poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Inwazja barbarzyńców
Polacy wyjeżdżają na majówkę. Rubaszny dowcip turysty. Urlop, to musi być wesoło, nie?Nieważny dowcip (franc. esprit ;-D) , ważne żeby rechotać. Natura Polaka - być duszą towarzystwa. Wszystko jest powodem do taniego żartu. Tani żart, tanie dżinsy. Koszula w spodniach i pasek powyżej pępka. Turystyczny szyk, polski sznyt. Polacy się bratają , między sobą, między pokoleniowo. Gimnazjalne szczeniaki czują się dorosłe, naśladując swoich prymitywnych starych. Lecimy wszyscy razem, bezcześcić turystycznie Grecję.
W Polsce wiosna się zaczyna
Wiosna w polskiej rzeczywistości jest koherentna z jesienią. Łączy je porażenie brzydotą. Jesienią opadające liście rozbierają polski krajobraz ukazującą wszechpanującą szpetotę podwórek: narośla śmieci i liszaje rdzy na siatkach.
Wiosna ogałaca przechodniów z ubrań. W tramwajach w rozpiętych jesionkach pocą się stare ciała. Wylewają się z ubrań, za ciasnych po sezonie, połyskują nylonem blade łydki, niemal gombrowiczowskie.
Wiosna ogałaca przechodniów z ubrań. W tramwajach w rozpiętych jesionkach pocą się stare ciała. Wylewają się z ubrań, za ciasnych po sezonie, połyskują nylonem blade łydki, niemal gombrowiczowskie.
poniedziałek, 21 kwietnia 2008
avant garden

ewidentnie ostatnio bardziej chce mi sie patrzec i sluchac niz mówić i pisać ;-)))wiosna? albo praca, odreagowywanie - bo slowo piękno nie istnieje w swiadomosci marketerow ( istnieją bardziej przystępne okreslenia jak dizajn, czy visual identity)

patrzenie mnie definiuje najbardziej, bez wątpliwosci.
piątek, 18 kwietnia 2008
qotsa
stary sen z przed roku, musialam miec qotse w podswiadomosci: Sniły mi sie łosie, moze to symptom zblizajacych sie swiat? Rownie dobrze mogłam je wziac za renifery, wygladaly podobnie, a w snie wszystko definiuje przez nazwy, wiesz ze cos jest czyms, choc moze tak nie wygladac. . Łosie nie byly przyjazne, goniły mnie po całym miescie, biorąc odwet za wszystich mysliwych, po miescie brnełam w kaloszach po wodzie. Wyglądało jak podsuszona Wenecja, a ja jakbym biegła kanałami z resztkiami wody, było piękne zimowe słonce. Jeden o mało co mnie nie dopadł: próbowałam przejśc przez ogrodzenie z siatki, po myslalam ze łoś go nie sforsuje, ale guzik, jeszcze się zaplatałam w drut kolczasty. Nie tylko łosie były złosliwe i wstrętne w tym snie, ja równiez, udało mi sie z pomocą jakiś mężczyzn je złapać; trzymałam je potem w metalowych klatkach w piwnicy, takich konczących się na wysokości szyi, wystawały więc im same głowy. typowo dla mojego snienia łosie przekształciły się w zwykłe kobiety, i staly takie biedne w wąskich drucianych klatkach z wystającymi głowami.
i jeden z ladniejszych klipów tak w ogole:
I want something good to die for
To make it beautiful to live.
I want a new mistake, lose is more than hesitate
i jeden z piękniejszych koncertów tak w ogole to też, chociaz minęlo ze 4 lata.
i jeden z ladniejszych klipów tak w ogole:
I want something good to die for
To make it beautiful to live.
I want a new mistake, lose is more than hesitate
i jeden z piękniejszych koncertów tak w ogole to też, chociaz minęlo ze 4 lata.
wtorek, 15 kwietnia 2008
Analogowa wersja świata
Koncert w Lolku. Waglewski z Borutą Łęczyckim w ramach Luzz Fest (fajnie opakowana promocja klubu, P., specjalnie dla Ciebie i Twojej P. marketing szeptany na Web 2.0)
Wizualki zrobione za pomocą starych projektorów i akwareli. Niczym studio szalonego wynalazcy z lat 30. Bąblaste formy komórkowców markujące sylwetki muzyków na ścianach. Robił się z tego animowany (w rytm stukającej nogi Waglewskiego) dynamiczny rysunek tuszem.
Właściwie klip jest mocno pretensjonalny, zwłaszcza ta pseudohiszpańska tancerka, momentami irytująca. Wolałabym Maleńczuka w roli torreadora. A Waglewski miszcz w formie i tresci!
Wizualki zrobione za pomocą starych projektorów i akwareli. Niczym studio szalonego wynalazcy z lat 30. Bąblaste formy komórkowców markujące sylwetki muzyków na ścianach. Robił się z tego animowany (w rytm stukającej nogi Waglewskiego) dynamiczny rysunek tuszem.
Właściwie klip jest mocno pretensjonalny, zwłaszcza ta pseudohiszpańska tancerka, momentami irytująca. Wolałabym Maleńczuka w roli torreadora. A Waglewski miszcz w formie i tresci!
wtorek, 8 kwietnia 2008
wiosna
Slońce i fala zimnego powietrza ożywila twarze warszawiakow, zarozowila im policzki nadajac niewinny wyraz twarzy. Dziecięce buzie starszych ludzi.
U mnie jak w RMFie, zawsze dobra muzyka. I idealnie pasuje na rower: And we'll collect the moments one by one. I guess that's how the future's done oh o-o-o-o
U mnie jak w RMFie, zawsze dobra muzyka. I idealnie pasuje na rower: And we'll collect the moments one by one. I guess that's how the future's done oh o-o-o-o
poniedziałek, 7 kwietnia 2008
I don't fucking care who the fuck fucks who, really.
To tyle a propos konwersacji w dniu dziejszym o pudelkach srelkach (parafrazując Majchrzaka). Brutalizacja jezyka jest konsekwencją brutalizacji rzeczywistosci. A co z moją konsekwencją w operowaniu slowem i krytykowaniu innych za nadużywaniu wulgaryzmów? Podlega to zasadzie "zaklócania porządku"?
To tyle a propos konwersacji w dniu dziejszym o pudelkach srelkach (parafrazując Majchrzaka). Brutalizacja jezyka jest konsekwencją brutalizacji rzeczywistosci. A co z moją konsekwencją w operowaniu slowem i krytykowaniu innych za nadużywaniu wulgaryzmów? Podlega to zasadzie "zaklócania porządku"?
niedziela, 6 kwietnia 2008
Wschód
Pojawiła się w księgarniach ciekawa książka o wyobrażeniach Wschodniej Europy, dokładnie Bałkanów w oczach zachodnich podróżników. Na pewno znajdzie się kilka ciekawych historii do przeklejenia do bloga. Mnie się natomiast przypomina opowieść Wolfganga Buchnera jak przemierzał na piechotę drogę z Berlina do Moskwy i spotykani miejscowi „wschód” zamieszczali zawsze ciut dalej na wschodzie. Wschód jako symbol zacofania,. Dla Niemców z byłego RFN-u są Ossie, dla tychże Polacy, dla Poznaniaków wschód jest od Warszawy, potem „ściana wschodnia” czyli ci co to zawsze na komuchów głosują i irytują postępowych Polaków, a na saksy na zachód jeżdzą. Dla Polaków, Białoruś i Ukraina, dla Lwiowiaków: Donieck i wyborcy Janukowycza, i tak dalej i tak dalej.
srające koty
Obsceniczność, jako nowa kategoria kulturowa? Nie, nie nowa, ale zyskuje na popularności. Sesja srającego kota jako wiadomość dnia na blogu A. (ups, powinnam napisać „defekującego”), M. wyszukujący wulgarne słowa opisujące brzydkie dziewczyny. Obscena, rynsztok, pornografia. A sprośność, nieobyczajność to słowa ze słownika prababci. Tymczasem kocham obsceny, prowokacje, które mają na celu zakłócenie porządku, a nie są normą. Mój ukochany artysta, Cy Twombly, dla którego nauczyłam się niemieckiego (niemiecki też bywa obsceniczny ;p)* jest obsceniczny, jest cielesny, do bólu, wręcz mięsny, smaruje obrazy farbą naśladując wydzieliny ciała i bazgroli na fragmentach malutkie penisy i wulgarne napisy. Niczym w miejskim toaletach ( notabene tego typu rysunki znajdowano w rzymskich łaźniach publicznych). Ale to zabawa zakamuflowana, bo obsceniczność zakłada spojrzenia ukradkiem, przymrużone oczy (z żartu lub rozkoszy) i uśmiech zawstydzenia. Wstyd to tez fajna kategoria poznawcza, nie mylić z poczuciem zażenowania.
*(jedyna o nim książka w bibliotece instytutowej, za to bite 600 stron. Jak Neo podczas nauki kung -fu, przeczytałam ją za jednym zamachem, wstałam i powiedziałam: „znam niemiecki”)

Obraz zatytułowany "wenus". Jeżeli chodzi o interpretacje tego obrazu to dla mnie oczywista oczywistosc: kobiecosc na poziomie cielesnym.

I jeszcze "Leda z labędziem", obraz na którym od energii i ferworu walki, albo mocowania się az pióra lecą ;-)
*(jedyna o nim książka w bibliotece instytutowej, za to bite 600 stron. Jak Neo podczas nauki kung -fu, przeczytałam ją za jednym zamachem, wstałam i powiedziałam: „znam niemiecki”)

Obraz zatytułowany "wenus". Jeżeli chodzi o interpretacje tego obrazu to dla mnie oczywista oczywistosc: kobiecosc na poziomie cielesnym.

I jeszcze "Leda z labędziem", obraz na którym od energii i ferworu walki, albo mocowania się az pióra lecą ;-)
czwartek, 3 kwietnia 2008
Zaha Hadid w Warszawie
Mo sie zagapila bo to troche odgrzewany news (nawet raperzy pisza na blogach)ale bedziemy miec w Warszawie budynek Zahy Hadid. Zatem kolejna gwiazda architektury w Polsce. Wieżowiec troche jak żagiel, choć bardziej jak ogorek morski, ale tak czy inaczej z wodą z się kojarzy. Moze dzięki temu W. lepiej sie poczuje w Warszawie.


piątek, 28 marca 2008
zoo cd
"Warszawski ogród zoologiczny obchodzi 80. rocznicę powstania. Z tej okazji w Pałacu Prymasowskim Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz złożyła wszystkim pracownikom tej instytucji najlepsze życzenia"
... w wiedenskim zoo produkuja maskotki mrowkojadow, krokodyli, ibisów, flamingow, nietoperzy i wilkow. Wszystkie przeslodkie, do wyboru do koloru. Nowonarodzonemu pandziątku zrobiono taką reklamę, że trzeba stać w kolejce, żeby obejrzeć zwierzątko ( godziny wizyt są restrykcyjne). Berlin ze swojego Knuta zrobil nowy symbol miasta.....a u nas z okazji 80.lecia uscisk dloni i cieple slowo Pani Wladzy. Brawo. Po 20 latach chyba wiele sie nie zmienilo.
... w wiedenskim zoo produkuja maskotki mrowkojadow, krokodyli, ibisów, flamingow, nietoperzy i wilkow. Wszystkie przeslodkie, do wyboru do koloru. Nowonarodzonemu pandziątku zrobiono taką reklamę, że trzeba stać w kolejce, żeby obejrzeć zwierzątko ( godziny wizyt są restrykcyjne). Berlin ze swojego Knuta zrobil nowy symbol miasta.....a u nas z okazji 80.lecia uscisk dloni i cieple slowo Pani Wladzy. Brawo. Po 20 latach chyba wiele sie nie zmienilo.
wtorek, 25 marca 2008
zoo
Dość grafomanskich analiz i metafor, prosta historia z wiedeńskiego zoo, wlasciwie historia milosna: Ona go iska, pieści, masuje, czasem po nim łazi a czasem po prostu jest. Za to on ją nosi na rękach, tfu właściwie na grzbiecie. Wbrew schematom i ogólnie panującej tendencji, żeby wybierać podobnych sobie.
Może też być jak z Ezopa: była sobie raz małpa (że niby wredna?) i kozioł (że niby głupi? albo jak cap, kierowany przez chucie i żądze ;-P) ....


Może też być jak z Ezopa: była sobie raz małpa (że niby wredna?) i kozioł (że niby głupi? albo jak cap, kierowany przez chucie i żądze ;-P) ....


poniedziałek, 24 marca 2008
Melk
Rzemiosło w służbie Kościoła i nowe media w służbie idei. Słowem (sic!), wystawa multimedialna w opactwie w Melku. Przechodzącego z sali do sali zwiedzającego witają szmery i szepty życia klasztornego. Śpiewy polifoniczne w salach z artefaktami średniowiecznymi. Potem figura Chrystusa, w duchu włoskiego ducenta z surową, mongolską twarzą Jesusa, tak piękna, że wyeksponowana w osobnej Sali, ascetycznej jak ona sama. A potem po przekroczeniu progu, zaczyna rozbrzmiewać koncert organowy i w lustrzanych ścianach odbijają się tysiące złotych płatków, oblepiających siedemnastowieczne monstrancje, kielichy i ornaty. Teksty, słowa, wyrazy, na ścianach na lustrach, na drzwiach, wyświetlane z projektorów, nierealne – rzucające tylko cień, albo odbijające się na twarzach zwiedzających – przypominają, że pracą benedyktyńskich skrybów było słowo. Ora et labora? Raczej lecta ergo oro. (Biblioteka w klasztorze, jeden z piękniejszych zbiorów, też zobowiązuje).
niedziela, 23 marca 2008
sobota, 22 marca 2008
Etiuda
Trwa wystawa w Luwrze pokazująca mit Babilonu w kulturze nowożytnej Europy. Stereotypowe wyobrażenie nierządnicy babilońskiej i symbol zepsucia kontra stan faktyczny: archeologiczne świadectwa potęgi i gryfy z bramy Isztar. Warte zobaczenia, bo uświadamia istnienie „wyobrażenia”, które staje się elementem kulturowym. „Wyobrażenie” jako element budowania tradycji kontra paradygmat oryginalności. „Make it real”, „make it orginal”, hiperrzeczywiostość jak z książek Baudillarda. W czasie zwiedzania Partenonu, miesiąc temu zostałam zaatakowana przez towarzyszy powinnością oryginalności. Akropol cały w rusztowaniach, a im się marzy pełna rekonstrukcja w kształcie z czasów Peryklesa. Oślepiła by ich jaskrawość kolorów. Nikt nie pamięta, nie nosimy tego w pamięci kulturowej (nawet ci, po h.s.), że świątynie greckie, posągi były kiedyś jaskrawo malowane. Ich pełna rekonstrukcja byłaby zamachem na 2000 lat tradycji. Pozbawieni świadomości hiperrealiści na wakacjach w Grecji żądają dosłowności. A Akropol odbudowuje się w kształcie z pocz. XIX w. (zwiedzający muskają wzrokiem datę, obojętnie, nic sobie nie robiąc z tego że stoi za nią dziesiątki lat dyskursu muzealników).
Polacy czekają na samoloty: czytają, piszą zaległe smsy, patrzą nieruchomo przed siebie, czasem rozmawiają tylko ze znajomymi), obserwują innych (obcych, choć rzadko, teraz mnie). Czas inbetween, luka nieprzewidziana więc niezagospodarowana, nuda z którą czujemy się źle.
Czekając, próbuję przybrać minę obojętną. Ukryć ekscytację wyjazdem, udać znudzonego rutyną podróżnego, który do lotów samolotów podchodzi jak do jazdy tramwajem. Coś jest na rzeczy, wracając w dzieciństwie w pierwszych dniach września od babci, przez Warszawę, patrzyłam z zazdrością na miejsko ubranych warszawiaków na przystankach tramwajowych, ze znudzeniem chowających się przed deszczem. Marzyłam by kiedyś miasto stało się dla mnie takim samym tłem codzienności, rzeczywistością na tyle powszechną, że niezauważalną.
Zgubił się gdzieś obserwujący mnie od kilku minut przystojny 50-latek. Złapałam się na tym, że szukam go wzrokiem ( Znalazł się, udał się na spacer by przypadkiem zerknąć mi przez ramię, co takiego zapisuje na fragmentach gazety).
Polacy czekają na samoloty: czytają, piszą zaległe smsy, patrzą nieruchomo przed siebie, czasem rozmawiają tylko ze znajomymi), obserwują innych (obcych, choć rzadko, teraz mnie). Czas inbetween, luka nieprzewidziana więc niezagospodarowana, nuda z którą czujemy się źle.
Czekając, próbuję przybrać minę obojętną. Ukryć ekscytację wyjazdem, udać znudzonego rutyną podróżnego, który do lotów samolotów podchodzi jak do jazdy tramwajem. Coś jest na rzeczy, wracając w dzieciństwie w pierwszych dniach września od babci, przez Warszawę, patrzyłam z zazdrością na miejsko ubranych warszawiaków na przystankach tramwajowych, ze znudzeniem chowających się przed deszczem. Marzyłam by kiedyś miasto stało się dla mnie takim samym tłem codzienności, rzeczywistością na tyle powszechną, że niezauważalną.
Zgubił się gdzieś obserwujący mnie od kilku minut przystojny 50-latek. Złapałam się na tym, że szukam go wzrokiem ( Znalazł się, udał się na spacer by przypadkiem zerknąć mi przez ramię, co takiego zapisuje na fragmentach gazety).
poniedziałek, 10 marca 2008
I hurt myself today
I hurt myself today
to see if I still feel
I focus on the pain
the only thing that's real
the needle tears a hole
the old familiar sting
try to kill it all away
but I remember everything
what have I become?
my sweetest friend
everyone I know
goes away in the end
and you could have it all
my empire of dirt
I will let you down
I will make you hurt
I wear this crown of thorns
upon my liar's chair
full of broken thoughts
I cannot repair
beneath the stains of time
the feelings disappear
you are someone else
I am still right here
what have I become?
my sweetest friend
everyone I know
goes away in the end
and you could have it all
my empire of dirt
I will let you down
I will make you hurt
if I could start again
a million miles away
I would keep myself
I would find a way
sobota, 8 marca 2008
Ateny
Grecja powitała nas w mało klasyczny sposób: od rana, w metrze i na ulicach towarzyszyły nam, przebrane za wróżki, księżniczki i zwierzęta dzieci. Wieczorem, dołączyli do nich dorośli w strojach czarownic, piratów i rzezimieszków. Ateńczycy, pozbawieni ciekawskich spojrzeń turystów, żegnali zimę ludycznie i pogańsko.
Stroje przebierańców Ateńczycy noszą dumnie, nie wywołują na ich twarzach chichotu zawstydzenia. I słusznie, rytuały przejścia to nie zabawa, koniec zimy, początek wegetacji to czas graniczny, moment nadzwyczajnej aktywności duchów. A przebieranki dają szansę, że duchy się nie połapią ktoś zacz. Drobne złośliwe chochliki nie grzeszą inteligencją. Inaczej niż blondynki, urodą też nie. A mądrzejsi bogowie w strefie granicznej nie grasują.


Twarze Greków są bezwstydne i pogańskie, archaiczne w swojej topornej urodzie. Klasyczna rzeźba to ideał, który rzadko materializuje się w naturze.
Grecja jest krainą nawiedzoną. Straszy na każdym kroku. Każde miejsce ma swojego ducha i swoją historię: xoticas, przybysze z innej rzeczywistości, lamie, ganiające żeglarzy, drymesy, grasujące na pożegnanie zimy, lycanthropois czyli wilkołaki, katavothras oblekające formę wielkich myszy z ogromnymi uszami i smerdaki, pojawiają się jako małe kotki, płaczące głosem dzieci. Stringlos pozbawione formy, sygnalizujące obecność tętentem galopujących koni w głębokich parowach. Na wiele duchów skuteczne są zioła: kąpiel w laurze i rozmarynie chronią nowonarodzone dzieci przed ciemnymi mocami. Podobnie ofiara z chleb, miodu, białych migdałów i kwiatów polnych goździków. Na te które nie odchodzą po dobroci, podobno skuteczny jest też nóż z czarną rękojeścią.
Pozostają jeszcze vrykolakas czyli wampiry. Maria Janion twierdzi, że to wymysł słowiański. Istotnie, może na teren Grecji przyszły z Bałkanów przez Macedonię, ale podobno na Cyklady te wpływy nie dochodzą, tymczasem roiło się od nich na rozstajach dróg na Santorini, zanim nie przegnały je tłumy pijanych Angoli.
Żeglujemy w kierunku Eginy, za dnia, przy pełnym słońcu i wiejącym sirocco. Nie gonią nas nereidy, syreny ni lamie (albo w naszej ślepocie turystycznej ich nie widzimy).
O silnej aktywności duchów świadczą liczne kapliczki: obowiązkowe na rozstajach dróg i szczytach gór. Powielane w nieskończoność niczym matrioszki: kaplice, kapliczki i kapliciątka. Białe, grubo bielone symetryczne, oparte o plan krzyża greckiego. Jak na całym świecie, szczyty gór pozostają we władaniu ciemnych mocy. Na Cykladach gór jest sporo, a kiedyś dymiło się z każdego niemal wierzchołka By uniemożliwić lądowanie ciemnych mocy, znaczy się teren swoim symbolem. Małe białe domki kontra moce piekielne.
Oprócz gór, dróg, północy i południa, straszy też na terenach na wykopaliskach: świeżych, na Santorini i Akrotiri. Niewiele krajów ma na swoim koncie tak słynne, dramatyczne bitwy, jak Grecy: Marathon, Termopile, Salamina, później Platea, Navarino i Missolonghi. Pauzaniasz pisze, że w jego czasach pole bitwy pod Maratonem, nawiedzane było przez duchy poległych Persów. 2 tysiące lat po słynnej bitwie, w okolicach Vrany wciąż można usłyszeć rżenie koni, szczęk mieczy i nawoływania ludzi.
Śmierć w wyobrażeniach Greków nie jest szkieletem z kosą ale jest potężnym jest potężnym jeźdźcem z gorejącymi oczyma. Dawny Charon z czasem zmienił imię na Charos, opuścił łódź na Styksie i galopuje na koniu, zabierając dusze zmarłym, którym Moiry uplotły nie dość życia.

W XIX w. w Atenach popularna była historia o dorożkarzu, który w nocy został wezwany pod kościół Św. Mavrosa, gdzie zabrał ubraną na czarno staruszkę. Kazała się zawieźć pod Pomnik Lysikratesa, który w tamtym okresie sąsiadował z klasztorem-szpitalem, w którym m.in. nocował Byron. Kiedy przybyli na miejsce, okazało się, że z dorożki wysiadła nie jedna ale trzy kobiety podobnie ubrane, które rozmyły się w wieczornej mgle, nie płacą kierowcy ani grosza. Następnego dnia w sąsiedztwie wybuchła zaraza cholery. Brrrrr ;-)
Stroje przebierańców Ateńczycy noszą dumnie, nie wywołują na ich twarzach chichotu zawstydzenia. I słusznie, rytuały przejścia to nie zabawa, koniec zimy, początek wegetacji to czas graniczny, moment nadzwyczajnej aktywności duchów. A przebieranki dają szansę, że duchy się nie połapią ktoś zacz. Drobne złośliwe chochliki nie grzeszą inteligencją. Inaczej niż blondynki, urodą też nie. A mądrzejsi bogowie w strefie granicznej nie grasują.

Twarze Greków są bezwstydne i pogańskie, archaiczne w swojej topornej urodzie. Klasyczna rzeźba to ideał, który rzadko materializuje się w naturze.
Grecja jest krainą nawiedzoną. Straszy na każdym kroku. Każde miejsce ma swojego ducha i swoją historię: xoticas, przybysze z innej rzeczywistości, lamie, ganiające żeglarzy, drymesy, grasujące na pożegnanie zimy, lycanthropois czyli wilkołaki, katavothras oblekające formę wielkich myszy z ogromnymi uszami i smerdaki, pojawiają się jako małe kotki, płaczące głosem dzieci. Stringlos pozbawione formy, sygnalizujące obecność tętentem galopujących koni w głębokich parowach. Na wiele duchów skuteczne są zioła: kąpiel w laurze i rozmarynie chronią nowonarodzone dzieci przed ciemnymi mocami. Podobnie ofiara z chleb, miodu, białych migdałów i kwiatów polnych goździków. Na te które nie odchodzą po dobroci, podobno skuteczny jest też nóż z czarną rękojeścią.
Pozostają jeszcze vrykolakas czyli wampiry. Maria Janion twierdzi, że to wymysł słowiański. Istotnie, może na teren Grecji przyszły z Bałkanów przez Macedonię, ale podobno na Cyklady te wpływy nie dochodzą, tymczasem roiło się od nich na rozstajach dróg na Santorini, zanim nie przegnały je tłumy pijanych Angoli.
Żeglujemy w kierunku Eginy, za dnia, przy pełnym słońcu i wiejącym sirocco. Nie gonią nas nereidy, syreny ni lamie (albo w naszej ślepocie turystycznej ich nie widzimy).
O silnej aktywności duchów świadczą liczne kapliczki: obowiązkowe na rozstajach dróg i szczytach gór. Powielane w nieskończoność niczym matrioszki: kaplice, kapliczki i kapliciątka. Białe, grubo bielone symetryczne, oparte o plan krzyża greckiego. Jak na całym świecie, szczyty gór pozostają we władaniu ciemnych mocy. Na Cykladach gór jest sporo, a kiedyś dymiło się z każdego niemal wierzchołka By uniemożliwić lądowanie ciemnych mocy, znaczy się teren swoim symbolem. Małe białe domki kontra moce piekielne.
Oprócz gór, dróg, północy i południa, straszy też na terenach na wykopaliskach: świeżych, na Santorini i Akrotiri. Niewiele krajów ma na swoim koncie tak słynne, dramatyczne bitwy, jak Grecy: Marathon, Termopile, Salamina, później Platea, Navarino i Missolonghi. Pauzaniasz pisze, że w jego czasach pole bitwy pod Maratonem, nawiedzane było przez duchy poległych Persów. 2 tysiące lat po słynnej bitwie, w okolicach Vrany wciąż można usłyszeć rżenie koni, szczęk mieczy i nawoływania ludzi.
Śmierć w wyobrażeniach Greków nie jest szkieletem z kosą ale jest potężnym jest potężnym jeźdźcem z gorejącymi oczyma. Dawny Charon z czasem zmienił imię na Charos, opuścił łódź na Styksie i galopuje na koniu, zabierając dusze zmarłym, którym Moiry uplotły nie dość życia.

W XIX w. w Atenach popularna była historia o dorożkarzu, który w nocy został wezwany pod kościół Św. Mavrosa, gdzie zabrał ubraną na czarno staruszkę. Kazała się zawieźć pod Pomnik Lysikratesa, który w tamtym okresie sąsiadował z klasztorem-szpitalem, w którym m.in. nocował Byron. Kiedy przybyli na miejsce, okazało się, że z dorożki wysiadła nie jedna ale trzy kobiety podobnie ubrane, które rozmyły się w wieczornej mgle, nie płacą kierowcy ani grosza. Następnego dnia w sąsiedztwie wybuchła zaraza cholery. Brrrrr ;-)
sobota, 23 lutego 2008
Monika Zawadzka
Wernisaż zapowiadający książkę Monika Zawadzkiej. Skądinąd bardzo ladne piktogramy ale nie znajduje dla nich miejsca w galerii. W przestrzeni publicznej, galerii out of home ( slowo outdoor jest de mode), tak. Skoro wymaga refleksji 5 sekundowej, możemy ją uchwycić spojrzeniem na 5 sekund przejeżdzając tramwajem. Ale kilkudziesięciominutowa wyprawa do muzeum czy galerii srawia ze czekam na cos więcej: refleksje, kontemplacje, a nie blyskotliwy żart.Tęsknie za sztuką elitarną i mam alergię na sztukę nowoczesną. Od polowy wieku to, co jest sztuką okreslają krytycy sztuki, no czasem artysci (których mianem okrzyknęli wczesniej jedni drugich). Mam wiec prawo jak nikt, kontestować sztukę wspólczesną bez zarzutu, że sie nie znam
.... wernisaze, odrobine lepsza forma eventu. Tez naplywaja celebryci, tylko z okladek Exclusiv'a a nie Party. Kwestia innego targetowania.
.... wernisaze, odrobine lepsza forma eventu. Tez naplywaja celebryci, tylko z okladek Exclusiv'a a nie Party. Kwestia innego targetowania.
wtorek, 19 lutego 2008
niedziela, 17 lutego 2008
babol roku.
"Twoj Styl" - pierwszy numer pod męskim kierownictwem Szmidta publikuje artykul O Kazi Szczuce. Konkluzja niczym z bajki: oto upadla bohaterka, przechodzi przemianę i odnajduje swoje miejsce w życiu. Upadla bohaterka z domu, gdzie panują tradycyjne relacje, gdzie matka podaje kapcie i gazete, zostaje walczącą feministką, ba doktorantką by wreszcie zakochać się i skończyć spelniona u boku mężczyzny... gotując mu obiady. Wprawdzie nie schabowy ale wedlug pięciu przemian. Znaczy nowoczesnie. Brawa dla autorow tesktu i bohaterki. Kazia, ktorej mistrzyni obala stereotypy, zwlaszcza te dotyczące plci daje sobie zrobić co takiego! Przyznaje swoją prywatną malinę czyli babol roku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







