kolonizacji wyspy, podobnie ruiny kastro.

poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Inwazja barbarzyńców

Polacy wyjeżdżają na majówkę. Rubaszny dowcip turysty. Urlop, to musi być wesoło, nie?Nieważny dowcip (franc. esprit ;-D) , ważne żeby rechotać. Natura Polaka - być duszą towarzystwa. Wszystko jest powodem do taniego żartu. Tani żart, tanie dżinsy. Koszula w spodniach i pasek powyżej pępka. Turystyczny szyk, polski sznyt. Polacy się bratają , między sobą, między pokoleniowo. Gimnazjalne szczeniaki czują się dorosłe, naśladując swoich prymitywnych starych. Lecimy wszyscy razem, bezcześcić turystycznie Grecję.

W Polsce wiosna się zaczyna

Wiosna w polskiej rzeczywistości jest koherentna z jesienią. Łączy je porażenie brzydotą. Jesienią opadające liście rozbierają polski krajobraz ukazującą wszechpanującą szpetotę podwórek: narośla śmieci i liszaje rdzy na siatkach.
Wiosna ogałaca przechodniów z ubrań. W tramwajach w rozpiętych jesionkach pocą się stare ciała. Wylewają się z ubrań, za ciasnych po sezonie, połyskują nylonem blade łydki, niemal gombrowiczowskie.

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

avant garden



ewidentnie ostatnio bardziej chce mi sie patrzec i sluchac niz mówić i pisać ;-)))wiosna? albo praca, odreagowywanie - bo slowo piękno nie istnieje w swiadomosci marketerow ( istnieją bardziej przystępne okreslenia jak dizajn, czy visual identity)



patrzenie mnie definiuje najbardziej, bez wątpliwosci.

piątek, 18 kwietnia 2008

qotsa

stary sen z przed roku, musialam miec qotse w podswiadomosci: Sniły mi sie łosie, moze to symptom zblizajacych sie swiat? Rownie dobrze mogłam je wziac za renifery, wygladaly podobnie, a w snie wszystko definiuje przez nazwy, wiesz ze cos jest czyms, choc moze tak nie wygladac. . Łosie nie byly przyjazne, goniły mnie po całym miescie, biorąc odwet za wszystich mysliwych, po miescie brnełam w kaloszach po wodzie. Wyglądało jak podsuszona Wenecja, a ja jakbym biegła kanałami z resztkiami wody, było piękne zimowe słonce. Jeden o mało co mnie nie dopadł: próbowałam przejśc przez ogrodzenie z siatki, po myslalam ze łoś go nie sforsuje, ale guzik, jeszcze się zaplatałam w drut kolczasty. Nie tylko łosie były złosliwe i wstrętne w tym snie, ja równiez, udało mi sie z pomocą jakiś mężczyzn je złapać; trzymałam je potem w metalowych klatkach w piwnicy, takich konczących się na wysokości szyi, wystawały więc im same głowy. typowo dla mojego snienia łosie przekształciły się w zwykłe kobiety, i staly takie biedne w wąskich drucianych klatkach z wystającymi głowami.



i jeden z ladniejszych klipów tak w ogole:



I want something good to die for
To make it beautiful to live.
I want a new mistake, lose is more than hesitate


i jeden z piękniejszych koncertów tak w ogole to też, chociaz minęlo ze 4 lata.

wtorek, 15 kwietnia 2008

Analogowa wersja świata

Koncert w Lolku. Waglewski z Borutą Łęczyckim w ramach Luzz Fest (fajnie opakowana promocja klubu, P., specjalnie dla Ciebie i Twojej P. marketing szeptany na Web 2.0)

Wizualki zrobione za pomocą starych projektorów i akwareli. Niczym studio szalonego wynalazcy z lat 30. Bąblaste formy komórkowców markujące sylwetki muzyków na ścianach. Robił się z tego animowany (w rytm stukającej nogi Waglewskiego) dynamiczny rysunek tuszem.



Właściwie klip jest mocno pretensjonalny, zwłaszcza ta pseudohiszpańska tancerka, momentami irytująca. Wolałabym Maleńczuka w roli torreadora. A Waglewski miszcz w formie i tresci!

wtorek, 8 kwietnia 2008

wiosna

Slońce i fala zimnego powietrza ożywila twarze warszawiakow, zarozowila im policzki nadajac niewinny wyraz twarzy. Dziecięce buzie starszych ludzi.



U mnie jak w RMFie, zawsze dobra muzyka. I idealnie pasuje na rower: And we'll collect the moments one by one. I guess that's how the future's done oh o-o-o-o

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

I don't fucking care who the fuck fucks who, really.

To tyle a propos konwersacji w dniu dziejszym o pudelkach srelkach (parafrazując Majchrzaka). Brutalizacja jezyka jest konsekwencją brutalizacji rzeczywistosci. A co z moją konsekwencją w operowaniu slowem i krytykowaniu innych za nadużywaniu wulgaryzmów? Podlega to zasadzie "zaklócania porządku"?

niedziela, 6 kwietnia 2008

Wschód

Pojawiła się w księgarniach ciekawa książka o wyobrażeniach Wschodniej Europy, dokładnie Bałkanów w oczach zachodnich podróżników. Na pewno znajdzie się kilka ciekawych historii do przeklejenia do bloga. Mnie się natomiast przypomina opowieść Wolfganga Buchnera jak przemierzał na piechotę drogę z Berlina do Moskwy i spotykani miejscowi „wschód” zamieszczali zawsze ciut dalej na wschodzie. Wschód jako symbol zacofania,. Dla Niemców z byłego RFN-u są Ossie, dla tychże Polacy, dla Poznaniaków wschód jest od Warszawy, potem „ściana wschodnia” czyli ci co to zawsze na komuchów głosują i irytują postępowych Polaków, a na saksy na zachód jeżdzą. Dla Polaków, Białoruś i Ukraina, dla Lwiowiaków: Donieck i wyborcy Janukowycza, i tak dalej i tak dalej.

srające koty

Obsceniczność, jako nowa kategoria kulturowa? Nie, nie nowa, ale zyskuje na popularności. Sesja srającego kota jako wiadomość dnia na blogu A. (ups, powinnam napisać „defekującego”), M. wyszukujący wulgarne słowa opisujące brzydkie dziewczyny. Obscena, rynsztok, pornografia. A sprośność, nieobyczajność to słowa ze słownika prababci. Tymczasem kocham obsceny, prowokacje, które mają na celu zakłócenie porządku, a nie są normą. Mój ukochany artysta, Cy Twombly, dla którego nauczyłam się niemieckiego (niemiecki też bywa obsceniczny ;p)* jest obsceniczny, jest cielesny, do bólu, wręcz mięsny, smaruje obrazy farbą naśladując wydzieliny ciała i bazgroli na fragmentach malutkie penisy i wulgarne napisy. Niczym w miejskim toaletach ( notabene tego typu rysunki znajdowano w rzymskich łaźniach publicznych). Ale to zabawa zakamuflowana, bo obsceniczność zakłada spojrzenia ukradkiem, przymrużone oczy (z żartu lub rozkoszy) i uśmiech zawstydzenia. Wstyd to tez fajna kategoria poznawcza, nie mylić z poczuciem zażenowania.


*(jedyna o nim książka w bibliotece instytutowej, za to bite 600 stron. Jak Neo podczas nauki kung -fu, przeczytałam ją za jednym zamachem, wstałam i powiedziałam: „znam niemiecki”)



Obraz zatytułowany "wenus". Jeżeli chodzi o interpretacje tego obrazu to dla mnie oczywista oczywistosc: kobiecosc na poziomie cielesnym.



I jeszcze "Leda z labędziem", obraz na którym od energii i ferworu walki, albo mocowania się az pióra lecą ;-)

czwartek, 3 kwietnia 2008

Zaha Hadid w Warszawie

Mo sie zagapila bo to troche odgrzewany news (nawet raperzy pisza na blogach)ale bedziemy miec w Warszawie budynek Zahy Hadid. Zatem kolejna gwiazda architektury w Polsce. Wieżowiec troche jak żagiel, choć bardziej jak ogorek morski, ale tak czy inaczej z wodą z się kojarzy. Moze dzięki temu W. lepiej sie poczuje w Warszawie.


piątek, 28 marca 2008

zoo cd

"Warszawski ogród zoologiczny obchodzi 80. rocznicę powstania. Z tej okazji w Pałacu Prymasowskim Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz złożyła wszystkim pracownikom tej instytucji najlepsze życzenia"

... w wiedenskim zoo produkuja maskotki mrowkojadow, krokodyli, ibisów, flamingow, nietoperzy i wilkow. Wszystkie przeslodkie, do wyboru do koloru. Nowonarodzonemu pandziątku zrobiono taką reklamę, że trzeba stać w kolejce, żeby obejrzeć zwierzątko ( godziny wizyt są restrykcyjne). Berlin ze swojego Knuta zrobil nowy symbol miasta.....a u nas z okazji 80.lecia uscisk dloni i cieple slowo Pani Wladzy. Brawo. Po 20 latach chyba wiele sie nie zmienilo.

wtorek, 25 marca 2008

zoo

Dość grafomanskich analiz i metafor, prosta historia z wiedeńskiego zoo, wlasciwie historia milosna: Ona go iska, pieści, masuje, czasem po nim łazi a czasem po prostu jest. Za to on ją nosi na rękach, tfu właściwie na grzbiecie. Wbrew schematom i ogólnie panującej tendencji, żeby wybierać podobnych sobie.

Może też być jak z Ezopa: była sobie raz małpa (że niby wredna?) i kozioł (że niby głupi? albo jak cap, kierowany przez chucie i żądze ;-P) ....



poniedziałek, 24 marca 2008

Melk

Rzemiosło w służbie Kościoła i nowe media w służbie idei. Słowem (sic!), wystawa multimedialna w opactwie w Melku. Przechodzącego z sali do sali zwiedzającego witają szmery i szepty życia klasztornego. Śpiewy polifoniczne w salach z artefaktami średniowiecznymi. Potem figura Chrystusa, w duchu włoskiego ducenta z surową, mongolską twarzą Jesusa, tak piękna, że wyeksponowana w osobnej Sali, ascetycznej jak ona sama. A potem po przekroczeniu progu, zaczyna rozbrzmiewać koncert organowy i w lustrzanych ścianach odbijają się tysiące złotych płatków, oblepiających siedemnastowieczne monstrancje, kielichy i ornaty. Teksty, słowa, wyrazy, na ścianach na lustrach, na drzwiach, wyświetlane z projektorów, nierealne – rzucające tylko cień, albo odbijające się na twarzach zwiedzających – przypominają, że pracą benedyktyńskich skrybów było słowo. Ora et labora? Raczej lecta ergo oro. (Biblioteka w klasztorze, jeden z piękniejszych zbiorów, też zobowiązuje).

niedziela, 23 marca 2008

Melk. Wystawa pokazujące historię opactwa benedyktynów (to stąd pochodzil Adso, mlody mnich z Imienia Róży), dzis zdjęcia, a więcej wkrótce, bo wystawa oczarowywuje i wymaga czasu na werbalizacje wrażenia.







sobota, 22 marca 2008

Etiuda

Trwa wystawa w Luwrze pokazująca mit Babilonu w kulturze nowożytnej Europy. Stereotypowe wyobrażenie nierządnicy babilońskiej i symbol zepsucia kontra stan faktyczny: archeologiczne świadectwa potęgi i gryfy z bramy Isztar. Warte zobaczenia, bo uświadamia istnienie „wyobrażenia”, które staje się elementem kulturowym. „Wyobrażenie” jako element budowania tradycji kontra paradygmat oryginalności. „Make it real”, „make it orginal”, hiperrzeczywiostość jak z książek Baudillarda. W czasie zwiedzania Partenonu, miesiąc temu zostałam zaatakowana przez towarzyszy powinnością oryginalności. Akropol cały w rusztowaniach, a im się marzy pełna rekonstrukcja w kształcie z czasów Peryklesa. Oślepiła by ich jaskrawość kolorów. Nikt nie pamięta, nie nosimy tego w pamięci kulturowej (nawet ci, po h.s.), że świątynie greckie, posągi były kiedyś jaskrawo malowane. Ich pełna rekonstrukcja byłaby zamachem na 2000 lat tradycji. Pozbawieni świadomości hiperrealiści na wakacjach w Grecji żądają dosłowności. A Akropol odbudowuje się w kształcie z pocz. XIX w. (zwiedzający muskają wzrokiem datę, obojętnie, nic sobie nie robiąc z tego że stoi za nią dziesiątki lat dyskursu muzealników).

Polacy czekają na samoloty: czytają, piszą zaległe smsy, patrzą nieruchomo przed siebie, czasem rozmawiają tylko ze znajomymi), obserwują innych (obcych, choć rzadko, teraz mnie). Czas inbetween, luka nieprzewidziana więc niezagospodarowana, nuda z którą czujemy się źle.

Czekając, próbuję przybrać minę obojętną. Ukryć ekscytację wyjazdem, udać znudzonego rutyną podróżnego, który do lotów samolotów podchodzi jak do jazdy tramwajem. Coś jest na rzeczy, wracając w dzieciństwie w pierwszych dniach września od babci, przez Warszawę, patrzyłam z zazdrością na miejsko ubranych warszawiaków na przystankach tramwajowych, ze znudzeniem chowających się przed deszczem. Marzyłam by kiedyś miasto stało się dla mnie takim samym tłem codzienności, rzeczywistością na tyle powszechną, że niezauważalną.

Zgubił się gdzieś obserwujący mnie od kilku minut przystojny 50-latek. Złapałam się na tym, że szukam go wzrokiem ( Znalazł się, udał się na spacer by przypadkiem zerknąć mi przez ramię, co takiego zapisuje na fragmentach gazety).

poniedziałek, 10 marca 2008

I hurt myself today



I hurt myself today
to see if I still feel
I focus on the pain
the only thing that's real
the needle tears a hole
the old familiar sting
try to kill it all away
but I remember everything
what have I become?
my sweetest friend
everyone I know
goes away in the end
and you could have it all
my empire of dirt

I will let you down
I will make you hurt

I wear this crown of thorns
upon my liar's chair
full of broken thoughts
I cannot repair
beneath the stains of time
the feelings disappear
you are someone else
I am still right here

what have I become?
my sweetest friend
everyone I know
goes away in the end
and you could have it all
my empire of dirt

I will let you down
I will make you hurt

if I could start again
a million miles away
I would keep myself
I would find a way

sobota, 8 marca 2008

Ateny

Grecja powitała nas w mało klasyczny sposób: od rana, w metrze i na ulicach towarzyszyły nam, przebrane za wróżki, księżniczki i zwierzęta dzieci. Wieczorem, dołączyli do nich dorośli w strojach czarownic, piratów i rzezimieszków. Ateńczycy, pozbawieni ciekawskich spojrzeń turystów, żegnali zimę ludycznie i pogańsko.

Stroje przebierańców Ateńczycy noszą dumnie, nie wywołują na ich twarzach chichotu zawstydzenia. I słusznie, rytuały przejścia to nie zabawa, koniec zimy, początek wegetacji to czas graniczny, moment nadzwyczajnej aktywności duchów. A przebieranki dają szansę, że duchy się nie połapią ktoś zacz. Drobne złośliwe chochliki nie grzeszą inteligencją. Inaczej niż blondynki, urodą też nie. A mądrzejsi bogowie w strefie granicznej nie grasują.





Twarze Greków są bezwstydne i pogańskie, archaiczne w swojej topornej urodzie. Klasyczna rzeźba to ideał, który rzadko materializuje się w naturze.

Grecja jest krainą nawiedzoną. Straszy na każdym kroku. Każde miejsce ma swojego ducha i swoją historię: xoticas, przybysze z innej rzeczywistości, lamie, ganiające żeglarzy, drymesy, grasujące na pożegnanie zimy, lycanthropois czyli wilkołaki, katavothras oblekające formę wielkich myszy z ogromnymi uszami i smerdaki, pojawiają się jako małe kotki, płaczące głosem dzieci. Stringlos pozbawione formy, sygnalizujące obecność tętentem galopujących koni w głębokich parowach. Na wiele duchów skuteczne są zioła: kąpiel w laurze i rozmarynie chronią nowonarodzone dzieci przed ciemnymi mocami. Podobnie ofiara z chleb, miodu, białych migdałów i kwiatów polnych goździków. Na te które nie odchodzą po dobroci, podobno skuteczny jest też nóż z czarną rękojeścią.

Pozostają jeszcze vrykolakas czyli wampiry. Maria Janion twierdzi, że to wymysł słowiański. Istotnie, może na teren Grecji przyszły z Bałkanów przez Macedonię, ale podobno na Cyklady te wpływy nie dochodzą, tymczasem roiło się od nich na rozstajach dróg na Santorini, zanim nie przegnały je tłumy pijanych Angoli.

Żeglujemy w kierunku Eginy, za dnia, przy pełnym słońcu i wiejącym sirocco. Nie gonią nas nereidy, syreny ni lamie (albo w naszej ślepocie turystycznej ich nie widzimy).

O silnej aktywności duchów świadczą liczne kapliczki: obowiązkowe na rozstajach dróg i szczytach gór. Powielane w nieskończoność niczym matrioszki: kaplice, kapliczki i kapliciątka. Białe, grubo bielone symetryczne, oparte o plan krzyża greckiego. Jak na całym świecie, szczyty gór pozostają we władaniu ciemnych mocy. Na Cykladach gór jest sporo, a kiedyś dymiło się z każdego niemal wierzchołka By uniemożliwić lądowanie ciemnych mocy, znaczy się teren swoim symbolem. Małe białe domki kontra moce piekielne.

Oprócz gór, dróg, północy i południa, straszy też na terenach na wykopaliskach: świeżych, na Santorini i Akrotiri. Niewiele krajów ma na swoim koncie tak słynne, dramatyczne bitwy, jak Grecy: Marathon, Termopile, Salamina, później Platea, Navarino i Missolonghi. Pauzaniasz pisze, że w jego czasach pole bitwy pod Maratonem, nawiedzane było przez duchy poległych Persów. 2 tysiące lat po słynnej bitwie, w okolicach Vrany wciąż można usłyszeć rżenie koni, szczęk mieczy i nawoływania ludzi.

Śmierć w wyobrażeniach Greków nie jest szkieletem z kosą ale jest potężnym jest potężnym jeźdźcem z gorejącymi oczyma. Dawny Charon z czasem zmienił imię na Charos, opuścił łódź na Styksie i galopuje na koniu, zabierając dusze zmarłym, którym Moiry uplotły nie dość życia.



W XIX w. w Atenach popularna była historia o dorożkarzu, który w nocy został wezwany pod kościół Św. Mavrosa, gdzie zabrał ubraną na czarno staruszkę. Kazała się zawieźć pod Pomnik Lysikratesa, który w tamtym okresie sąsiadował z klasztorem-szpitalem, w którym m.in. nocował Byron. Kiedy przybyli na miejsce, okazało się, że z dorożki wysiadła nie jedna ale trzy kobiety podobnie ubrane, które rozmyły się w wieczornej mgle, nie płacą kierowcy ani grosza. Następnego dnia w sąsiedztwie wybuchła zaraza cholery. Brrrrr ;-)

sobota, 23 lutego 2008

Monika Zawadzka

Wernisaż zapowiadający książkę Monika Zawadzkiej. Skądinąd bardzo ladne piktogramy ale nie znajduje dla nich miejsca w galerii. W przestrzeni publicznej, galerii out of home ( slowo outdoor jest de mode), tak. Skoro wymaga refleksji 5 sekundowej, możemy ją uchwycić spojrzeniem na 5 sekund przejeżdzając tramwajem. Ale kilkudziesięciominutowa wyprawa do muzeum czy galerii srawia ze czekam na cos więcej: refleksje, kontemplacje, a nie blyskotliwy żart.Tęsknie za sztuką elitarną i mam alergię na sztukę nowoczesną. Od polowy wieku to, co jest sztuką okreslają krytycy sztuki, no czasem artysci (których mianem okrzyknęli wczesniej jedni drugich). Mam wiec prawo jak nikt, kontestować sztukę wspólczesną bez zarzutu, że sie nie znam

.... wernisaze, odrobine lepsza forma eventu. Tez naplywaja celebryci, tylko z okladek Exclusiv'a a nie Party. Kwestia innego targetowania.

niedziela, 17 lutego 2008

babol roku.

"Twoj Styl" - pierwszy numer pod męskim kierownictwem Szmidta publikuje artykul O Kazi Szczuce. Konkluzja niczym z bajki: oto upadla bohaterka, przechodzi przemianę i odnajduje swoje miejsce w życiu. Upadla bohaterka z domu, gdzie panują tradycyjne relacje, gdzie matka podaje kapcie i gazete, zostaje walczącą feministką, ba doktorantką by wreszcie zakochać się i skończyć spelniona u boku mężczyzny... gotując mu obiady. Wprawdzie nie schabowy ale wedlug pięciu przemian. Znaczy nowoczesnie. Brawa dla autorow tesktu i bohaterki. Kazia, ktorej mistrzyni obala stereotypy, zwlaszcza te dotyczące plci daje sobie zrobić co takiego! Przyznaje swoją prywatną malinę czyli babol roku.

poniedziałek, 11 lutego 2008

tagliny

a propos slow, Maryja w chwili Zwiastowania powiedziala znamienne slowa: "Fiat" ( po lacinie: "niech sie stanie") dlczego nikt tego jeszcze nie wykorzystal w reklamie?

poza tym proponuje konkurs dla agnecji eventowych i nagroda specjalna "Najbardziej niewydarzone wydarzenie" ;-)

niedziela, 10 lutego 2008

Mediterinium

W wiekach starożytnych brzegi Mare Nostrum porosnięte bylo gęstymi lasami. Wyrąbano je jeszcze za czasów Rzymian. W IX i X wieku Arabowie przywiezli z dalekiego Wschodu sadzonki drzewek pomarańczowych i cytrynowych i palmy daktylowe. Renesansowi konkwiskadorzy z Zachodu rozplenili krzaki opuncji. W ten sposob powstawal dzisiejszy krajobraz Srodziemnomorza. Kolejny temat dla uczniów F. Braudela: historia kultury europejskiej pisana z perspektywy zmieniającego się krajobrazu naturalnego, dokonywanego rękami czlowieka.

slowa slowa slowa

Sposób operowana językiem okresla nasz stosunek do rzeczywistosci. Granice mojego języka wyznaczają granice mego swiata ( Wittgenstein). Moja praca skazuje mnie na wieczny konflikt z samym sobą, dlatego będę w nieskonczonosc redefiniować swoje stanowisko pracy (dopóki mnie nie zwolnią). Slowa nie mające slużyć manipulacji, a wyrażające istotę swiata. (Istota zreszta coraz czesciej bywa drugorzędna,istotę zwycięża forma:kalki językowe i banal cytatu. Ostatnie slowa Goethego są dobrym haslem reklamowym dla producenta żarówek).
Przez ostatnie miesiące które niebawem przejdą w lata, komunikuje się slowem pisanym. Flirt, romans, pieszczota, sex za pomocą slów. Zastępują musnięcia, pieszczoty, spojrzenia. Ale slowa zostawiają slady, uczą ostrożnosci, wagi. Nie wymachuje sie slowem jak szabelką.
.....mogą być manifestem i manifestacją, apelem, ukonstytuowaniem, inwokacją, ostatnią wolą. Jedyną formą wolnosci, aktem wolnosci bo nikt nie moze zamknąc ci ust.

czwartek, 7 lutego 2008

Polska tradycja

Dawno dawno temu Polskę porastaly knieje i puszcze. Prawdziwi Polacy zajmowali sie tropieniem, łowieniem i polowaniem. To piekne zajecie na zawsze pozostalo w naszej krwi po dzis dzień, dlatego najczęstsza metoda w polskim biznesie polega na szukaniu jelenia exequo z ustrzeleniem łosia. Mistrzowie jednego strzalu, niczym mickiewiczowski ksiądz Robak.

niedziela, 3 lutego 2008

Sny o sukienkach

Idealna noc dla wielu kobiet: sny o sukienkach.. Przez całą noc z zadziwiającą konsekwencją mierzysz, przeglądasz się przed lustrem i ……… w każdej wyglądasz rewelacyjnie. Beże w odcieniach kawy z mlekiem, zielone żółcienie, jak złoto z Ałtaju, połyskujące fiolety, aksamitne czernie, kokardki, marszczenia. Krepiny, aksamity, atłasy, brokaty. Kryształowe lustra i szpilki asystującego krawca, i tak przez całą noc. Cudowne, biorąc pod uwagę, że ostatnio sni mi się E.B i Sala Kongresowa. brr


Siedząc nad żmudnymi tekstami w nowej pracy, wymyślam aforyzmy:
Do Piarowców: Przestrzegajmy zasad CSR, szanujmy niepełnosprawnych, ale nie róbmy kalek językowych.


Z czasem blog staje się rozmową i polemiką adresowana do konkretnych osób:

Pablo Picasso i Francis Gilot – 40 lat różnicy, on został ojcem w wieku 80 lat
Salvator Dali i jego Gala – 10 lat, ona starsza
Renato Guttuso i Marta Marzotto – 20 lat
Artistoteles Onassis i Jacquline Kennedy - 23 lata
Pavarotti i Nicoletta Mantovani– 35 lat
Andrzej Zulawski i Sophie Marceau - 26 lat
Karell Gott I Ivanka Machackova – 37 lat
Sarko i Carla Bruni - 12 lat
Sandra Lewandowska i Jerzy Maksymiuk – 30 lat różnicy, hahahaha, rozpędzam się, ale Łyżwinskiemu daruje ;p