poniedziałek, 10 marca 2008

I hurt myself today



I hurt myself today
to see if I still feel
I focus on the pain
the only thing that's real
the needle tears a hole
the old familiar sting
try to kill it all away
but I remember everything
what have I become?
my sweetest friend
everyone I know
goes away in the end
and you could have it all
my empire of dirt

I will let you down
I will make you hurt

I wear this crown of thorns
upon my liar's chair
full of broken thoughts
I cannot repair
beneath the stains of time
the feelings disappear
you are someone else
I am still right here

what have I become?
my sweetest friend
everyone I know
goes away in the end
and you could have it all
my empire of dirt

I will let you down
I will make you hurt

if I could start again
a million miles away
I would keep myself
I would find a way

sobota, 8 marca 2008

Ateny

Grecja powitała nas w mało klasyczny sposób: od rana, w metrze i na ulicach towarzyszyły nam, przebrane za wróżki, księżniczki i zwierzęta dzieci. Wieczorem, dołączyli do nich dorośli w strojach czarownic, piratów i rzezimieszków. Ateńczycy, pozbawieni ciekawskich spojrzeń turystów, żegnali zimę ludycznie i pogańsko.

Stroje przebierańców Ateńczycy noszą dumnie, nie wywołują na ich twarzach chichotu zawstydzenia. I słusznie, rytuały przejścia to nie zabawa, koniec zimy, początek wegetacji to czas graniczny, moment nadzwyczajnej aktywności duchów. A przebieranki dają szansę, że duchy się nie połapią ktoś zacz. Drobne złośliwe chochliki nie grzeszą inteligencją. Inaczej niż blondynki, urodą też nie. A mądrzejsi bogowie w strefie granicznej nie grasują.





Twarze Greków są bezwstydne i pogańskie, archaiczne w swojej topornej urodzie. Klasyczna rzeźba to ideał, który rzadko materializuje się w naturze.

Grecja jest krainą nawiedzoną. Straszy na każdym kroku. Każde miejsce ma swojego ducha i swoją historię: xoticas, przybysze z innej rzeczywistości, lamie, ganiające żeglarzy, drymesy, grasujące na pożegnanie zimy, lycanthropois czyli wilkołaki, katavothras oblekające formę wielkich myszy z ogromnymi uszami i smerdaki, pojawiają się jako małe kotki, płaczące głosem dzieci. Stringlos pozbawione formy, sygnalizujące obecność tętentem galopujących koni w głębokich parowach. Na wiele duchów skuteczne są zioła: kąpiel w laurze i rozmarynie chronią nowonarodzone dzieci przed ciemnymi mocami. Podobnie ofiara z chleb, miodu, białych migdałów i kwiatów polnych goździków. Na te które nie odchodzą po dobroci, podobno skuteczny jest też nóż z czarną rękojeścią.

Pozostają jeszcze vrykolakas czyli wampiry. Maria Janion twierdzi, że to wymysł słowiański. Istotnie, może na teren Grecji przyszły z Bałkanów przez Macedonię, ale podobno na Cyklady te wpływy nie dochodzą, tymczasem roiło się od nich na rozstajach dróg na Santorini, zanim nie przegnały je tłumy pijanych Angoli.

Żeglujemy w kierunku Eginy, za dnia, przy pełnym słońcu i wiejącym sirocco. Nie gonią nas nereidy, syreny ni lamie (albo w naszej ślepocie turystycznej ich nie widzimy).

O silnej aktywności duchów świadczą liczne kapliczki: obowiązkowe na rozstajach dróg i szczytach gór. Powielane w nieskończoność niczym matrioszki: kaplice, kapliczki i kapliciątka. Białe, grubo bielone symetryczne, oparte o plan krzyża greckiego. Jak na całym świecie, szczyty gór pozostają we władaniu ciemnych mocy. Na Cykladach gór jest sporo, a kiedyś dymiło się z każdego niemal wierzchołka By uniemożliwić lądowanie ciemnych mocy, znaczy się teren swoim symbolem. Małe białe domki kontra moce piekielne.

Oprócz gór, dróg, północy i południa, straszy też na terenach na wykopaliskach: świeżych, na Santorini i Akrotiri. Niewiele krajów ma na swoim koncie tak słynne, dramatyczne bitwy, jak Grecy: Marathon, Termopile, Salamina, później Platea, Navarino i Missolonghi. Pauzaniasz pisze, że w jego czasach pole bitwy pod Maratonem, nawiedzane było przez duchy poległych Persów. 2 tysiące lat po słynnej bitwie, w okolicach Vrany wciąż można usłyszeć rżenie koni, szczęk mieczy i nawoływania ludzi.

Śmierć w wyobrażeniach Greków nie jest szkieletem z kosą ale jest potężnym jest potężnym jeźdźcem z gorejącymi oczyma. Dawny Charon z czasem zmienił imię na Charos, opuścił łódź na Styksie i galopuje na koniu, zabierając dusze zmarłym, którym Moiry uplotły nie dość życia.



W XIX w. w Atenach popularna była historia o dorożkarzu, który w nocy został wezwany pod kościół Św. Mavrosa, gdzie zabrał ubraną na czarno staruszkę. Kazała się zawieźć pod Pomnik Lysikratesa, który w tamtym okresie sąsiadował z klasztorem-szpitalem, w którym m.in. nocował Byron. Kiedy przybyli na miejsce, okazało się, że z dorożki wysiadła nie jedna ale trzy kobiety podobnie ubrane, które rozmyły się w wieczornej mgle, nie płacą kierowcy ani grosza. Następnego dnia w sąsiedztwie wybuchła zaraza cholery. Brrrrr ;-)

sobota, 23 lutego 2008

Monika Zawadzka

Wernisaż zapowiadający książkę Monika Zawadzkiej. Skądinąd bardzo ladne piktogramy ale nie znajduje dla nich miejsca w galerii. W przestrzeni publicznej, galerii out of home ( slowo outdoor jest de mode), tak. Skoro wymaga refleksji 5 sekundowej, możemy ją uchwycić spojrzeniem na 5 sekund przejeżdzając tramwajem. Ale kilkudziesięciominutowa wyprawa do muzeum czy galerii srawia ze czekam na cos więcej: refleksje, kontemplacje, a nie blyskotliwy żart.Tęsknie za sztuką elitarną i mam alergię na sztukę nowoczesną. Od polowy wieku to, co jest sztuką okreslają krytycy sztuki, no czasem artysci (których mianem okrzyknęli wczesniej jedni drugich). Mam wiec prawo jak nikt, kontestować sztukę wspólczesną bez zarzutu, że sie nie znam

.... wernisaze, odrobine lepsza forma eventu. Tez naplywaja celebryci, tylko z okladek Exclusiv'a a nie Party. Kwestia innego targetowania.

niedziela, 17 lutego 2008

babol roku.

"Twoj Styl" - pierwszy numer pod męskim kierownictwem Szmidta publikuje artykul O Kazi Szczuce. Konkluzja niczym z bajki: oto upadla bohaterka, przechodzi przemianę i odnajduje swoje miejsce w życiu. Upadla bohaterka z domu, gdzie panują tradycyjne relacje, gdzie matka podaje kapcie i gazete, zostaje walczącą feministką, ba doktorantką by wreszcie zakochać się i skończyć spelniona u boku mężczyzny... gotując mu obiady. Wprawdzie nie schabowy ale wedlug pięciu przemian. Znaczy nowoczesnie. Brawa dla autorow tesktu i bohaterki. Kazia, ktorej mistrzyni obala stereotypy, zwlaszcza te dotyczące plci daje sobie zrobić co takiego! Przyznaje swoją prywatną malinę czyli babol roku.

poniedziałek, 11 lutego 2008

tagliny

a propos slow, Maryja w chwili Zwiastowania powiedziala znamienne slowa: "Fiat" ( po lacinie: "niech sie stanie") dlczego nikt tego jeszcze nie wykorzystal w reklamie?

poza tym proponuje konkurs dla agnecji eventowych i nagroda specjalna "Najbardziej niewydarzone wydarzenie" ;-)

niedziela, 10 lutego 2008

Mediterinium

W wiekach starożytnych brzegi Mare Nostrum porosnięte bylo gęstymi lasami. Wyrąbano je jeszcze za czasów Rzymian. W IX i X wieku Arabowie przywiezli z dalekiego Wschodu sadzonki drzewek pomarańczowych i cytrynowych i palmy daktylowe. Renesansowi konkwiskadorzy z Zachodu rozplenili krzaki opuncji. W ten sposob powstawal dzisiejszy krajobraz Srodziemnomorza. Kolejny temat dla uczniów F. Braudela: historia kultury europejskiej pisana z perspektywy zmieniającego się krajobrazu naturalnego, dokonywanego rękami czlowieka.

slowa slowa slowa

Sposób operowana językiem okresla nasz stosunek do rzeczywistosci. Granice mojego języka wyznaczają granice mego swiata ( Wittgenstein). Moja praca skazuje mnie na wieczny konflikt z samym sobą, dlatego będę w nieskonczonosc redefiniować swoje stanowisko pracy (dopóki mnie nie zwolnią). Slowa nie mające slużyć manipulacji, a wyrażające istotę swiata. (Istota zreszta coraz czesciej bywa drugorzędna,istotę zwycięża forma:kalki językowe i banal cytatu. Ostatnie slowa Goethego są dobrym haslem reklamowym dla producenta żarówek).
Przez ostatnie miesiące które niebawem przejdą w lata, komunikuje się slowem pisanym. Flirt, romans, pieszczota, sex za pomocą slów. Zastępują musnięcia, pieszczoty, spojrzenia. Ale slowa zostawiają slady, uczą ostrożnosci, wagi. Nie wymachuje sie slowem jak szabelką.
.....mogą być manifestem i manifestacją, apelem, ukonstytuowaniem, inwokacją, ostatnią wolą. Jedyną formą wolnosci, aktem wolnosci bo nikt nie moze zamknąc ci ust.

czwartek, 7 lutego 2008

Polska tradycja

Dawno dawno temu Polskę porastaly knieje i puszcze. Prawdziwi Polacy zajmowali sie tropieniem, łowieniem i polowaniem. To piekne zajecie na zawsze pozostalo w naszej krwi po dzis dzień, dlatego najczęstsza metoda w polskim biznesie polega na szukaniu jelenia exequo z ustrzeleniem łosia. Mistrzowie jednego strzalu, niczym mickiewiczowski ksiądz Robak.

niedziela, 3 lutego 2008

Sny o sukienkach

Idealna noc dla wielu kobiet: sny o sukienkach.. Przez całą noc z zadziwiającą konsekwencją mierzysz, przeglądasz się przed lustrem i ……… w każdej wyglądasz rewelacyjnie. Beże w odcieniach kawy z mlekiem, zielone żółcienie, jak złoto z Ałtaju, połyskujące fiolety, aksamitne czernie, kokardki, marszczenia. Krepiny, aksamity, atłasy, brokaty. Kryształowe lustra i szpilki asystującego krawca, i tak przez całą noc. Cudowne, biorąc pod uwagę, że ostatnio sni mi się E.B i Sala Kongresowa. brr


Siedząc nad żmudnymi tekstami w nowej pracy, wymyślam aforyzmy:
Do Piarowców: Przestrzegajmy zasad CSR, szanujmy niepełnosprawnych, ale nie róbmy kalek językowych.


Z czasem blog staje się rozmową i polemiką adresowana do konkretnych osób:

Pablo Picasso i Francis Gilot – 40 lat różnicy, on został ojcem w wieku 80 lat
Salvator Dali i jego Gala – 10 lat, ona starsza
Renato Guttuso i Marta Marzotto – 20 lat
Artistoteles Onassis i Jacquline Kennedy - 23 lata
Pavarotti i Nicoletta Mantovani– 35 lat
Andrzej Zulawski i Sophie Marceau - 26 lat
Karell Gott I Ivanka Machackova – 37 lat
Sarko i Carla Bruni - 12 lat
Sandra Lewandowska i Jerzy Maksymiuk – 30 lat różnicy, hahahaha, rozpędzam się, ale Łyżwinskiemu daruje ;p

poniedziałek, 28 stycznia 2008

technik radiolog



gdzie Pan sie podziewa, Panie technik radiolog? sokoli wzrok az po horyzont zdolny przeswieltić europe od morza sródziemnego,przez alpy az po warszawe.. tak jak moje ubranie.

niedziela, 27 stycznia 2008

rooooooisin



Po za tym wydarzenie skrajnie towarzyskie

środa, 23 stycznia 2008

Cudowne uzdrowienie Starej Panienki

plynne, ze stanu "bez" w stan z "z"

wtorek, 22 stycznia 2008

Sacrum w Profanum

W mojej nowej pracy znalazlam sprej do WC o zapachu grzanego wina (sic!). To lepsze niż wiedeńscy klasycy w publicznej toalecie. Sacrum w Profanum. Następnym razem poproszę papier o zapachu budyniu. Czy w Jerozolimie puszczają psalmy?

poniedziałek, 21 stycznia 2008

Gross

Zniknąl z EMPIKów caly naklad "Strachu" Grossa. I jak nigdy pomyslalam: dobrze, nie ma sprawy. Spoleczeństwo postanowilo przeczytać i wyrobic sobie sąd? A nawet jezeli tylko przeczytać, przy ustalonym z góry werdykcie. Tak czy inaczej milo ze strony spoleczeństwa ;-)

niedziela, 20 stycznia 2008

O Sycylii post rejsum

W strukturze sycylijskich miasteczek widać korzenie arabskie. Urbanistyka Maghrebu: metafora szkatułki. Ponure uliczki kryją przestronne podwórka. Europejscy architekci skupiają się na zewnętrznych fasadach, nie tym co w środku. Piękno jest dla innych, jest użyteczne w tym sensie, że jest instrumentem, jest manifestacją statusu. W arabskiej architekturze ciasne zaułki rozkwitają na dziedzińcach przestrzenią i ornamentem. Użyteczność rozumiana jako zaspokajanie zmysłów.

Jedna z teorii mówi że lody wymyślili Neapolitańczycy. Zmysłowe, efemeryczne, niepraktyczne i wyrafinowane w smaku są kwintesencją Neapolu. Elizabeth David, pisarka i krytyk kulinarny w swojej książce Italian Food (pierwsze wydanie z 1961 z reprodukcjami Renato Guttuso, rozsławiło tego pana wśród West-Europejczyków*) pomysł na lody wywodzi od Arabów, którzy przez Sycylię przywieźli je do Napoli (i jedni i drudzi korzystali dobrodziejstw śniegów Etny i Wezuwiusza). Wskazuje XVII – wieczne manuskrypty, wśród których znalazła przepisy sorbetów i lodów. Pomiędzy popularnymi smakami owocowymi, pistacjowymi czy kasztanowymi, znajduje też przepis na lody ... j-a-ś-m-i-n-o-w-e. I uwaga, takie podaje jedna z sekretnych knajpek niedaleko Palermo. Tylko dla wtajemniczonych!

W swoim kulcie cielesności mieszkańcy Neapolu nazwali rukolę małą cipką (tłumaczenie z angielskiego). Podobno z uwagi na kształt jej wąskich listków (!)…… nie znajduję podobieństwa ..... najwyraźniej co nasza ułańska, to jednak nie neapolitańska. Kuszą mnie, jak autora książki wycieczki w stronę Neapolu, więcej tam pikanterii niż na surowej Sycylii. Ale nie będę się teraz rozwodzić nad perwersjami cesarza Kaligulę (willa na pobliskim Capri), ani biografią Pasoliniego. Wracajmy na Sycylię!

Coroczne rzezie tuńczyków tzw. Mattanza, były nieodłącznym elementem kultury Zachodniej Sycylii. Były, bo biznes podobno przejmują Japończycy. Polegały na zespołowym postawieniu wielu sieci-pułapek i stopniowym ich zacieśnianiu. W chwili kiedy ryby znajdą się w „camera della morte” dobijane są przez rybaków ręcznymi harpunami. Morze jest wtedy czerwone od krwi. Słowo mattanza przeniknęło potem na języka Sycylijczyków i padało jako określenie na zbiorowe krwawe zabójstwa Costa Nostry.
Hrabia Dominique Fernandez, opisuje coroczne misteria w ten sposób:
no bloody fenzy, no dance of death. Not even a shadow of anger, of vandatta against this tuna. They had waited for this three days, slumped over their oars, under the pitiless sun that had ruined their skin and made even the straw of their hats transparent … no sign of joy, of human enthusiasm on their faces, closed to every emotion by poverty and apathy.
Wyobrażam sobie, że z taką sama mimiką, przyjmujący zlecenie od mafii (sycylijskich chlopów) wykonywali wyroki. … Jakie dźwięki towarzyszyły tej rzezi skoro ryby głosu nie mają? Czy może odbywała się w nabożnym lub zawziętym milczeniu? Ktoś kiedyś (zapewne ze szkoły Annales) napisze historię przez pryzmat dźwięków.

Jeszcze dwie postaci pojawiające się często w książce:
Autor Lamparta, hrabia Giuseppe Tomasi di Lampedusa. Pisanie było lekarstwem na melancholię, najlepiej uchwycił tragedię Sycylii. Debiut w starczym wieku, wyobrażam sobie jak szedł po odbiór nagrody literackiej: nieśmiały arystokrata w znoszonym peniuarze. Niepozorny, w istocie erudyta: astronom, matematyk, muzyk, poeta. Biegle władał grekę i perskim.



To bohater. A antypostać? Gulio Andreotti zwany Boskim Gulio albo Belzebubem. Dzięki jego obecności na łamach, wyłania się obraz tragedii Włoch, jako tragedii Uwikłania.
Mały pokraczny człowieczek. Wielokrotnie posądzany o związki z mafią i zlecenia zabójstw, zawsze uniewinniany, pozostaje aktywny na scenie politycznej…..Jakiś mężczyzna powiedział mi kiedyś żebym trzymała się z daleka od małych facecików. Są niebezpieczni.Spokojna glowa, W. po zlamanym kręgoslupie mierzy 1.9 ;-)



* Renato Guttuso, rzekomo jeden z największych włoskich malarzy XX wieku. Sycylijczyk, o imieniu, które w naszej kulturze nie ma męskiego odpowiednika. Malował podobnie jak Diego Rivera. Styl meksykańskich murale, irytujących w swojej nachalnej, lewackiej symbolice. Malarstwo, które często nie wytrzymuje próby czasu. Spekuluje, bo nie widziałam na żywo.



z przeczytania: Peter Robb. Midnight In Sicily.

czwartek, 17 stycznia 2008

zyczenia

Od podsumowań roku plynnie przechodzimy do prognoz na następny. Dziennik wieszczy: U2,Portishead, Police UP; Przekroj prognozuje: Madonna, Metallica, Lauryn Hill DOWN. Bukmacherzy przyjmują zaklady? Skoro taka hossa na rankingi, moze ja zaproponuje swój? Up'ów nie będę, bo zapeszę ;-). Proponuje ranking prezentów. Mam dwa typy: sycylijskie pomarańcze, przebarwiające się na czerwono, krwiste jak żeberka, cieknące po palcach i z kącików ust. Fresh orange juice to be. Zyczenie niezmaterialzowane tylko w tym aspekcie,ze nie stalo się cialem. Lub Don Giovanni na deskach Wiener Staatsoper. Spelnienie zyczen wypowiedzianych, choc niepomyslanych.

niedziela, 13 stycznia 2008

Wiedeń

Wyludnione miasto w niedzielne popołudnie. Znów konfrontacja wiedzy nabytej ze stanem faktycznym. Tym razem nie zaskakuje skala, ale naturalność otoczenia. Normalność, bezpretensjonalność. Otto Wagner, Adolf Loos, Gotfried Semper, Fischer von Erlach. Stacje metra, opera, kościoły, nie pomniki architektury ale budynki, służące użyteczności. Przy całej ich ornamentyce. Wiedeń dla Wiedeńczyków! Metro do jazdy! Opera dla muzyki! Kościół do modlitwy! Miasto wygląda, jakby w Photoshopie ktoś wpisał ze wysoką wartość height. Efekt – miasto o wyjątkowo smukłych kształtach. Może to przez mieszczańską Sparsamkeit. Najpierw budujesz kilkupiętrową eklektyczną lub secesyjną kamienicę, potem ją trochę ściskasz z obu stron żeby zmieścić na kilkudziesięciu metrowej działce. Niemieckie poczucie przyzwoitości gasi zapędy megalomańskie. Budynki nie wystrzelają na kilkadziesiąt pięter wzwyż. Miasto małej architektury. Ludzkie do szpiku kości. W formie i treści. Popiersia, pomniki, statuy, figury, personifikacje. Czcimy człowieka i nasze świeckie, mieszczańskie cnoty. Ekstrawagancją są wszechobecne złocenia: dach, litery, balustrady. Ekstremalną formę przybrała w sztuce Klimta. Jesteśmy bogatym społeczeństwem, stać nas na złocenia i wille w Hiszpanii!


Pawilon Secesji, Jan Maria Olbrich

budynek Kasy Oszczędnosciowej,Otto Wagner

Muzyczna pocztówka. Z każdego kościoła wypływają dźwięki organów. Miasto przede wszystkim żeruje na osobie Mozarta. Pseudopaziowie zaganiają niedobitki zziębniętych turystów na koncerty Mozarta i Straussa. Kibelek na stacji metra oferuje serwis do muzyki klasyków wiedeńskich. Każda sztuka produkuje komercyjne odpady. Chciałabym kupić poza Mozartkugeln dobrą biografię mistrza ale pozostaje klientem niszowym (w Operageschaeft Pani mi oferuje mi cienką biografię, za to z wersją na CD: Wie kann man Mozart’s Leben auf 47 Seiten beschreiben?). Poluję na znakomitą podobno książkę Norberta Eliasa (czołówka piszących socjologów kultury) Mozart. Zur Soziologie eines Genies, także jako Mozart. Portrait of a Genius. Na szczęście okazuje się, że ukazała się po polsku nakładem W.A.B.

sobota, 12 stycznia 2008

Strach

W mediach rozgrzewa się dyskusja na temat nowej ksiązki Strach, Grossa o powojennym anysemityzmie. Najbardziej absurdalne hipotezy i ataki zapewne przed nami. Tokarska-Bakir (czy z emotikonów da się zbudować pozę oranta?) słusznie pisze, że najlepiej na czas tej dyskusji ( w 90% jałowej i pełnej hipokryzji) wyjechać z kraju. Skrajna prawica obiecuje sprawę w prokuraturze. W sondzie na Onecie, na pytanie „czy zamierzasz przeczytać książkę Grossa” 64 % ludzi odpowiada NIE! Zdecydowanych poglądów nie ma potrzeby weryfikować. Dziennik dotyka sprawę kijem, żeby się smród nie przykleił. Szuka umiarkowanych autorytetów. (Broni się recenzja Piotra Kofty w Kulturze. Znów jak dwa różne media, mówiące różnym głosem). Opisuje przypadki morderstw na tle rabunkowym. Na ile morderstwo jest wynikiem bandytyzmu a na ile antysemityzmu? Jeżeli miało podłoże rabunkowe to może jednak to nie antysemityzm tylko „zwykłe” zabójstwo? Zgrabne słowo „bandyta”, tak jak kiedyś „element wywrotowy” wyklucza sprawców poza nawias społeczeństwa i już owo Państwo Społeczeństwo umoczone nie jest, bo to nie My, tylko Oni, nie Polacy, tylko bandyci. Polski bandyta antysemita jest najpierw bandytą, polakiem czy antysemitą? A jak nam najwygodniej?

Non omnis moriar – moje dumne włości,
Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.
Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
Chominowo, lwiowanko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera.
Tobie, twoim niech służą, bo po cóż by obcym.
Bliscy moi – nie lutnia to, nie puste imię.
Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy,
Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie.
Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze –
Niech piją noc całą, a o świcie brzasku
Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota
W kanapach, w materacach, kołdrach i dywanach.
O, jak będzie się palić w ręku im robota,
Kłęby włosia końskiego i morskiego siana,
Chmury rozprutych poduszek i obłoki pierzyn
Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie;
To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym,
I uskrzydlonych nagle w aniołów przemieni.


Wiersz z 1942 roku, Zuzanny Ginczanki. Zapomniana poetka, przyjaciółka Pana Witolda (Gombrowicza, a jak), po zdenuncjowaniu przez polskich sąsiadów pozostała młoda i śliczna 27-letnia na zawsze.

czwartek, 10 stycznia 2008

Wakacje

Rzym:
Zabytki patrzą na mnie jak włoscy ragazzo. Wypadają zza rogu, rzucając porozumiewawcze spojrzenia:
One: (ani jedne ani drudzy nie mówią po angielsku, więc uznajmy że lecą napisy:) You remember me, don’t U?
Ja: (pstrykając placami) Of course, I do, (w myślach: Bbbb..orromini?, Bbbb…ernini? Czyżby Bramante? A Vignola? Vignola, naturalmente!). Raz tylko gdy wpadłam na rogu niespodziewanie na Chiesa di San Carlo al Quirinale, pomyślałam: I didn’t remember your name, but I always liked You,really. You are designed by Francesco!



Dominuje południowy bałagan, zabytki wyglądają jak ocalałe przez zaniedbanie, Włosi nie grzeszą nadgorliwością nuworysza, jak Słowianie, nie równają z ziemią, by postawić od nowa. Po co mają sprzątać jeżeli można postawić obok?

Fotografia oszukuje, zaciera różnice, gubi proporcje. Monumentalizm XVIII - wiecznych wedut rzymskich lepiej oddaje skalę niż współczesne widokówki. Obrazy Nicolasa Poussina i Huberta Roberta nie kłamią, Olympusy, Canony i Minolty owszem.


Rzym by Bellotto


Rzym by Myself

Jadąc do Rzymu, wymyślałam ciekawe porównania: kolumnada Berniniego jak szczęki wieloryba z tłumem turystów wlewających się na plac niczym kryl. Skala mnie przerosła. Rzym to miasto pierwowzorów, nie tylko wszystko jest parę razy piękniejsze, precyzyjniejsze (Mo, zapomnij o swoich dotychczasowych wyobrażeniach na temat tego,co to jest mięsisty akant), jest przede wszystkim dwa razy większe. Rzym to miasto guliwerowych olbrzymów, architektura nie skrojona namiarę człowieka. Patrząc na Rzym czasów Antyku i Baroku zaczynam wierzyć w Uebermenchen.

Katania:


Niebieskoocy potomkowie Normanów, wymieszani z małymi czarnookimi Cyganami. Jedni patrzą na ciebie hardo i wyzywająco, drudzy mają spojrzenie drobnych cinkciarzy z głowami pełnymi sprośnych myśli. Naturalna symbioza natury i kultury: Etna szerokimi plecami stoi murem za Katanią. Brudne zakątki, liszaje na ścianach przypominają zmurszałe kawałki lawy. W drodze na szczyt mijamy księżycowy krajobraz: zastygła lawa porośnięta chrobotkiem reniferowym, przypomina zmurszałe rzeźby XVIII wiecznych pałaców.

Weimar Goethego, Toruń Kopernika… bohaterem Syrakuz jest Archimedes. Na szczęście Włosi zaniedbują działania marketingowe i nie można kupić Archimedesa z gipsu, lawy wulkanicznej czy wszech dominującego wapienia.
Obok bohaterów miasta mają swoje kolory: Santorini jest białe, Petra jest czerwona. Katania ma kolor szary. To nie tylko wina brudu ale tradycja dodawania popiołu wulkanicznego do zaprawy ( chyba). Fasady kamienic, pałaców, ba nawet katedry mają szary kolor. Ładnie się komponuje z jasnym detalem, ale smolisty charakter miasta wydaje się wnosić smutek nie tylko do ducha miasta, ale i do serc jego mieszkańców. Katania byla dla Cosa Nostry waznym osrodkiem (zapewne ;-)).



Trwa sezon zbiorów opuncji. Świeżo pakowane owoce po 3 Euro. Opuncja po włosku to figa d’India, po angielsku prickly pear. Dla jednych figa, dla drugich gruszka. Jest wystarczająco smaczna by zasłużyć na własną nazwę. Docenili to Maltańczycy i za likier z opuncji, jako za regionalny trunek każą sobie słono płacić.

Syrakuzy:

Za to Syrakuzy są miodowe i jasnozłociste. Pewnie to kwestia tego samego kamieniołomu, że wszystkie budynki niezależnie od wieku, mają ten sam odcień, jak namalowane tą samą kredką.




We włoskich miastach oczy odpoczywają od sidingu, plastiku, billboardów i neonów.

Monastyr (Tunezja):

Urzędnicy przeniesieni żywcem z lat 50-tych. Stateczni, wąsaci, nie da się niczego skrócić i przyspieszyć. Celebrują swoją codzienną służbę z namaszczeniem, wydają namwizy przez 5 godzin jakby wydawali akt sakramentu. Może zresztą tak jest, oto rząd tunezyjski przyjmuje Ciebie, turystę na swoje łono.
Na przedmieściach bajzel architektoniczny. Na szczęście w miejsce wyczucia stylu, wchodzi kanon. Obowiązują ośle łuki i wieżyczki pseudominaretów. Obowiązkowy azul i biel trzyma jakoś pejzaż miasta w kupie. Budowana od wieków w tym samym stylu architektura sakralna trudna jest do datowania dla mnie, laika. W sylwetce miasta dominuje mauzolem pierwszego prezydenta Tunezji, Habiba Burgiby ( prezydentował od lat 50-tych po 80-te), wieże minaretów przewyższają nawet te od meczetów. Kult jednostki czy podkreślanie narodowej tożsamości, budowanie nowej mitologii?

Medina w Monastyrze:

Pospolici ludzie o rysach książąt. Arystokratyczne plemię zagubione w brudzie portowego miasta-kurortu dla otyłych Europejczyków. Owinięci w chlamidy w naturalnych kolorach wielbłądziej wełny, z kosturami w dłoni. Teraźniejszość obrazka zdradzają nowoczesne okulary ( wyglądają drogo i designersko, być może dzięki rysom twarzy, nie marce). Spodziewasz się, że niczym rycerze jedi noszą pod płaszczami najnowszej generacji broń.

Wełniane marynarki w odcieniach zieleni i brązów, burgundowe czapeczki, tak zwane Chechie ( jak sie okazuje), na to zarzucone czarne lub czerwone arafatki… Finezja w doborze kolorów i nonszalancja noszenia, której nie powstydziłby się Marc Jacobs. Piękni modele, wybrani bez oglądania się na kult młodości, o smukłych dłoniach i rysach książąt berberyjskich. Starzy mężczyźni o pergaminowych szyjach z siateczką zmarszczek na twarzy i powściągliwych, subtelnych gestach.



Południowa komunikacja niewerbalna: zbliżenie, spoglądanie w oczy, dotykanie, zaabsorbowanie rozmówcą. Każda rozmowa obdarzona jest czułością i przypomina romans.

Valletta

Miasto twierdza budzi respekt. Pionowe i poziome linie fortów i piaskowy kolor sugerują że Valletta jest prototypem wszystkich zamków z piasku.

Odwaga i rycerskość Maltańczyków (po oblężeniu w czasach WW II wszyscy mieszkańcy dostali krzyże zasługi. Maltańskie? Być może) nie odzwierciedla ich fizjonomia. W porównaniu z sąsiadami z Tunezji wydają się pokraczni, skundleni. Ni to arabscy ni jacy. Brytyjskie panowanie wydaja się nie odciskać śladu.

Ścięcie Św. Jana, made by Caravaggio. Obraz braku, najlepiej namalowana pustka. Przejmujące. Nieobecność może poruszać nie mniej niż istnienie. Wiedzą ci, którzy doświadczyli utraty albo czekają. Postać Św. Jana Chrzciciela, teoretycznie najważniejsza leży rzucona w kąt, blade, trupie ciało. Pozostałe postaci jak z holenderskiej sceny rodzajowej, robią sztafaż. Krwawa zabawa autora, sygnatura złożona krwią wypływającą z szyi.



Na ile glęboka, a na ile powierzchowna jest religijność Maltańczyków? Kapliczki nawet w autobusach, slodkich retro fordach przemalowanych na pomarańczowo. I ceramiczne Madonny na każdym z domów. Ksiązki w księgarniach opowiadają o starej kulturze na Gozo, pełnej archaicznych obyczajów. Jaka jest korelacja? Pytanie na następną wyprawę.