niedziela, 22 marca 2009

Lanvin



Zawsze zazdrościłam facetom ciuchów, uważając że są o wiele ciekawsze od naszych. Bo muszą obronić się krojem ,kolorem i fakturą, a nie pseudowyrafinowanymi wzorkami, falbankiami i innymi ozdóbkami. Kolekcja Lanvin autorstwa Lucasa Ossendrijvera, głównego dizajnera marki jest moim zdaniem obłędna. Ach! Gdyby ktoś ją był w stanie przeorobić na damską (oczywiście damska Lanvin już jest nie fajna). Cudowne zestawienia kolorów i faktur, plus buty!. A sam pokaz taki malarski, wymiętoszone kapelusze i apaszki jak kwiaty rozkwitające z tulejki garnituru. Dla mnie oczywista inspiracja czasami kubistów i innych -istów . Mam w głowie kilka takich kapeluszy z obrazów .. na oko jakiegoś fowisty, ale nie mogę za cholerą dojść kto zacz.. więc tylko kilka przykładów (nie do końca trafnych)z Picassa.


Nowa ofensywa prowa Ameryki

Ameryka zaczyna ofensywę poprawy wizerunku. Ambasada amerykańska w Polsce zorganizowała cykl spotkań w PL, pt "New Media New Democracy", promując wizerunek Ameryki, jako ostoję demokracji i inspiratora nowych trendów. Pomysł świetny, ale razi, wrodzona chyba, skłonność Amerykanów prezentacji bez cienia krytycyzmu. Wyczuwa się motyw pr-owy w tych prezentacjach. Amerykanie zresztą to chyba urodzeni prowcy. (W wywiadzie z Makarenko tego nie widać.) Ja preferują debatę akademicką.

niedziela, 15 marca 2009

United Visual Artist

Panowie robią oprawy wizualne koncertów dla takich gigantów jak Massive Attack (m.in na zeszłorocznym Opeerze), Unkle, U2, etc; ale także wszelkie świetlne projekty, począwszy od sztuki przez duże S i małe k, czyli oprawy dla klubów i eventów. Wszystko najwyższych lotów.



Świetlista dynia w klipie Kylie



I ściana diodowa u Arctic Monkeys



A to interaktywna instalacja wizualno – dźwiekowa Volume dla Victoria & Albert Museum (muzykę stworzył Robert Del Naja z Massive Attack, który, notabene, jak się okazuje, aka 3D, był współtwórcą brystolskiej sceny graffiti i miał wyraźny wpływ m.in. na Banksy’ego (ostatnio top topów mam wrażenie, wstyd nie znać).







Zdjęć z trasy Massive Attack z 2008 trochę więcej, bo byłam, widziałam, mogę się zatem wypowiadać. Trochę nachalna retoryka, dość irytująca (był i polski akcent, jakieś odwołania do Solidarności), pewnie z inspiracji rzeczonego 3D (artysta tak zwany zaangażowany). Mi obecność Horaca Andy'ego i T. obok na szczęście zrekompensowały populizm wypowiedzi.



Wizualizacje na MTV Awards.



i jeden obrazek komercyjny z launchu jakiegoś modelu BMW. Sadząc po onirycznej fotce, z pewnością udany.

www.uva.co.uk

sobota, 14 marca 2009

Borghese reminiscencje

Trochę mi głupio, że skrytykowałam Rafaela, więc z absolutną pokorą dla geniuszu, zamieszczam kilka rzeźb Berniniego z galerii Borghese (bez pierwszego, bo to Teresa). Bardzo trudno znaleźć dobrze sfotografowane. Jechałam do Rzymu do BoRRominiego, głównego rywala Berniniego, no i, widać, Giovanni Lorenzo ten pojedynek wygrał.




piątek, 13 marca 2009

Rzym



Do Rzymu się nie jeździ, ale się do niego powraca, nawet jeśli nigdy tam nie byliśmy. Rzym bowiem to serce powszechnej wyobraźni” mówi Balthus cytując Borgesa, który z kolei powołuje się na Swedenborga. Niby banał a trzeba się podpierać nazwiskami 3 geniuszy.

Rzym jest surowy, linearny, pozbawiony wdzięku, operuje bryłą i światłocieniem, nie kolorem i wrażeniem. Rzym jest na serio. W końcu służył jak scenografia do rządzenia i modlitwy, na frywolności zostawiając Paryż i Wenecja. Taka wersja Eskurialu? No nie, jednak w stylu włoski, bardzie wyrafinowana.

Rafael

Rozczarował jednak, szczególnie na płótnach. To postodbiór chyba: potwierdzenie wiarygodnych kopii aniołków z pocztówek. Kolor: zielenie i czerwienie (vermillion?) za mocne, jakby konserwator postarał się na zaś. Może to efekt rzymskiej szkoły, linearnej. Doskonały rysunek ubrany w zbyt jaskrawe barwy. Postaci modelowane rzeźbiarsko a na nie niepotrzebnie narzucone kolorowe szmaty.
Stanze dużo lepiej. Zwłaszcza Sala Konstantyna. Szarości podkreślały modelunek postaci …. i konia… nie, właściwie Konia. Tego Konia.
Szkoła Ateńska, Parnas – bluźnię, ale nadmiar kolorów sprawia, ze malarstwo Rafaela nie pozostawia niedosytu.




Carlo Crivelli

Moje rzymskie odkrycie. Kojarzyłam go wcześniej, jako drugorzędnego malarza. Gotycki malarz z Włoch? Phi. To jak malarz ikon z Augsburga. Wydawał mi się zbyt gotycki, zbyt dekoracyjny. Operujący zbyt prostymi środkami wyrazu: bezpieczną sepią i kontrastem
dekoracyjnych sukienek Madonn ze szpetotą twarzy apostołów. To teraz muszę to odszczekać… wooof, wooof. Same nazwisko od razu zaczęło brzmieć jakoś wyrafinowanie. Jak włoskiej projektantki szyjącej torebki albo jak … Claudia Cardinale. Anyway: Carlo Crivelli stanowczo powinien znajdować się częściej w podręcznikach historii sztuki. Ma nie tylko dobre nazwisko. Pięknie maluje, naprawdę. Dekoracyjne brokatowe szaty w przyćmionej miodowej aurze, powykręcane starcze twarze. No i osadzone w perspektywie włoskiego renesansowego (może proto- ) miasta. Gdyby nie to, że jest to malowane z wyjątkową średniowieczną pieczołowitością, przypisałabym jego obrazy prerafaelitom, ilustratorom bajek o smokach.



niedziela, 1 marca 2009

innowacyjne firmy dizajnerskie

Niezawodny, jeżeli chodzi o nowinki Fast Company, przynosi listę najbardziej innowacyjnych firm świata. Truizmy: Google, Amazon, nieznany jeszcze szerzej Etsy i Hulu.

Na pierwszym z kategorii design i na ostatnim miejscu Top 10: Ideo

http:// Firma z 30-letnim doświadczeniem w konsultingu z zakresu komunikacji wizualnej, projektowania, brandingu. Teraz wychodzi poza tradycyjne obszary i projektuje zmiany zachowań. Z bardzo ciekawym blogiem Tima Browna http://designthinking.ideo.com

Na kolejnych miejscach:
2. Marcel Wanders Studio. Niedawno na niego narzekałam, choć zdolności biznesowych nigdy nie odmawiałam www.marcelwanders.com
3. Rockwell Group. Projekty m.in. linii hoteli Starwood i scenografia tegorocznej gali oscarowej http://rockwellgroup.com
4. Pentagram: nowe muzeum Harley Davidson, butiki Alexandra McQueena, http://www.pentagram.com
5.Whipsaw: http://www.whipsawinc.com
6. Ammunition: połączone siły Pentagram i MetaDesign: projekty dla Adobe, Sony Vaio i innych http://ammunitiongroup.com
7. Frog Design, http://www.frogdesign.com/
8. Fuseproject: pod kierownictwem Yves Béhar, (miał u nas dosłownie przed chwiła wystawę, w IWP), www.smartdesignworldwide.com
10. NewDealDesign: www.newdealdesign.com

poniedziałek, 23 lutego 2009

Czy Dziennik to Polska Gazeta?

W ostatnim Dzienniku wywiad z Agatą Bielik-Robson

O tym ze kariera naukowa niewiele się różni od życia w korporacji i o tym że polski patriarchat to właściwie żaden patriarchat „rządzą nami kobieta w wieku postseksualnym (niezła peryfraza) i ksiądz”. Jak we wszystkich krajach katolickich i post. „ W Polsce wszystko uchodzi młodym mężczyznom, bo są rozpieszczani przez swoje matki, i prawie nic nie uchodzi młodym kobietom. Zachodzi u dobrze znane zjawisko fali, gdzie stare kobiety mszczą się n córkach sprawując na nich bezwzględną władzę..” Polskich facetów przeciwstawia mężczyznom angielskim, gdzie jako, że ostała się kultura żeglarska, rough and tough, faceci „ mają kapitalne poczucie humoru, rodzaj niestłumionej energii, nie są szarmanccy, ba! potrafią być niegrzeczni (to by się zgadzało ze stereotypem Anglików przyjeżdzających na kawalerskie wieczory do Krakowa).

No i cytat o powrocie do Polski, który kontynuuje na kolejnych stronach Michał Cichy, „zderzyłam się z martwym układem: albo jesteś na lewicy i kochasz „Wyborczą” albo nie kochasz Wyborczej i jesteś na najczarniejszej prawicy. Straszne jest to polskie pakietowanie: mówisz A, to musisz powiedzieć B, C, D i cały alfabet.”

Bardzo ciekawy wywiad z Michałem Cichym, o wspólnym doświadczeniu pokolenia marca 68’ wszystkich w dowództwie Gazety. Ciekawe czy ukaże się tekst polemiczny i będzie wymiana zdań…

Cytuje cały czas Dziennik, zobaczyłam to właśnie z perspektywy czasu, jak dawno przestałam być czytelniczką Wyborczej.

niedziela, 15 lutego 2009

Latanie jako symbol statusu

Latanie samolotem to potwierdzenia statusu osoby światłej i bywałej w świecie. Wyłazi to z polskich elit przy okazji wydarzenia weekendu, jakim jest niemiecka przygoda posłów Rokitów (Teutoński atak Frau Ordnung na słowiańską dezynwolturę). News wszystkich rozmów, który zepchnął z wokandy śmierć Polaka w Pakistanie. Loża prasowa, nowy program Marcina M., Piaskiem po Oczach, wszyscy goście zaczynają wypowiedź z pańską wyższością w głosie „wielokrotnie latałem, więc wiem”. Trudno sobie wyobrazić wypowiedź „jeżdżę tramwajem, więc wiem, że …”. … Pani Domagalik potwierdza swoją europejskość ( czyt. znajomość samolotowych przepisów) niemieckim mężem, Pszoniak wieloletnią emigracją w Paryżu.

środa, 11 lutego 2009

Czołowki

Czołówki filmowe (inspiracja, ściąga, wzór plagiatu: ostatnie 2 +3D) rzecz fajna, ceniona jako wyzwanie przez motion grafików. Na festiwalu „Miesiąc grafiki” w Echirolles był mini- przegląd takich czołówek, przygotowany przez Panią Laurę Chapalain.

Były czołówki klasyki gatunku: Saula Bassa ( w latach 50-tych zrewolucjonizował rynek jak lektura podaje) i prezentacje francuzów K&D (Kuntzel & Deygas) odpowiedzialnych za Catch me if you can.







Ja bym jeszcze podała czołówki z ostatnich Bondów, jak mi T. zwrócił swego czasu uwagę. My boy :-). Zwłaszcza Casino Royal favourite one, (Rogal, jak preferuje Word 2000).





i słabą czołówką Die Another Day, szkoda bo teledysk Madonny świetny, i na pewno zainspirował twórców intro do Casino Royal. BTW, zrobiłam kiedyś projekt imprezy launchowej dla Fosailoffa, handlującego diamentami w Hiltonie. Niezrealizowany, jak wszystko w MP. Nie wiem co lepsze: ersatze jak w M, te namiastki projektów czy twórczość do szuflady.

Ale o co chodzi?

W najnowszym 2+3D ni sad ni zowąd głeboka analiza PPI, zawstydzającego pytania ALE O CO CHODZI, nazywanego przez autora Podstawowym Pytaniem Ignorancji:

Oryginalną właściwością PPI jest nie tylko zwyczajowy sposób i okoliczności jego użycia lecz również przekaz zawarty w jego konstrukcji i w każdym jego elemencie. Po pierwsze więc, rozpoczęcie od słowa ALE sytuuje wypowiadającego (podmiot) jako postawionego w kontekście oddziałującej na niego wcześniej sytuacji, do której musi się jakoś ustosunkować, lecz wobec której (z racji jej pierwszeństwa) jest w pewnej defensywie. To ALE jest przeważnie wypowiadane z lekką dozą niepewności, choć też z pewną pretensja wobec faktu zaistnienia rzeczonej sytuacji, lub też wobec sposobu jej zaistnienia ( sposobu oddziaływania na wyrażający PPI podmiot. Analizując dalej - mamy "O, które określa po prostu relację ALE do tego, co za chwilę nieuchronnie zaistnieje jako CO, a wskazuje na jakiś byt zewnętrzny, w którym realizuje się zasygnalizowana w ALE sytuacja. Przedmiot też moze być powodem lub tez ucieleśnieniem tej sytuacji, lecz w chwili wypowiadania PPI pozostaje noumenem. W końcu mamy CHODZI, które wprowadza pewnien ruch, czynnosc ,akt. Czasownik CHODZI rozumiany jest jako kwintesencja czasownikowości, sygnalizuje, że być może fakt,iż przedmiot PPI jawi się w sposób niejasny, jest spowodowany owym aktem, który w domyśle musi mieć swojego sprawcę. I to właśnie ten niewypowiedziany sprawca jest w istocie adresatem PPI. Założona a priori nieobecność najważniejszego, owego sprawcy i adresata jest w konstrukcji PPI największą finezją.

niedziela, 8 lutego 2009

Wypisy:

Z piątkowego wywiadu z Januszem Rudnickim, pisarzem mieszkającym w Niemczech:

- Zazwyczaj pisarze tworzący za granicą mówią o zbawiennej roli dystansu do polskiej codzienności. Odczuwasz coś podobnego?
- Dla codzienności mniej, chociaż … Te nasze napisy w pociągach: „Nie wychylać się” albo „ Nie wyrzucać butelek do WC” (…) to tak jakby sprzedawać żyletki z napisem „Nie do żył”. Albo lektor przy filmach, którego słychać przed każde okno na osiedlach. (…) Albo te relacje korespondentów w dzienniku i ich retoryczne pytania z tym wystającym z nich fiutkiem w postaci końcowego minikomentarza . (…) To sakramentalne „Pytanie tylko, czy można było tego uniknąć?” (…) Albo słowa „aczkolwiek”, „natomiast”, które mają zapewniać wstęp na terytorium wyższego poziomu wysławiania się.


- Dość często w twoich tekstach bohaterów nawiedza antyniemiecki diabełek (…) tymczasem w powieści (…) opisujesz działający tuż po wojnie obóz dla Niemców w Łambowicach pod Opolem (…) Wyrównujesz rachunki?
- Diabełek? To fakt. To z papierosami („Lepiej palić papierosy niż Żydów”), to tekst do konduktora w Niemczech, który złapał mnie kiedyś na paleniu i z jakąś wielce podejrzaną satysfakcją chciał mi wlepić mandat. Zaraz potem, w przedziale Niemiec, który po raz pierwszy jechało Polski, zapytał mnie jakich słów używamy, chcąc ich obrazić. Odpowiedziałem, żadnych, mówimy „Niemcy”, po prostu „Niemcy”. I to wystarczy. A wyrównywanie rachunków? Owszem. Wyrównuje. Sam. Osobiście (…) Na tym podzielonym bilateralnym morzu polsko –niemieckim w moim przypadku. Piszesz, to bądź na obszarze kartki panisko, do k.. nędzy.


Dziennik, Kultura

środa, 21 stycznia 2009

Gluty

Gluty błotne, Utytłani w szarej mazi, Zmieszani z błotem, Takimi między innymi tytułami można by opatrzeć Dziś. Najbrzydszy dzień roku. Wczoraj był podobno statystycznie najbardziej depresyjny.A to nie wpisalam sie w tendencję. A dziś: plastyczna pulpa, breja przelewająca się ponad dachem autobusu. Miasto strzykające błotnistą flegmą spod klawiszy chodnika. Bulgot ... a może to odruch wymiotny miasta na własne widoki, upaprany błotem sajding Bemowa.

Grunt (dosc grząstki dziś) to się nie dać, dlatego niezawodne dzisiejszy fryzjer, wczorajsza wystawa.

wystawa below, moja fryzura: na żywo, zapraszam...


Licheń Aquapark


budynek Metropolitan na Placu Piłsuskiego

Wystawa to fotomontaże by Kobas Laksa http://kbx.blog.pl/
Jeszcze przez tydzień. Warto!

Na koniec był jeszcze Bily Konicek w Muzeum Etnograficznym. P. się zachwycona, ja nie. Nie wystarczy horror vacui naszych babek wieśniaczek sprowadzić do jednego kolrou, uspokoić, żeby wyszła z tego nowoczesna interpretacja sztuki ludowej. Wyszło blado, dosłownie, i w przenośni tez, klimat ikeowy, choć meble niby wyższa półka dizajnerska. Od kawiarni w Muz. Etnograficznym oczekiwałoby się czegoś więcej niż wszechobecny i modny szary filc, jasna sklejka i sepiowe obrazki. W pewnym sensie postep w stosunku do poprzednich drewnianych ław w Sherwood Pub i drugiego tandetnego klubu, którego nazwy nie pomną.

BTW. Mają ładne dość ładne kubki i ołówki jako gadżety do kupienia. Ale It is not enough!

poniedziałek, 19 stycznia 2009

God save the King

Najdroższa w historii, najwięcej sraczyków bo aż 5 tysięcy – tak relacjonują polskie media pre-inauguracje pod monumentem Lincolna ( tym samym pod którym wystepowal Forest Gump).


Jakby nie było majstersztyk marketingu politycznego: odwołanie się do sylwetki Lincolna (nie wywołuj wilka z lasu Sir Obama) w podróży pociągiem z Filadelfii do Waszyngtonu. Zaproszenie na bankiecik załogi Airbusa (znaki opatrzności, konotacje z cudami i wsparcie z siłami wyższymi mile widziane). No i zaprzysiężenie w dniu Martina Lutra Kinga. Do tego legitymizacja władzy za pomocą największych darczyńców (Shakiry i Bono, chyba również najbardziej irytującego). Beyonce chyba nie, ale jako najbogatsza celebs w USA stanowi dobry materiał.

Niechybnie event roku, z drugiej strony taka nadęta szopka to tylko w Ameryce. Oświeceniowe pojęcie „sublime” chyba uciekło do USA w momencie gdy by przecieraliśmy szlaki moderny czyt. cynizmu.






poniedziałek, 12 stycznia 2009

W oczekiwaniu na nowy Monocle

Wpadł mi ostatnio w ręce nowy magazyn o nazwie FUTU. Po polsku, projektu studia, bodajze angielskiego, nawet chwalony nawet na zagranicznych forach. Stek piarowych bzdur ładnie wydanych. Piarowe bzdety, które udają artykuły, poprzeplatane reklamami. Artykuły quasi- niezależne pokazują tematy przeżute przez zagraniczne a i polskie media setki razy: Zaha Hadid, Stefan Segmeister, dutch dizajn, Muji, więcej nie pamiętam zdaje się Takashi Murakami etc. Papier nobilituje ale i papier zniesie wszystko.

Monocle zdaje się być na tym tle światełkiem w tunelu i, oby, zwiastunem nowego trendu. Kiedy nie będziemy mogli już zdzierżyć bełkotu prowego, i kiedy staniemy się na niego odporni tak jak stajemy się odporni na reklamy. Nie znosimy podróbek, lansują to wszystkie media. Fake is feee. No to nie wierzmy w pseudomagazyny!

Monocle ma to, czego naprawdę potrzebuje rynek ergo czytelnicy. Tytuł, który znów wypuscił dziennikarzy zza biurek w teren. Nie publikuje tekstów na zamówienie, nie podszywa się, nie promuje celebrytow. I nie robi tego w wyniku fantazmatów jakiś dinozaurów prasy, bynajmniej. Tyler Brûlé, założył wcześniej Wallpapera, prowadzi równocześnie agencję marketingową więc robi co przynajmniej ze znajomością realiów.

Już prawie minęły 2 lata odkąd pismo jest na rynku. Od tego czasu, ostygło i pokazało trend którym, oby, pójdą szukające przeżycia magazyny papierowe:

1) Nazwa. Elegancka, magazyn miał nazywać się The Edit, potem The Week. Monocle najfajniejsza, old-schoolowa ale na poważnie. Przyciąga uwagę, skupia jak soczewka. Daleka konotacja z grunerowskim Focusem? Bardzo. Ktoś też zwrócił uwagę, że stanowi anagram słów “Cool Man”.

2) Focusy. No tak, mimo że ot Monocle, na badaniach się nie fokusuje. Odżegnuje się od nich i w nie nie wierzy. Jak Iwo Zaniewski. Nikt nie badał odbioru reklam Plusa.

3) Dziennikarstwo. Magazyn zatrudnia kilkudziesięciu dziennikarzy, fotografików i researcherów. Ma własne tematy i nie korzysta z agencji prasowych ani tym bardziej z gotowców prowych.

4) Fotografie. Również własne fotografie, które powstają na zlecenie, jako ilustracja od artykułu. Nie zdarzają się reklamy product placement.

5) Międzynarodowy zespół redakcyjny. Sztab w Londynie i ekspaci we wszystkich zakątkach globu. I mimo biura w Londynie, Monocle jest wyjątkowo kosmopiltyczny, jakby redagowany na lotnisku. Heathrow?

6) Druk i papier. Wyborny. Gruby jak do książek nie gazet. Kilka rodzajów w jednym wydaniu. Orygnianlny format, nie epatujący wielkością.

7) Nie tylko papier. Od grudnia, są audycje na żywo. Potega Internetu ale tak naprawdę też old school z pokazywaniem studia radiowego, gdzie eleganccy panowie prowadzą mini dyskutuje o maxi sprawach.

9) Prostota podziałów i nawigacji. Rubryki od A do E (Affairs, Business, Culture, Design, Edits). Myśl odzwierciedlona również na www. Projekt wg Richarda Spencera Powella(must check).

niedziela, 11 stycznia 2009

Sześciocyjanożelazian a kapelusz Keiry Knightley

Obecny na ekranach kin film „Księżna” podsyca ciągle obecną modę na wiek XVIII. Odgrzał to co jeszcze nie przygasło po Marii Antoninie Sofii Coppoli.

Hollywoodzka estetyka żongluje rokokowa ornamentyką i oświeceniową ideologią, tworząc koktajl najbardziej atrakcyjnych dla współczesnego widza cech. Rewolucyjne podglądy opakowane w zwiewne muśliny i pudrowego kolory. W efekcie dostajemy duchessę, tak samo śliczną jak mało wyrazistą. Można się zastanawiać czym sobie zaskarbiła opinię najbardziej wpływowej postaci XVIII londyńskiej śmietanki. Bo nie samymi kieckami przecie.

Szkoda, bo materiał nadawałby się na film na miarę „Niebezpiecznych związków”.

Daje sobie rękę uciąć, że kostiumy były bezpośrednio inspirowane na portretach pędzla Thomasa Gainsborough i Sir Joshuy Reynoldsa. Zwłaszcza kapelusz XL z niebieską atłasową wstążką jest, zdaje się, bezpośrednio inspirowany portretem TG.

Błękit. Dominujący kolor na obrazach Gainsborough. Do sprawdzenia, na ile kolor faktycznie popularny w XVIII brytyjskiej modzie, na ile ukochany przez malarza. Faktem, jest że żaden z malarzy tego czasu nie używał go tak chętnie i tak pięknie. Zdaje się, że to Van Gogh powiedział o obrazie Widok Delft Vermeera, że zawiera on najpiękniej namalowany kiedykolwiek kawałek żółcienia. To samo można powiedzieć o błękitach Sir Thomasa. Używał błękitu pruskiego, odkrytego tuż przed jego narodzinami. Błękit pruski (mówiąc brutalnie: sześcioccyjanożelazian) jeden z pierwszych syntetycznie uzyskanych barwników wpisuje się idealnie w klimat oświeceniowych eksperymentów chemicznych (jak wszystkie ważne odkrycia, został wynaleziony przez przypadek, chemik eksperymentował z kolorem czerwonym (sic!).






Portret księżnej Devonshire T. Gainsborough


Blękitny chlopiec
T. Gainsborough


Woman in blue. T. Gainsborough

niedziela, 4 stycznia 2009






Wychodząc na przeciw zarzutom W., postanowienie noworoczne: więcej postów.

W najnowszym Vanity Fair: piękne zdjęcia pięknej Cate B., autorstwa wielkiej Annie L. Inspiracja jasna: bezkres australijskiego nieba, powietrze, gdzieś tam pobrzmiewające echa malarstwa Hockneya.

środa, 17 grudnia 2008

Type of The Year

Time w swoich corocznych rankingach niebezpiecznie osuwa się w stronę absurdu, żeby nie powiedzieć wprost głupoty: TOP 10. Animal stories, scandals, bank slogans ……, dalej: najgłośniejsze rozstania i najbrzydsze kiecki etc etc. Słowem: Tabloidyzacja mediów.

Tymczasem w kategorii BEST USE OF TYPE …. winner is … Gotham!!!!
Nowojorczycy dostają spazmów. Patriotyzm lokalny bierze górę. Manhattan szaleje……

Statuetkę odbierze Sir Scott Thomas, dyrektor artystyczny kampanii Baracka Obamy, ewentualnie Tobias Frere-Jones, twórca tejże. Z pewnością za dużo ostatnio pisałam scenariuszy eventów, ale przed twórcą Gothama jak i dyrektorem kreatywnym kampanii wyborczej (Boże, czy u nas kiedykolwiek będą takie fuchy) chylę czoła nie tyle ja, co całe tabuny projektantów.



Spójna wizualnie kampania wyborcza przy zdecentralizowanym systemie wspierania to nie lada wyzwanie. Żaden z oponentów Obamy nie dorobił się takiego inteligentnego systemu identyfikacji wizualnej. Początkowo podobno był projekt użycia czcionki Gill Sans, wykorzystywanej np. na stronie BBC, ale ta okazała się zbyt europejska. Tymczasem Gotham inspirowaną liternictwem szyldów Nowego Jorku, zwłaszcza Manhattan Port Authority odzwierciedla nowoczesność i ukłon w stronę amerykańskiej historii. Czyli cechy bardzo sexy dla każdego kandydata.

Font od razu opanował wszystkie materiały obamowskiej kampanii wizualnej, słowo CHANGE umieszczone zostało konsekwentnie na każdym skrawku papieru. Ba! Także na samolocie i mundurach obsługi. Obama to dobry mówca. Świadomy siły języka senator Obama najwyraźniej czuje siłę słowa nie tylko mówionego ale i pisanego.


A Gotham?

Powstała w 2000 roku, przynajmniej w swojej podstawowej formie, teraz to całą rodzina. Jej autor 2000 roku, Tobias Frere-Jones początkowo miał zamiar wyłącznie dokumentacyjny: zgromadzić dowody rękodzielniczych szyldów, sprzed epoki masowej produkcji. Rozpoczął studia nad liternictwem na budynkach w Gotham City, poczynając a może skupiając się zwłaszcza na szyldzie stacji Port Authority na Manhattanie. Okazało się, że szyldy od lat 30 to 50, gubiąc XIX szeryfy adaptowały się do form neonowych rurek. I choć nie ma zdecydowanych dowodów, że projektanci tych czasów korzystali z podobnych wzorów, podobne liternictwo pojawia się niezależnie w miejskim krajobrazie może jako wyraz pewnej epoki.


Kolaż z szyldów Nowego Jorku

wtorek, 25 listopada 2008

Adaptacje

.. budynków czyli jak to robią w Holandii. 2 budynki pokościelne władze miasta w Maastricht zaadaptowały na nowo. Dla mnie mistrzostwo.

Kościół dominikański.






Otwarta w 2006 księgarnia w kościele nie zdewaluowała jego funkcji ale przywróciła mu blask. Od rewolucji francuskiej czyli ponad 2 stulecia niszczał, wykorzystywany jako magazyn. Księgarnia (książki są boskie!), to dla mnie zwrócenie przestrzeni sferze sacrum. No i oczywiście genialnie rozwiązany projekt. Wnętrze zaprojektowała firma Merkx and Girod z AmsterdamuMetalowy ruszt nie przytłacza przestrzeni, tylko ją wydobywa, pozwala oglądać malowidła na sklepieniach.


W apsydzie kościoła ulokowano bar, ze stolikami w formie krzyża. Postmodern design? Raczej słaby żart.

2. Hotel w piętnastowiecznym opactwie







Mistrzostwo formy, aranżacji wnętrz. Surowej architektury i cosy mebli sygnowanych Progetti, Eames czy Verner Panton Projekt z 2005, autorstwa Henka Vosa i Ingo Maurera (to autor lamp i projektant oświetlenia. Skoro pracował przy hotelu, widać światło było jak istotne było to dla właścicieli. Światło i przestrzeń – tym jest architektura. Co na to holenderscy konserwatorzy zabytków?
Prawo holenderskie zabrania ingerencji w tkankę historyczną obiektu. Wszystkie nowe elementy muszą być tak użyte, żeby mogły zostać zdemontowane bez szkody. "It's possible to take everything away," says Vos—who suspects that the Kruisherenhotel is probably not the final incarnation for this historic site. "Later generations may want to use it as a church again." To samo z księgarnią.

Sustainable is..trendy?

Sezonowe mody nie omijają języka, to jasne. Ostatnio zawrotną karierę robi w prasie anglojęzycznej: sustainability. U nas jeszcze nie na masowo, ale pewnie kwestia czasu. Na razie w dizjanie, w ekonomii, przede wszystkim ekologii. 2+3D poświęca cały artykuł SUSTAINABILITY DESIGN. W oparciu zresztą o 100 % SUSTAINABILITY jako jednemu z hasłem tegorocznych targów 1OO % DESIGN. W magazynie Metropolis znalazłam 4 różne reklam z wyboldowanym tagiem sustain: Partners in sustainability (laminaty), Fluent in sustainability (podłogi), It’s sustainable (and uncompromising, as well as distinctive) to Gebert, ceramika łazienkowa. Dalej fornir (stylish, sculptural, stately and sustainable).

Co jest jeszcze sustainable? Wszystko to co eko, sustainable development, agriculture, design, banking, city and community, fishing fashion and forestry i trade, transport and tourism.

Zrównoważony? Odpowiedzialny? Jasne, na poziomie świadomości ekologicznej, ale na poziomie leksykalnym brzmi na wskroś mieszczańsko. Oczywiscie zyczylibysmy sobie takiej mieszczanskosci w polskiej rzeczywistosci.

Teraz już wiem, jakim komplementem obdarzyć T.

Honey, You are so sustainable (???)

czwartek, 13 listopada 2008

Idzie nowe

Fast Company październikowi numer poświęciło w całości wzornictwu (projektanctwu jak wikipedia ostatnio napisała, dołączając do grona moich cytatów słomo-mowy, obok sytych pierogów i tete a tete na określenie spotkania live w 10 osób. Takie tam małe niezręczności, drobne foyer*)

*cytat z Żaby, nie mój żałuje ;-)

W FC, czarownica Li Edelkoort (za pomocą holenderskiego ziela, kto wie) przepowiedziała trendy na kolejne sezony:

Up: życie na wsi i postępujące wsiowienie miast (we sensie agrokulturowej architektury, hodowania grządek, K., pewnie w projektowaniu ogrodów też się sałata pojawi? Jak w baroku. Czy już jest?). Pokochamy eco więc jedzenie z miast lepsze niż na wsiach.
Cóż, na razie nas ta wsiowość mi się jawi czym innym, zachwaszczaniem języka polskiego np.

Co jeszcze?

2. Androgeniczne celebryty, fuj to takie wielkomiejskie.

3. Zwierzęta (kiedyś wyszły z mody?) w postaci modnych rozrywek typu pasanie owiec. Wieszczę lukę dla agencji typu incentive.

4. Architektura modernistyczna, ale kameralnie, w pudełkach na ludzką skalę.

5. Woale, chusty, turbany i .. burki? Fashionista ręka w rękę (w rękawiczce) z fundamentalistą.

6. Grzyby jako the most eco drugs.. dziwaczność, ekscentryczność, spadek po campie (a propos, wczoraj na Roisin mało kto zrozumiał konwencje, przytupując raźno przestępując z nóżki na nóżkę, nibynóżkę)


Co leci na łeb na szyje? Lofty, otwarta przestrzeń, nagość i wulgarność, brak intymności na każdym polu a przede wszystkim: Incognito Luxury. Say bye bye to big logos. Wypruwanie metek. Oj łatwo się pokazać nie będzie, ale bedzie powod do spekulacji i zakładów ;-)



Ja osobiście (rozpoczynając w ten sposób zdanie, widzę aprobatę w oczach domorosłych astrologów) z powodu „nadchodzącego kryzysu”, (to nazwa własna, na ustach wszystkich, bo przecież już jest), i z potykając się w pół drogi o hasło no brand wieszcze styl ala zubożały arystokrata. Pokrywa się to z czymś co ostatnio nazwano librarian chic, a czego zwiastunem był tłustowłosy, do niedawna, Marc Jacobs (wygląda teraz jak Beckhamian Guy, co kompletnie przeczy mojej teorii).